czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział II Demony część I.

"Jak to możliwe, że gdzieś w człowieku drzemie taki zimny, taki beznamiętny, jego własny wewnętrzny głos. Taki zdrajca, niewierzący w sprawę."

Wiercąc się na łóżku, przewróciłem się bokiem do ściany tuląc do siebie kołdrę którą aktualnie trzymałem w dłoni. Tuląc się do niej, po pewnym momencie dotarł do mnie fakt iż leżę w czyimś łóżku, ten zapach był mi zupełnie obcy i dopiero poczułem jak coś zimnego zaczęło mnie obwąchiwać, zerwałem się z łóżka delikatnie marszcząc czoło, i łapiąc się otwartą dłonią za głowę... Kurwa... Musiałem się wczoraj nieźle schlać, to był jedyny minus bycia pół człowiekiem. Mogłeś się najebać a potem mieć kaca i umierać w agonii z nadzieją że ktoś przyjdzie się tobą zaopiekować, dopiero po dłuższej chwili zerknąłem w bok patrząc na psa, który merdał ogonem wpatrując się we mnie tymi swoimi dużymi, szklanymi oczyma. Co. Ja. Tu. Kurwa. Robiłem? Nie chciałem wiedzieć, nie chciałem nic wiedzieć o wczorajszej nocy... nie chciałem jej znać, chyba za bardzo bałem się ją poznać, nawet nie wiedziałem gdzie byłem i z kim byłem, nawet nie pamiętam po ilu kieliszkach mnie wzięło. Nie, zaraz... ten blondasek. Coś wsypał do butelki z alkoholem. Możliwe iż to tak na mnie podziałało. Westchnąłem cicho pod nosem, wstając z posłania i kierując swe kroki w stronę drzwi, otwartą dłonią przejeżdżając po swoich rudawych włosach. Wziąłem swoją koszulkę która leżała na zimnej posadzce i niemal od razu ją na siebie założyłem, wychodząc z nieznanego mi pokoju a do moich nozdrzy niemal od razu doszedł zapach pieczonego jedzenia. Zmarszczyłem nos, podążając za zapachem i docierając do kuchni, zmarszczyłem brwi..
- Ło kurwa!...
Mruknąłem, widząc w kuchni dobrze znanego mi chłopaka ze szkoły. Ale... kurwa... zjebałem. Miałem jednak małą nadzieję że nic nie robiłem, nic nie palnąłem... wiedziałem że po alkoholu jestem straszną przylepą i pierdolę same głupoty. Tak po prostu od rzeczy. Chłopak się zaśmiał widząc moje zaskoczenie na twarzy a ja po chwili wszedłem do tego pomieszczenia, siadając na drewnianym krześle przed stołem w kolorze hebanowym. Zaraz, zaraz... wiedziałem że był w clubie ale... dlaczego? Co ja takiego zrobiłem? Ojcze... zabijesz mnie kiedyś. Przejechałem dłonią po swojej twarzy, kątek oka widząc iż obok mnie została postawiany kubek z zimną wodą, niemal od razu pochwyciłem ja w swoje dłonie, wypijając całą zawartość jej powierzchni. Oh tak.... tego mi było trzeba. Zerknąłem na mężczyznę, który miał na sobie ten wredny uśmieszek lecz wyglądał jakby naprawdę był z czegoś zadowolony, natomiast ja wolałbym już spłonąć na wieki i w ogóle nie wychodzić z tej cholernej nory, zwanej podziemie. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, spuszczając z niego wzrok i zaczynając bawiąc się szklanką którą miałem przed sobą. Chciałem jeszcze tej zbawiennej cieczy, wiedziałem że kac za chwilkę mi przejdzie ale musiałem teraz w tym momencie coś wypić, cokolwiek by zagłuszyć tą suszę w paszczy. Westchnąłem, odkładając szklankę na blat i ponownie wbiłem swoje zielonkawe oczy w stronę chłopaka.
- Między nami... do niczego nie doszło, prawda?
Mruknąłem, oczekując jego odpowiedzi gdy usłyszałem że jedynie się całowaliśmy lecz zasnąłem niemal odetchnąłem z ulgą, czym wyraźnie musiałem go zirytować ponieważ usłyszałem ciche przekleństwo. Świetnie. Chociaż jedną dobrą rzecz usłyszałem. Do niczego nie doszło. Teraz tylko czeka mnie wpierdol w domu i te pytania... "Gdzie byłem? Z kim? Czy zamierzałem się odezwać?" Irytujące, z pewnością mam całą skrzynkę wiadomości na telefonie ku mojemu zdziwieniu, wcale nie było ich tak dużo. Westchnąłem z ulgą, rzucając telefon na ciemny blat... Powinienem się zbierać, lecz jak mogę zawlec to swoje dupsko do swojego mieszkania? Byłem cichy. Praktycznie nic nie mówiłem. Zaraz, czy chłopak w ogóle znał moje imię? Nie, nie przedstawiałem mu się a jednak powinienem. No cholera. Nie zerknąłem na niego tym razem, po prostu założyłem dłonie na klatce piersiowej, opierając swoje plecy o niewygodne siedzenie a z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie.
- Przy okazji... Jiro.
Tak, moje imię było strasznie trudne do wypowiedzenia, nie dość że było japońskie to jeszcze ludzie je przekształcali na "riro, yiro" i różne tego typu rzeczy, trudno było innych je do niego przyzwyczaić. Byłem w połowie Japończykiem, cudownie nie? Jednak nie każdy o tym wiedział. Nie miałem jak oni czarnych oczy, ani też żadnych skośnych oczu może dlatego że moja matka mimo że była Japonką, miała amerykańskie korzenia. W tej chwili jej nie było, zmarła przy porodzie. Smutne, prawda? Teraz mieszkałem z jakiś kolesiem, który ciągle mnie pilnował. Będąc z nim w pobliżu, nie mogłem zrobić nic. Słysząc wibrację telefonu, od rau go dopadłem naciskając zieloną słuchawkę, gdzie aparat przyłożyłem do ucha. Słysząc krzyki i zależenia, przewróciłem oczami, przecierając palcami oczy... Byłeś za głośny. Ucisz się trochę.
- Jeff... zamknij się. Wkurwiasz mnie. Przyjdę.
Rozłączyłem się, chowając komórkę do kieszeni. No pięknie. Miły poranek. Miły dzień... ale jeszcze lepszy będzie wieczór. Tak, nie mogłem się go doczekać. Spojrzałem się na mężczyznę przed sobą, pichcącego coś dalej w kuchni. Lubił gotować? Czy po prostu musiał się nauczyć? A co mnie to. Nie powinno mnie to interesować. 



Autor: NaNa

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz