"Największy ból mogą nam zadać tylko osoby najbardziej kochane.
Najgorszy, bo zaczajony, zaskakujący wróg to ten, który jest najbliżej
ciebie."
Paląc papierosa, wytarłem
wierzchem dłoni krew która leciała z mojego kącika ust.
Świetnie... będę musiał również przebrać koszulę która była
poplamiona moją własną szkarłatną cieczą. Westchnąłem cicho
pod nosem, podnosząc wzrok na mężczyznę który właśnie stanął
przede mną. Uniosłem delikatnie brew ku górze, wydmuchując
ponownie szarawy dym który skierował się w jego stronę.
Wzruszyłem delikatnie ramionami, opierając się obiema dłońmi o
ławkę na której siedziałem.
- A jak widać?
Mruknąłem, wyrzucając zgaszonego peta ponownie do kosza na śmieci. Na szczęście naszą ostatnią lekcją był wf, więc tym bardziej nie powinienem tym się przejmować... tylko... skąd wiedzieli gdzie jestem, jak mnie znaleźć oraz jak wyglądam? Czyżby ten mały szczeniak powiedział im gdzie mogą mnie znaleźć? Świetnie, mamy już kozła ofiarnego. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi. Musiałem coś na szybko wymyślić lecz co... będzie trzeba wpierw rozprawić się z tą grubą rybą a potem ruszać na kolejny koncert który odbędzie się w bardzo sławnym aczkolwiek upiornym lokalu. Innymi słowem w barze. Nie mieliśmy na tyle jeszcze kosztów by zagrać w jakimkolwiek znanym klubie, bez sensu. Westchnąłem ponownie, zerkając swoimi szmaragdowymi tęczówkami na chłopaka.
Mruknąłem, wyrzucając zgaszonego peta ponownie do kosza na śmieci. Na szczęście naszą ostatnią lekcją był wf, więc tym bardziej nie powinienem tym się przejmować... tylko... skąd wiedzieli gdzie jestem, jak mnie znaleźć oraz jak wyglądam? Czyżby ten mały szczeniak powiedział im gdzie mogą mnie znaleźć? Świetnie, mamy już kozła ofiarnego. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi. Musiałem coś na szybko wymyślić lecz co... będzie trzeba wpierw rozprawić się z tą grubą rybą a potem ruszać na kolejny koncert który odbędzie się w bardzo sławnym aczkolwiek upiornym lokalu. Innymi słowem w barze. Nie mieliśmy na tyle jeszcze kosztów by zagrać w jakimkolwiek znanym klubie, bez sensu. Westchnąłem ponownie, zerkając swoimi szmaragdowymi tęczówkami na chłopaka.
- ty jesteś Renier. Niezłe
podniecenie wywołałeś w szkole.
Tak, nie można tego było
nazwać niczym innym jak tylko "podnieceniem". Przecież to
zwyczajny mężczyzna, pomijając to że jest przystojny i wyróżnia
się z tłumu, to niczym innym sobą nie reprezentował. Może i
byłem w jakiś sposób bardzo krytyczny, ale niestety... taki już
byłem. Wstałem, otrzepując swój tył spodni i stojąc teraz
twarzą w twarz z chłopakiem. Cholera, był wyższy... zaczynało
mnie to irytować. Z kimkolwiek bym się nie spotkał, byłem niższy.
To jest jak jakieś przekleństwo. Po kim ja odziedziczyłem tak mały
wzrost? Po ojcu? Iście wspaniale. Mruknąłem coś rozeźlony,
zeskakując z ławek na których w dalszym ciągu byłem. Chowając
dłonie do kieszeni od spodni, miałem również na sobie swoją
czarną torbę. Nigdzie się bez niej nie ruszałem. Jakby to
powiedzieć... chowałem tam swoje rzeczy. Nawet jeśli były one najmniejsze czy też mniej ważne. Zawsze tam były. Zerknąłem zza
ramienia jeszcze raz w jego stronę, marszcząc delikatnie czoło...
nie wiedziałem skąd, ale ten zapach coś mi przypominał, nawet
chłopak czy też jego zachowanie. Nie, nie mogłem go znać. Był
osobą którą pierwszy raz widzę na własne dwoje oczy, niemożliwe
bym go w ogóle znał. Pokręciłem głową, kierując się w stronę
najbliższego baru.
- Uważaj na nich... mogą
cię pożreć w całości.
I odszedłem zostawiając
chłopaka samemu sobie. Mijając szkołę zaczesałem otwartą
dłonią, swoje rudawe włosy. Mhm... coś mi się wydaje że ten
rok, wcale nie będzie taki najgorszy jak poprzednim. Może nawet o
niebo lepszy od poprzedniego. Tak, jestem ciekawa... co jeszcze mnie
czeka.
[...]
Będąc w obskurnym
pomieszczeniu, od razu przywitałem się z swoimi znajomymi z
zespołu.Chyba nie musiałem wspominać że z jednym z nich gdy tylko
naszła nas ochota oddawaliśmy się chwilą przyjemności.
Uśmiechnąłem się do ciemnowłosego, który niemal od razu
odwzajemnił uśmiech pociągając za struny swojego basu. Uwielbiałem jego grę, jego ciało... jednak nie kochałem go.
Mogłem bez krępacji oddać swoje ciało, gdyby tylko ktoś się mną
zainteresował jednak chłopaczek, miał chyba o wiele ambitniejsze
plany. Ostatnio miał problem że w ogóle się z kimś spotykam.
Wkurzające. Chyba niedługo będzie trzeba zakończyć ten popieprzony "związek" ale nie teraz... chcę jeszcze trochę
się pobawić. Biorąc w dłonie mikrofon, zacząłem podejmować
pierwsze próby oddając się temu całemu światu. Kochałem to co
robię, kochałem muzykę i kochałem oddawać się emocjom które mną
rządziły gdy śpiewałem. Muzyka dla niektórych mogła być denna,
wiadomo... miłosna jednak przywoływała wspomnienia o których
chciałem zapomnieć, a jednak wracały do mnie jak bumerang. Pomimo
tylu lat, dalej to bolało... nie wiedziałem kto z szkoły będzie
słuchał naszego dzisiejszego występu, mimo że cała o niej usłyszała. Świetnie, te plotki... naprawdę. Widziałem ten tłum
ludzi, którzy albo jedynie przyszli się napić albo też po prostu
posłuchać nowego zespołu, który miał za chwilkę tutaj wystąpić. Wchodząc na scenę, niemal od razu pochwyciłem swój mikrofon,
piosenka była delikatna... dla niektórych może i nawet smutna. W
tym dniu nie było wcale uderzeniu, które zawsze nosiło ze sobą mój
zespół, mimo że byliśmy już tutaj znani wcale nie spotkaliśmy
się z złą opinią.
[...]
Po wyjściu za kulisy, od
razu uciekłem gdzieś z basistą na zaplecze, siadając na jednym z
głośników które były w razie jakiś problemów technicznych.
Rozmawialiśmy, spokojnie. Co Jakiś czas dotykając się nawzajem.
Uśmiechnąłem się pod nosem, opuszkami palców przejeżdżając po
jego policzku...
- Ey... może dzisiaj
wpadniesz do mnie?
Ucałowałem jego usta,
namawiając do pocałunku a on natychmiastowo odwzajemnił to ochoczo, dotykając dłonią mojego uda. Uh, widać ktoś się tutaj zgadza.
Świetnie. Nie będzie mi się dzisiaj nudzić w mieszkaniu. Nie było
nikogo. A więc chata cała dla mnie. Uroczo. Odrywając się od
chłopaczka, ucałowałem ponownie jego kość policzkową, wsuwając
dłonie w jego gęste czarne włosy. Nikomu z naszego zespołu nie
przeszkadzało że się tak obchodzimy, tolerowali nas, było to
całkiem miłe mimo że wiele razy słyszało sie przykre komentarze.
Wtuliłem się w jego szyję, czekając w dalszym ciągu na
odpowiedź i w końcu ją usłyszałem.
- W sumie, czemu nie...
tęskniłem za tobą.
- Przepraszam, ostatnio nie
miałem czasu.
Kochałem sie w to bawić. W
te uczucia... Tak, byłem sukinsynem. Nie interesowało mnie to co
sobie zrobi gdy ze mną zerwie, byłem demonem, złem i idealnie mi
to wychodziło. Byłem kimś kto uwielbiał się bawić, nie tylko
ludzkimi uczuciami... to było przezabawne jak oni mogli się szybko
przywiązać do drugiego człowieka
PS: Piosenka którą zaśpiewał Jiro.
Autor: Nana
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz