piątek, 20 grudnia 2013

' A więc tak dodając coś od siebie, postanowiłem skłonić swoje ego do przywitania. 
Witam wszystkich śmiertelników w tym jakże innym świecie.
Tutaj panują zasady przelewania nadmiaru wyobraźni na komputerowe kartki by powstało coś Pięknego.  Jako drugi autor uprzedzam iż moje odpisy niestety będą  dodawane zapewne z opóźnieniem . Prywatne życie i szkoła niszczą mój czas, więc na ile to możliwe postaram się odpisywać współzałożycielce regularnie. Mam nadzieje, że czytelnicy również poczują emocje i wcielą się wraz ze mną w postać Reniera. Chłopak jest w pełni moją postacią. Wstępne zdjęcie jest przerobione i nie ujawnia jego wyglądu w pełni. Jeśli najdzie mnie ochota to dostarczę moje  osobiste wyobrażenie w postaci autorskiego rysunku. '

Dziękuje~ 


 Rozdział 1

"Początek"

 ✝ Odpis 2



  "Chcesz to opanować? To co w tobie  siedzi?" 
Pytanie czy tego nadal  chce. Minęło już równe 5 lat. Cisza spowijała mój pokój jak i ciemność. Leżałem na łóżku a moja dłoń bezcelowo rysowała długimi czarnymi paznokciami po drewnianych panelach. Patrzyłem pusto ciemnymi oczyma na ruchy dłoni. Boyd spał obok mnie przy ścianie. Przez ciemne zasłony do pomieszczenia wdzierały się jasne smugi zwiastujące poranek. Czas nie ma dla mnie roli. Przecież i tak wszystkich nas szlak trafi. Jednych wcześniej, drugich później. Śmiertelnicy  to takie grzeszne istoty. Nikt nigdy się nie spodziewa, że może to być ostatnia noc. Nienawidzę Go. A jednocześnie jestem wdzięczny za przekleństwo. Mam władzę. Może nie nad wszystkimi, ale nad większością.  Bo każdy człowiek ma coś na sumieniu. Zaczynając od niewinnego dziecinnego kłamstwa kończąc na masowych gwałtach i morderstwach. Moje półnagie ciało okrywał gruby materiał kołdry. Blade ręce niemal całkowicie pokryte w tatuażach. Przedstawiały one wiele rzeczy. Na palcach gotyckim pismem zostało wyryte  "Dead", zaś kciuk zdobił czarny, cienki, odwrócony krzyż. Byłem przeciwko wierzeniom w istoty boskie. Bo on nie istnieje. A nawet jeśli, to czemu nas zostawił? Przecież to wiadome, że człowiek jest skory do popełniania grzechów. Rozpoczęli to podobno idioci zwani "Adam i Ewa". Śmiertelnicy łąką tego co obce. Chcą poznać to co niebezpieczne. Szkoda tylko, że później wiele żałują. Zwłaszcza gdy stają oko w oko z wygłodniałą bestią. Czym co nie posiada uczuć lecz jedynie nękający go głód  dusz nie godnych dalszego istnienia.  Biały owczarek drgnął przysuwając się i wtulając do moich pleców. 
Słychać było nagłe trzaśnięcie drzwiami. 
Stukanie ciężkim obuwiem o panele podłogowe. Dębowe drzwi do mojego pokoju otworzyły się. Stanęła w nich wysoka, o budowie anorektyczki dziewczyna. Jej jasne, niemal białe oczy odnalazły mnie . Słychać było charakterystyczne westchnienie. 

H:- Ruszaj dupsko .idziesz ze mną. 
Mruknęła wyraźnie zła. Weszła do wnętrza mojego sanktuarium. odsłoniła zasłony pozwalając by światło zakatowało moją osobę. Zakryłem się odruchowo dłońmi a z mych ust wydobyło się ciche  " kurwa" w stosunku do promieni słonica. 
- Hadley zajmij się sobą..
Prychnąłem zakrywając się pościelą . Owczarek zeskoczył z posłania merdając ogonem na widok znajomej dziewczyny. Tak, to właśnie była najbliższa mi osoba. Trudno określić ile się znamy. Powiem to tak, odkąd pamiętam trzymałem z ową teraz już kobietą. Hadley odróżnia się od tłumu, z resztą tak samo jak ja. Aktualnie ubrana w szare, podarte rurki, męską koszulkę z krótkim rękawem i za dużą ciemnobrązową ramoneskę stała nade mną. Jej chude nogi zdobiły znoszone już 10 dziurkowe glany. Włosy miała piękne, długie i odpowiadające kolorowi Lili wodnej [ w tym przypadku chodzi o biały]. Do lekko kręcił jej się pod koniec. Dziewczęce czoło przysłaniała  zdecydowana prosta grzywka. Często też je lekko tapirowała. Oczy zawsze dość mocno podkreślała czarnym cieniem i kredką.  Kreski kontrastowały do jej zielonych wręcz prawie białych tęczówek. Owszem, był to jej naturalny kolor oczu. Pod prawym okiem w postaci małego srebrnego brylancika błyszczał Anti eyebrow. Nad górną wargą po obu stronach miała Monroe. W uszach zaś małe 1 cm tunele. Ściągnęła ze mnie kołdrę bezlitośnie. Widać nie odpuści. 
H:- Szybciej. Bo oberwiesz wodą..
Skrzyżowała ręce na piersi. Uniosłem lekko brew ku górze po czym posłusznie wstałem z łóżka. Miałem na  sobie jedynie czarne bokserki. Żadne z nas się przed sobą nie krępowało. Kilkakrotnie obudziliśmy się obok siebie to też nie było czego się wstydzić. 
- Nie masz serca.
Burknąłem w ramach protestu zamykając  się w łazience. W miarę szybko doprowadziłem się do stanu normy. Włosy sięgające mi do połowy pleców spiąłem w luźnego koka. Wystawały z niego lekko ciemnoblond dredy. Ogółem kolor moich włosów był cynamonowy gdzie nie gdzie przechodzący w ciemniejszy brąz. Niezbyt je lubiłem gdyż często, nieposłusznie się falowały  co bardzo mnie irytowało. Podkreśliłem mocno oczy czarną kredką. U mnie był nieco na odwrót niż u Hadley. Moje tęczówki miały barwę brązu przechodzącego niemal w głęboką czerń. Oczywiście
bez piercingu się nie obeszło. Podobnie jak  przyjaciółka miałem równolegle rozstawione złote Monroe. Czarne  septum podkowę, a do tego snakebite w wersji kółek (również czarne). Najstarsze to dwa w prawej brwi : kółko i kolec. Wyglądało to nawet ładnie w połączeniu z piegami, nie mocnymi jednak nadal widocznymi. Ubrałem na siebie luźną, nierozpinaną bluzę z batmana. Do tego czarne, bogate w ćwieki, dziury i przypinki rurki z opuszczonym krokiem. Opuściłem łazienkę umywszy jeszcze zęby. Hadley przez ten czas rozsiadła się w kuchni przy blacie ze szklanką skoku. Na mój widok kaciki  jej ust uniosły się . 

H:- Witamy wśród żywych Ren. 
Wymamrotała dopijając zawartość naczynia. Zagabnie zeskoczyła z wysokiego krzesła. 
- Zdajesz sobie sprawę iż nadal nie chcę nigdzie iść..?
Uniosłem brew ukrywając dłonie w kieszeniach spodni. Ona lekko stuknęła mnie otwartą dłonią w  czoło po czym chwyciła materiał bluzy i pociągnęła w stronę drzwi.
H:- Zamknij się. Dopiero co cię przepisali. Masz  chodzić. 
Otworzyła drzwi stając na ich progu i oczekując aż zagęszczę swe ruchy. Powolnie lecz posłusznie ubrałem swoje 15 dziurkowe glany a na ramiona narzuciłem nieco schodzoną ramoneskę z kolcami na ramionach. Przerzuciłem przez jedno z nich plecak i bez zbędnych protestów opuściłem mieszkanie. Oboje ruszyliśmy w drogę. Przeważnie zajmowała nam ona 15 minut. Poruszyłem jakiś temat by przerwać chwilową cisze. Nie lubię gdy nikt nic nie mówi. Nowy dzień w  kolejnej szkole. Zastanawiam się ile razy jeszcze  zostanę przeniesiony. Hadely mówiła iż jest kilka równych osób. Niestety większość  to puste pizdy i nadmuchani Swagerzy. 
{...}
 Jak  widać los nie zdał się być łaskawy i przydzielono mnie do całkowicie innej klasy. Otworzyłem drzwi rzucając nauczycielowi ignoranckie "dobry"  i zająłem miejsce obok pierwszego lepszego chłopaka. Facet patrzył na mnie zdumiony  moim zachowaniem. 
N: - Dzień dobry Panie Browden.
Podsumował bez zbędnych komentarzy. Ciche szepty dziewczyn i spojrzenia pełne nadziei od razu mnie zirytowały. Nie mają co robić czy co? Kurwa, wkurza mnie to coraz bardziej. Westchnąłem głęboko. Do tego pełne zazdrości komentarze chłopaków. Renier, spokojnie. Nie rób scen pierwszego dnia tej jebanej szkoły. Zacisnąłem pięści ostatecznie patrząc na to z czym usiadłem. Ku mojemu zaskoczeniu chłopak wyróżniał się z tłumu. Jego niebieskie oczy napotykając moje niepewnie się odwróciły. Badawczo go obserwowałem zaciekawiony jego osobą. No, no. Ładna z niego dupa. 
Lekcje mijały. Na biologi, angielski, matmie i chemii przypadło mi miejsce obok tego samego chłopaka. Nie zagadałem. Bo po co? ładny jest. Ruchać też  pewnie było by go ciekawie. No ale, nie zamierzam się przymilać by dał mi dupy. Może kiedyś jak się spotkamy w barze " przypadkiem" , nawiązałbym rozmowę. Jednak aktualnie nowe znajomości mnie nie interesują. Wyjątkiem jest sytuacja, w której to Hadley zmusza mnie do czegoś. Spojrzałem na telefon. Zegarek na głównym ekranie  wskazywał 12:40. No zajebiście . Jeszcze wf. Stałem oparty o murek nieco za szkołą. Obok siedziała Hadely z kilkoma gówniarzami i swoim chłopakiem . Słuchałem muzyki a dokładniej, Shinedown-Simple man. niezbyt słuchałem o czym gadają. W pewnym momencie uniosłem wzrok. Kilka metrów dalej  przy tym samym murku palił chłopak z mojej klasy. Patrzyłem chwile nań jak podchodzą do niego jacyś faceci. Nawet nie ruszyłem się by mu pomóc. Nie znam go więc jego los jest mi obojętny. Jednak ktoś szturchnął mnie w bok. Spojrzałem napotykając wzrok przyjaciółki. 
H:- Weź mu pomóż..
- na chuj
H:- Kurwa bezinteresownie.
- Nie.
Prychnąłem kiedy ona zmierzyła mnie tym sowim wzrokiem zabójcy . Powolnie ruszyłem w tamta stronę. Mężczyźni widać dali mu spokój bo się ulotnili. Nie lubię grać bohatera czy ekipę ratunkową.
Zbliżywszy się dostatecznie do chłopaka mruknąłem.
- Żyjesz? Czy  te mamuty cię stratowały..
Uniosłem brew patrząc na rozmówcę, który widać niezbyt przejął się odniesionymi obrażeniami. Palił. Eh, widzę w nim swój potencjał

Aut.Malwin

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz