wtorek, 8 lipca 2014

Odpis 11.

"Ludzie opęta­ni sa­mot­nością
uciekają od wszel­kiego spokoju
i szu­kają de­monów o stok­roć gorszych
niż mar­twa cisza w pokoju…"
- autor nieznany.


`Jiro`:

Co mogę powiedzieć o jego bracie? Był zwyczajnym mężczyzną, niemniej tego samego wzrostu co pewnie Jeff.. Świetnie, dlaczego musiałem akurat teraz zastać kogoś z rodziny tego długowłosego? Westchnąłem cicho pod nosem, dopijając herbaty którą owy chłopaczek przygotował, odpowiadając na jego pytania dosyć lakonicznie, przez co zmieszany nawet nie wiedział co teraz począć. Kurwa, Ren... gdzie Ty u diabła jesteś? Czyż nie powinieneś być w mieszkaniu? Lecz zaraz usłyszałem ciche trzaskanie drzwiami oraz stukot łap o drewniane podłoże które zwiastowało że jego kundel skierował się wprost do holu by powitać nowego mieszkańca tego pomieszczenia. Na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech a widząc minę Rena, zachciało mi się śmiać lecz powstrzymałem owy wybuch śmiechu i zaraz podążyłem za jego krokami, dziękując z uroczym uśmiechem za herbatę którą przygotował William (Tak, nawet wiedziałem już jak się nazywa) była naprawdę pyszna a i sam facet był uroczy. Znajdując się w pokoju ciemnowłosego od razu usadowiłem się na jego łóżku, podpierając dłonie o miękki materac, co spowodowało że moje ciało delikatnie się odchyliło a nogi były rozchylone – w mniejszym stopniu. Obserwowałem go bacznie swoimi zielonymi tęczówkami, mając na twarzy ten ironiczny uśmieszek który niemal każdego doprowadzał do białej gorączki – lecz nie jego – on spokojnie się we mnie wpatrywał, oczekując z mojej strony jakiejkolwiek reakcji, natomiast ja jedynie, grzecznie dalej siedziałem na jego miękkim łożu w którym ostatnio spałem a także... podobno się przelizaliśmy, byłem nawet teraz ciekaw smaku jego ust, nie pamiętam go.
- Wyglądasz okropnie, jakby Cię ktoś samochodem przejechał... Ciężka noc?
Zacząłem rozmowę ani na moment nie spuszczając z niego swoich zielonych tęczówek. Był przystojny, fakt... w dodatku z pewnością miał powodzenie u kobiet jak i u mężczyzn, o ile z nimi w ogóle spał. Ale zaraz, całował się podobno ze mną czyli... lubił facetów? Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, po chwili zsuwając się z materaca by podejść do jego ciała, które było ode mnie o wiele większe, taki to zaszczyt zostać obdarzonym przez matkę naturę niskim wzrostem, Oh, jak się kurwa z tego cieszyłem! Jedyny plus był tego że byłem zwinny i szybki. Dźgnąłem go palcem w tors, co wywoła u niego kolejną falę zdziwienia, przejechałem o puszkiem palca wyżej, na jego szyję a zaraz podbródek w który pstryknąłem... zaśmiałem się cicho, powracając na swoje miejsce, z jedną różnicą - tym razem się położyłem, kładąc dłonie za głowę by miała ona jakie delikatne podparcie i teraz wpatrywałem się w sufit.
- Twój brat... nie jesteście spokrewnieni, prawda? Oczywiście mogę się mylić, jednakże nie widzę pomiędzy wami żadnego podobieństwa.
Mruknąłem, w sumie sam nie wiedziałem po co tak naprawdę tutaj przyszedłem. Ciekawość? Możliwe. Byłem człowiekiem dosyć ciekawskim dlatego też, to mogłoby być bardzo prawdopodobne. Zwilżyłem ponownie swoje suche usta, oczekując od niego jakieś reakcji, czegokolwiek... Ta cisza mnie wnerwiała, czy on naprawdę umiał się choć trochę wysłowić? Czy jego znajomi z nim w ogóle wytrzymywali? Czy w ogóle jakiś miał? Osobiście byłem samotnikiem, nie miałem nikogo przy sobie prócz Jeffa który, rzecz jasna był jedynie moim "ochroniarzem" a teraz? Próbowałem zbliżyć się do jakiegoś chłopaka, o którym nic kompletnie nie wiem! To chore... nigdy nie czułem potrzeby, przebywania z kimkolwiek. Luzie ranili i odchodzili, pozostawiając osobę samemu sobie... byli obłudni, kłamliwi oraz tchórzliwi, za własne życie mogli by oddać swoją własną rodzinę a wtedy demon, mój demon się cieszył. Nie byłem dobrym chłopcem, nigdy nie byłem i nigdy nie zamierzałem być. Skąd te przemyślenia? Moją głowę wypełniało tyle pytań na które z większości, nie znałem odpowiedzi. Westchnąłem zrezygnowany, unosząc się do siadu by ponownie zielonymi oczami, spojrzeć w jego stronę.
- Chyba Ci przeszkadzam,
I dopiero, wtedy poczułem ten zapach gdy mijałem jego osobę, odwróciłem się powoli w jego stronę, lustrując ponownie całe jego ciało... To niemożliwe, prawda? Lecz ten zapach, zapach zwęglonego ciała, płomieni. Zmarszczyłem delikatnie brwi, pozostawiając jeszcze w jego pokoju lecz gdy tylko chciałem ruszyć, zostałem pochwycony (a raczej moje ramię)w jego żelazny uścisk. Ponownie się odwróciłem w jego stronę, odgarniając lekkim ruchem głowy swoją lwią grzywkę by znów zmarszczyć brwi...
- Co? Nagle zachciało Ci się rozmowy?
Nie podobało mi się to. Ani to spojrzenie ani ten wyraz twarzy... jeśli to był, to wczoraj mnie widział. W demonicznej postaci, płonąc w pięknym błękitnym ogniu a on sam był... Demonem zesłanym na ziemię przez mego ojca. Uniosłem zaraz delikatnie brew ku górze, oczekując reakcji, odpowiedzi oraz czynów.



sobota, 15 lutego 2014

  Przepraszam, że  dopiero teraz raczyłem dopiero ruszyć dupę  i odpisać. Nauczyciele nie dają mi nawet wytchnąć. Przez  szkołę nawet nie mam czasu tchnąć kompa. No ale jestem. Skoro mam już wolne zamierzam to wykorzystać  w pełni. Pewnie za dwa tygodnie zniknę na kolejny okres czasu. Oby nie. Jednak jak już dam się wciągnąć w wir nauki to bardzo trudno mi z niego wyjść. Miejmy jednak nadzieję iż dość szybko będę dostarczać odpisy. 

~

 

 

Rozdział 2

"Demony"

 ✝ Odpis 10


" Jestem jak wąż. Wiję się po twoim ciele by je zjeść"

Byłem nieco zaskoczony jego opinią. Pozwoliłem sobie na uśmiech. Taki wredny, typowy. 

- Ktoś musi być w tym dobry. 

Wzruszyłem ramionami  opierając się o blat.  Uniosłem brew słysząc jak ponownie urządzenie chłopaka wibruje. Ktoś go bardzo pilnuje. Może rodzice? Chociaż nie. W końcu to ostatnia klasa liceum. Nie wygląda tez na takiego co to mieszka z kochającą rodzinką. Takie przynajmniej mam wrażenie. Eh.. Co ja dziś będę robił? Może do wieczora wezmę Hadley na miasto? Tyle opcji. Zawsze też można jechać do wesołego miasteczka. Na tyle wesołe na ile może. Ostatnio podobno ktoś nowy wziął to wszystko na  swoje barki. Przydałby się remont, nie zaprzeczę. Chociaż tak myślę to mam ochotę na salon gier. Tak. To jest to. Raz na jakiś czas chyba mogę  się zabawić. Pytanie czy moja przyjaciółka będzie zdolna wstać z łóżka. Raz: Pewnie padła ofiarą swojego chłopaka i były dzikie seksy całą noc. W tym wypadku prawdopodobnie będzie leżeć  do końca dnia w łóżku. Facet jest czasem trochę zbyt brutalny. Dwa: Mogła się schlać a dziś mieć takiego kaca, że hoho. Hadley na kacu potrafi obić mordkę za byle gówno. Wtedy to jej chłopak ma przerąbane. No i ja, jeśli  do niej pójdę. Kurwa co tu zrobić ze sobą. Myślenie przerwało mi wyznanie Jiro. 

- Nikt ci nie broni. 

Wymamrotałem przeczesując otwartą dłonią włosy. Przyjrzałem mu po  raz, nie wiem który. Te rudawe włosy. Powoli zaczynam mieć wrażenie, że gdzieś go widziałem. Ren brawo masz już schizy. Chociaż te jego typowe rysy twarzy  dają do myślenia. Zazwyczaj pamiętam twarze ludzkie. W tym przypadku nie mogłem przywołać chwili, w której musiałem go widzieć. Chłopak wstał ponaglony kolejnym telefonem. Pomachałem mu w geście pożegnalnym. Na nic więcej mnie raczej stać nie było. Ta, do zobaczenia. Jak mnie w nocy nie  skują  to będzie  zajebiście. Głodny jestem, a raczej głodny jest mój towarzysz. Zeszłej nocy nie bardzo było się czym najeść. Gdzie się podziało całe  zł0 ostatniej nocy? No chyba, że większość zrobiła protest i została w domach. Czy gdzie tam jest ich siedziba. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. W międzyczasie o moją nogę  otarł się pysk Boyda. Uśmiechnąłem się wrednie.
- No co ?

Uniosłem brew patrząc w oczy psa. Zwierzę cicho szczeknęło. Mam ochotę na trawkę. Ruszyłem swoje cztery litery do pokoju. Wyjąłem skręta i zapaliłem. Och tęskniłem za tym odorem. 

***

Naciągnąłem na ramiona ramoneskę. Zaciskając zębów ubrałem skórzane rękawiczki. Kurwa nie wytrzymam zaraz. Przed domem w płomieniach stał mój motocykl. Było już dobrze po 24.  Mało kogo obchodziłoby światło na zewnątrz. Dosiadłem maszyny, która wręcz buchnęła ogniem. Moje ciało poddało się demonowi. Czułem jak powoli coś rozrywa je od środka. Śmiałem się jak pojebany. To było coś dla mnie już przyjemnego. Jak skóra na moim ciele płonęła, spalała się. Zostawały same kości. Przy każdym pierwszym ruchu strzelały. Potrząsnąłem głową patrząc się przed siebie. Nacisnąłem pedał gazu  i ruszyłem. Hahah... Czuje. Wyraźnie. Ta smakowita woń zła. Brudu. Takie skupisko. Moje ciało gnało wręcz ku uczcie. Czy można było nazwać mnie trzeźwym? No w sumie nie. Moja kontrola nad Demonem była duża. Niestety nie bardzo lubiłem ją ograniczać. Nie mam nic do tego, że pożeram ludzkie dusze. Powiem więcej. Moja ludzka część też bardzo to lubi. To  zajebiste uczucie kiedy słyszysz krzyk   cierpienia. O..A cóż to? Tak, to On. Sam Satan na ziemi. Pewnie podszył się pod jednego z nich. Ach.. Tyle wygrać jednej nocy. Będę zabijał to ścierwo tyle  razy ile będzie potrzeba. Zniszczę gnoja. Gardzę nim. Wjebał mnie w to gówno. Zesłał mnie w ludzki świat. Dał ciało. Kurwa tak kruche i marne. Ale za to jak przydatne. Jednak nie tylko Demon gardzi Satanem. Prawda jest taka. Wychujał nas obu. Ja muszę się męczyć i Jeździec. Chociaż nie. Tylko on. Bo w sumie to podpierdalam mu moce. Ojej. Jak mi przykro. Wjechałem na teren  hangaru. Mmm .. tyle ścierwa. Kurwa, co do chuja? Czemu  woń blednie. Czyżby ktoś tam zabijał? Nie no.. Nawet woń samego Lucyfera przesiąkła ludzkim odorem. No  chyba nie. Nie pierdolcie, że nic  dla mnie nie zostanie. Nacisnąłem gaz  jadąc prosto na ścianę. Trochę tylko ją  uszkodzę.. Wjechałem w pełnej mocy na ścianę, rozrywając ją. Koła motocykla wylądowały na ciemnej posadzce. Powolnie zbadałem płonącymi oczodołami będących tu ludzi. Umierający. Natychmiast  niczym cień znalazłem się przed nim. Patrząc w grzeszne oczy. Moja żuchwa nico opadła.  Powolnie wsysając całe życie. Było to jak orgazm. Nie, trochę mniej przyjemne. Towarzyszyły temu krzyki, lamenty. Jednak smak jego czynów był wyborny. Nagle tak po prostu żuchwa wróciła na swoje miejsce. Zaś ciało faceta opadło na ziemię.Miał wypalone oczodoły. Mój demoniczny zmysł odnalazł coś z Satana. Coś co równie nagle zniknęło. Nic nie czułem. Kurwa. Widząc rudego chłopaka zbliżyłem się. Czysty i grzeszny. Moja głowa przekrzywiła się  nienaturalnie. Zaczynało coś szwankować. Jakby ktoś  chronił gówniarza. Zrobiłem kilka kroków w tył. Nagły pisk przeszywający moje ciało spowodował, że ryknąłem. Zwęglone rękawice złapały płonącej czaszki. Kurwa. Czułem to. Wszystko  bolało. Niemiłosiernie. Widziałem jak ostatni ocalały uciekł. Jiro. To był on. Jestem tego pewien. Co on tu robił? Kurwa. Nawet myśleć już nie mogę. Gwałtownie wszystko ustało. Upadłem jako człowiek na ziemię. Wszystko było czarne. Byłem wyczerpany. Co się stało...

***

Obudził mnie smród gnijącego mięsa. Otorzyłem oczu odruchowo osłaniając je przed rażącym światłem dnia. Spróbowałem usiąść. Wszystko mnie boli. Złapałem się za głowę, która wręcz płonęła z bólu. Wszystkie wspomnienia z wczoraj jakoś umknęły. Co nieco sobie przypominam. Jakiegoś uciekającego chłopaka. I ten pisk. Wzdrygnąłem się. Nie chcę tego powtarzać. O nie. Podniosłem się i lekko zachwiałem. Wsparłem się o motor koło, którego się obudziłem. Oddychałem   trochę  z trudem. Chwilę tak trwałem w bezruchu by nieco nabrać sił. Wsiadłem na motor i ruszyłem. Wody. Nawet takiej z  Czarnobyla. 

***

Pierwsze co rzuciło się w moje oczy to obce buty w holu. Słychać było rozmowy z kuchni. Boyd przybiegł się przywitać. Pogłaskałem go. Zdjąłem glany i zainteresowany ruszyłem do kuchni. Otworzyłem szerzej oczu widząc w niej Rudzielca ze szkoły i mojego brata. Rozmawiali pijąc herbatę. To są jakieś żarty tak? Rzuciłem rękawiczki na szafkę. 

W:- O demon wrócił. Jak się miewasz? 

Zapytał William z szerokim uśmiechem. 

-Zajebiście.

Mruknąłem podchodząc do blatu i chwytając pełną butelkę wody. Wypiłem wszystko. Niemal  za jednym razem. Ciekawiło mnie co robił tu Rudzielec. Gestem dłoni zaprosiłem go by poszedł za mną. Osobiście skierowałem kroki ku swojemu pokojowi. Czego chciał? Tonie moment na rozmowy. Wyglądam jakby ktoś po mnie przejechał. Serioo.. Tak  też się czuje.

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział II Demony Cześć 9 - 2/2

"Zrodzeni w mroku nocy, dążymy do władzy przez krew, gdyż opętani jesteśmy żądzą dominacji niczym psychopaci i mordercy, którymi jesteśmy. „ Myślisz, że zło nas szu­ka? Wręcz prze­ciw­nie. Go­nimy je, aż nas nie złapie." Jonathan Carroll.

czy już nie wspominałem o mojej nocy? Oh, czyli muszę ci wszystko opisać... Proszę Bardzo. Gdy wziąłem prysznic niemal od razu udałem swe kroki w stronę swojego pokoju spowitego w czerni, nie wiedziałem czemu.. ale podobał mi się ten kolor w pokoju w którym przebywałem. Może to tylko dlatego że nie pochodziłem z ludzi, tu żyjących na ziemi... byłem...demonem, zesłany na tą piękna ziemię by siać zamęt i zniszczenie. Przejechałem swoją dłonią po swojej rudej grzywie, gdzie ta mimo mego uczesania i tak upadła na to cholerne miejsce, drażniąc mnie ponownie. Musiałem ją albo ściąć, albo skrócić. Irytowało. Westchnąłem rozeźlony pod nosem, chowając dłonie do kieszeni od spodni i podchodząc do dużej skrzyni, na której zostały wyryte dziwne znaki. Mogłem spokojnie je odczytać, nachylając się nad wiekiem delikatnie lustrując wzrokiem owy napis. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, gdzie kąciki ust za chwilkę podniosły się ku górze a moja dłoń otwarła skrzynię, która potem dotykała klingi... Założyłem za pas broń, którą miałem zamiar ze sobą zabrać i ruszyłem na dół, gdzie tam czekał już na mnie Jiro. Zawsze w pogotowiu. Zawsze chciał mi towarzyszyć w takich chwilach i właśnie taka chwila nadeszła. Dzień nocy zgrozy, mroku, krwi i wypełnionej wielką namiętnością.
[...]
Będąc w opuszczonym hangarze, uniosłem delikatnie brew ku górze. Serio? Tutaj się chowały te goryle? Czy to była jakaś popieprzona historia o Mafii i ich bandzie idiotów? Świetnie. Tym lepsza będzie rzeź. Skoczyłem na pobliskie drzewo, by poszukać jakieś dziury albo chociaż wentylacji przez którą mógłbym przejść, byłem dosyć chudym człowiekiem dlatego też nie były dla mnie trudne takie zajęcia. Zmarszczyłem brwi, nasłuchując rozmowy mężczyzn. Oh... Kobieta... Chodziło o kobietę. Czyżby jedna i druga strona zakochała się w tej samej kobiecie? Smutne Kurwa. Nie dożyją nawet jednego dnia by zobaczyć jej kolejną, uśmiechniętą buźkę. Jednak tor rozmów za chwilkę skoncentrował sie na mojej osobie. Cóż... Czyżby dalej był zły o swojego, kochanego, młodszego braciszka? Przecież to on lgnął do mnie jak mucha, nie mogłem się od niego uwolnić ciągle go czymś zbywając. Udało się... Jednak do czasu. Nawet kochany basista był o niego zazdrosny. Zaczynało być wszystko męczące. Podkradłem się bliżej, kucając na gałęzi, by usłyszeć dalsze strzępy rozmowy.
- A wiec co... Myślisz że już go załatwiliśmy?
- Tak, już nie tknie mojego brata. Tknął go by tylko palcem...
- Udusiłbyś. Wiemy...Jednak... ładny był.
- Słucham?
Zaśmiałem się pod nosem, zasłaniając usta otwartą dłonią. Świetnie... bujał się we mnie nawet ten dres. Cóż, ciekawie by było go mieć po swojej drodze aczkolwiek... Chyba miałem inne plany do załatwienia. Przelazłem przez otwór w dachu, cicho stąpając po metalowym podłożu. Schody, również były zrobione z tego samego materiału lecz na samej górze również było coś niemalże podobne do jakiegoś małego składzika, w którym roiło się aż od guzików, przycisków i innego badziewia. Nie miałem zamiaru tego użyć. Wyjąłem nożyk, który miałem przypięty do swego pasa i powoli zakradałem się do trzech zbirów, których nagle nabyło więcej. Tak... to chyba była jakaś popieprzona mafia... Świetnie. Wpadłem. Cholera. Nie może być odwrotu. Najwyżej ludzie mi kiedyś podziękują że ich zabrakło na tym świecie. Jeff czekał na zewnątrz, miał się pojawić wtedy gdyby coś poszłoby nie tak a jestem pewien że pójdzie coś nie tak. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, celując małym nożykiem w stronę jednego z mężczyzn, obróconego do mnie tyłem, w skórzanej kurtce. Był łysy, na dodatek miał trochę więcej masy niż normalny człowiek. Z pewnością miał ogromną siłę,dlatego tez miałem zamiar zlikwidować go jako pierwszego. Większy problem, potem te mniejsze.. Rzuciłem nic, celując prosto w tył głowy. Zaraz po tym padł jak martwa kukła. Zaczęli się gorączkowo rozglądać, znajdując mnie zaraz na samej górze, pomachałem im uśmiechając się pod nosem a zaraz potem zniknąłem, znajdując się na samym dole z tym samym nożykiem który teraz wbijał się w krtań jednego z goryli. Gdy go wyciągnąłem, krew trysnęła a ja zwinnie bawiłem się moją zdobyczą, czekając na czyiś ruch... Dopiero po chwili zorientowałem się że ktoś jest wokół tego hangaru, nie był to człowiek ale też nie mogłem pozwolić sobie na to by ktoś zobaczył mnie w demonicznej postaci. Szlag. Będę musiał sobie z nimi poradzić w tym ciele. Westchnąłem ciężko, unikając ataku który właśnie został skierowany w moją stronę. Podkosiłem jednego z członków tej bandy, który upadł z głuchym łoskotem na ziemię a sam nakierowałem swój sztylet prosto w serce, swojego, małego oczka w głowie...
Autor: NaNa.

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 2 Demony Część 9.

Przepraszam że tak długo musieliście czekać na mój odpis, jednak nie miałam czasu by się za to zabrać. Jednak już dziś on jest :) Po za tym... Mając nowy rok życzę Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku! :D

"Byłem martwym, dopóki nie spotkałem ciebie. Udającym życie, bezsilnym ciałem. Istnienie bez siły, bez możliwości zmiany swego kursu, było podobne do powolnej śmierci."

Kurwa... serio? Schowałem swoją twarz w dłoniach, delikatnie nią kręcąc w geście zaprzeczenia. Zapamiętać... Nie pić w jego towarzystwie. Jak mogłem coś takiego zrobić? Ja? Dobrze że tylko się przelizaliśmy, na jego nieszczęście poszłam spać. Świetnie. Bardzo dobrze. Dobrze że do niczego nie doszło, nie chciałbym mieć jakiekolwiek kontaktu fizyczne w szkole, mimo że już kilku się to udało. Sami chcieli, a ja sam nie mogłem powstrzymać swojego pragnienia. Podniosłem głowa, patrząc na wszystkie potrawy które właśnie kładł na stół, a moja brew delikatnie uniosła się ku górze... Smacznie pachnie. Pierwszy raz będę jeść normalne, zdrowe żarcie zrobione przez jakąś osobę. Jedzenia Jeff'a bym nie tknął, za bardzo bym się bał że może mnie otruć dlatego czasami sam coś przygotowywałem, jednak były to bardzo proste dania albo też czasami jedzenie z proszków. Westchnąłem cicho pod nosem, biorąc Al'a krokieta w dłonie, i zanurzając go w swoich ustach. To było... takie pyszne, mógłbym to jeść cały dzień. No cóż, trzeba było przyznać że do gotowania to miał dar.
- Pyszne. Pierwszy raz jem przyrządzone coś przez kogoś.
Mruknąłem, zjadając jeszcze jednego krokieta. Cóż... warto było jednak zostać na tym śniadaniu, jednak na kija tego, tyle robił? Sam tego wszystkiego nie zjem, po za tym za jakieś dobre pół godziny musiałbym się pokazać mojej niańce. W sumie... Gdzie ten się szlajał cały dzień dopiero teraz dzwoniąc? Mało mnie to obchodzi, jednak to było dziwne. Zawsze gdy znikałem, miałem pełną skrzynkę wiadomości i tysiąc nagrań na mojej poczcie głosowej. Doprawdy. Nie mogłem sobie znaleźć o wiele lepszą niańkę od niej... jednak do kuchni miał zakaz wchodzenia, jak można doprowadzić do tego by woda wyparowała z garnka? Idiota. Czując że już się najadłem, popiłem jeszcze zimną wodę, odkładając puste, szklane naczynie na ciemny blat stołu. I tak zjadłem większość cześć tego co przygotował. To było takie pyszne. Może Jeff nauczyłby się czegoś od niego.
- Chyba zacznę do Ciebie przychodzić na śniadanie.
Uśmiechnąłem się pod nosem, lecz czując wibrację która narodziła się w kieszeni moich spodniach, westchnąłem cicho pod nosem. Ależ niecierpliwy Demon. Będę musiał sie zbierać. Wstałem od stołu, zabierając w dłonie swoją skórzaną kurtkę, która o dziwo leżała na wieszaku a po chwili znalazła się na moich ramionach. Zerknąłem zza ramienia, na chłopaka z którym spędziłem tą jakże iście wspaniałą noc a na mojej twarzy ponownie uniosły się kąciki ust.
- Do zobaczenia w szkole.
Wyszedłem, kierując swe kroki w stronę mieszkania. Nawet jeśli byliśmy daleko, spokojnie bym odnalazł to miejsce, a raczej miejsce w którym przebywałem. Nie wiedziałem jak długo tutaj jeszcze zagoszczę, może rok... dwa. Nie wiem. Na razie bawi mnie kuszenie innych do złych czynów, nigdy nie byłem dobrym dzieckiem więc dlaczego miałbym to zmieniać? Szatan aż cieszy się z takich rzeczy. Schowałem dłonie do swoich spodni, cicho pogwizdując. Szukałem paczki papierosów. Nie było ich. Trudno. Kupię po drodze. Potrzebuję teraz tego trującego dymu, który będzie się we mnie wżerał powoli, aż do mojego umysłu jednak Śmierć i tak nie nastąpi. Parę od ładnych paru lat, będąc u lekarzy zawsze można było zobaczyć idealne wyniki na mojej karcie. Westchnąłem cicho pod nosem, zaczesując swoje rudą grzywkę od góry lecz należąc ona do rzeczy martwych i tak znalazła się na swoim miejscu, jeszcze bardziej mnie dzisiaj irytując. Świetnie.
[...]
Ściągnąłem z siebie czarną, skórzaną odzież rzucając ją prosto w stronę wieszaku,a moje czujne oczy rozglądnęły się dookoła, unosząc delikatnie brew ku górze. Było tutaj tak... czystko, spokojnie i jeszcze nie wyskoczył mi on, z tym swoim cudownym powitaniem. Przechodząc do salonu, uśmiechnąłem się wrednie widząc czarną czuprynę zza oparcie fotela. Spał. Pierwszy raz widziałem go jak śpi. Podszedłem bliżej, nachylając się doń by w końcu wyczuł moją obecność i tak też się stało. Przebudził się a jego czerwone, kocie oczy spojrzały się w moją stronę, na twarzy zaczął zdobić się grymas niezadowolenia.. Najchętniej teraz by mnie zabił. Oh, kochałem tą mimikę... kochałem go denerwować i robić mu na złość. Tak uroczo się wtedy wściekał. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, prostując swoje ciało by teraz stać nad nim.
- Dzień Dobry śpiąca królewno. Czego chcesz? Nie bez powodu mnie tutaj przytargałeś.
Czarnowłosy usiadł na miękkiej kanapie, przejeżdżając otwartą dłonią po swojej twarzy. Widocznie był zmęczony a za chwilkę jego głos, odbił się o moje uszy. Był zły, mogłem to wyczuć już zanim się tutaj znalazłem.
J: - Gdzie. Ty. Wczoraj. Byłeś?
- Nieważne, musimy coś dzisiaj zrobić. Pomożesz mi w tym. Muszę z kimś odegrać rachunki, poza tym... ich czas się kończy.
J: - Rozumiem...
Wstał, kierując swe kroki w stronę łazienki a ja podszedłem do kuchni, nalewając do szklanki kolejną porcję wody. Była dla mnie dzisiaj jak zbawienie. Byłem ciekaw czy znowu stanie na mojej drodze... i dlaczego nazwałem go swoim "Księciem?" Owszem... podobał mi się, owszem był w moim guście ale cholera jasna... nikt ze mną długo nie wytrwał. Nie, powinienem to ując inaczej oni nie mogli ze mną wytrwać, za dużo kłopotów, nie byłem kimś godnym zaufania. Muszę się przebrać. Teraz. Natychmiast. Skierowałem swe kroki w stronę drugiej łazienki bo w końcu... Czeka mnie noc pełna wrażeń. 

Autor: Nana.



Jeff: