Rozdział 2
"Demony"
✝ Odpis 8
" Życie nauczyło mnie nieufności. Czego ciebie nauczy?"
Wróciłem do domu ok.5:00? Nawet nie czułem potrzeby snu. Nic. W sumie nie było nawet sensy w położeniu się spać. I tak za 1 h musiałbym ruszyć dupę z łóżka. Usiadłem na kanapie i chwyciłem jakąś książkę. Poczytam sobie. Później zrobię śniadanie. Muszę w końcu ogarnąć tego gówniarza. Ehh.. Powinienem go tam zostawić. Każda znajomość ze mną jest ryzykiem. Może i nie należy w całości do istot tego świata. Jednak mimo wszystko wpędziłbym go w jakieś gówno. Prędzej czy później. Westchnąłem patrząc na literki równo zapisane na kartkach książki. Zająłem się tym. Jednak i tak moja świadomość nie potrafiła skupić się na niczym. Ten obcy zapach zajmował każdy fragment domu. Z jednej strony paraliżował jeźdźca a z drugiej go prowokował i pobudzał. Powinienem mieć na to wyjebane jak zwykle, jednak było to co najmniej trudne. Raczej unikałem świadków moich szarży podczas przemiany. Bo niekiedy zachodzi ona w miarę spokojnie a niekiedy potrafię wysadzić kuchenkę w sąsiednim domu. To drugie zdarzyło się już ze dwa razy. To też z tej przyczyny zazwyczaj wstrzymuję przemianę i usuwam się w miejsca zagubione. Czyli samotne i nieodwiedzane przez nikogo. No, ewentualnie przeze mnie. Nie ukrywam iż miałem do takich samotni sentyment. Potrafiłem znikać tam całymi dniami. Ja i ruiny domów bądź zniszczone, stare lasy. Najbardziej i najczęściej kierowałem się do opuszczonej całkowicie dzielnicy, całkiem niedaleko od mojego domu. Przez długi czas trzeba przemierzać odosobnioną drogę by na jej końcu znaleźć kilka zaczętych budowli domów. Następnie parę totalnie zniszczonych bloków i ze dwa domy w dobrym stanie bez okien oraz drzwi. W jednej z pozostawionych samym sobie budowli lubiłem się zaszyć. Głównie siadałem na cementowym, nieskończonym i nieograniczonym balkonie. Był on typowej wielkości 1,5m x 2,5m. Więc nic specjalnego. Pod nim rozciągał się taras, na który można było wejść bocznymi schodami. Tam również znajdowały się, a raczej miały, główne drzwi do domostwa. Czytanie książki jednak mało się sprawdziło. Odłożyłem stertę kartek na swoje miejsce. Zastanawiam się czy ten gówniarz sam wstanie. No i kiedy to nastąpi.. Niechętnie podniosłem się z kanapy. Wziąłem paczkę fajek leżących na blacie i wetknąłem jedną z nich do ust. Zapaliłem. Mm Kochany posmak tytoniu. Oparłem się o blat patrząc za czymś co mogę zrobić. A może tek śniadanie? Tylko co kurwa na śniadanie zrobić. Podszedłem do lodówki i otworzyłem ją w poszukiwaniu inspiracji. Piwo, whisky, mleko, kabanosy, sałata, ser.. Kocham zaopatrzenie własnej kuchni. Spojrzałem na zegarek. No... za chwilę 6. Na kacu raczej nie obudzi się wcześniej niż o 10. Pozwoliłem sobie na chwilę wejść do pokoju i zgarnąć kilka świeżych ubrań. Obcy jak widać spał i to głębokim snem. Boyd chwilowo uniósł łeb by na mnie spojrzeć po czym na powrót wtulił go w plecy chłopaka. Uśmiechnąłem się lekko po czym zamknąłem za sobą drzwi. Moim kolejnym przystankiem była łazienka. Wziąłem szybki prysznic oraz w miarę się ogarnąłem. Włosy wyjątkowo zostawiłem rozpuszczone. Musze coś z nimi zrobić bo mnie kurwa trafi. Dziś miałem na sobie czarny bluzo-sweter z rysunkiem szkieletu w stroju zakonnicy z książką w ręku. Obrazek był przycięty tak by widać było postać od pasa w górę. Na rysunku białymi literami widniało " See you in the hell". Całość zrobiona byłą na czarnym materiale. Do tego miałem czarne rurki, standardowo podarte i bogate w łańcuchy. Były na mnie nieco za duże, to też trzymały się na połowie tyła odsłaniając czarne bokserki. Oczy jak zwykle podkreśliłem czarną kredką. Dla odmiany septum wymieniłem na złote, zakończone kolcami. No wyglądam całkiem całkiem. Opuściłem łazienkę by następnie zakosić kilka papierkowych dolarów i ukryć je w tylnej kieszeni spodni. Telefon schowałem do wnętrza ramoneski, która już znalazła się na moich ramionach. Kierunek- Centrum i jakikolwiek kurwa sklep.***
Z trudem otworzyłem drzwi do domu.Zapach obcego nadal spowijał mieszkanie. Czyli jeszcze śpi. Położyłem wszystkie reklamówki na blacie, a było ich sporo. Kupiłem wszystko co przyda się do robienia śniadania na następny tydzień a nawet dwa. Nie jestem fanatykiem gotowania. Niestety ktoś musi, a że uczono mnie tego od bardzo dawna to mam w tym spory zakres wiedzy. No i oczywiście opinie iż jestem zajebistym kucharzem. Rozłożyłem wszystkie produkty po szafkach i lodówkach przy okazji pozbywając się przeterminowanych. Wszystko co potrzebne do dzisiejszego gotowania zostało na blacie. Nadal jest trochę za wcześnie by zająć się śniadaniem. Może tak..upiekę ciasteczka? Proste, zabiera trochę czasu i będzie coś jadalnego. W sumie nie taki zły pomysł. Podwinąłem rękawy Biorąc z szafki jedną z moich książek, w których trzymałem tony kartek z przepisami. Znalazłem ten właściwy i ustawiłem go w widocznym miejscu. To musiało komicznie wyglądać. Wysoki chłopak, który nawet nie wygląda na kogoś kto umie gotować krząta się w kuchni. Przeważnie to kobieta powinna siedzieć w kuchni. W tym domu jednak brakuje kobiety. A że jako jedyny umiem obchodzić się z kuchnią i zrobić coś jadalnego to mi przypadł obowiązek gotowania. William czasem ma problemy by zrobić jedzenie z puszki czy z opakowania. Nie mówiąc już o czym na miarę jajecznicy. Gdyby nie ja cały jego majątek poszedł by na jedzenie na mieście. Ewentualnie żerowałby u swojej dziewczyny. Bardzo miła z niej kobieta, zazwyczaj spędza z nami święta i doprowadza Williama do porządku. Tato..? Co z nim się dzieje? Pracuje. Nawet święta spędza za granicą. Odwiedza nas średnio raz a trzy miesiące. A czasem nawet rzadziej. Tak już jej gdy dzieli nas ocean. Aktualnie mój " kochany" ojciec jest we Francji gdzie ma jeden z wielu domów. Jak i pewnie kochanek. W moich oczach jest nikim. I szczerze dla mnie może nigdy nie przyjeżdżać. Co miesiąc również dostajemy kasę na utrzymanie. Średnio jest to ok. 4 tysiące. Czasem więcej czasem mniej. Mieszkanie opłacamy sami, a że jest małe i tanie, nie idzie na nie aż tak dużo kasy. Dalej tylko rachunki i tego typu rzeczy. William dorabia również bo większość kasy idzie na dragi. Ja zbytnio nie mam na co wydawać, to też kasa się gromadzi. Wstawiłem gotowe już do pieczenia ciastka. No, za co najmniej 45 minut będą gotowe. Spojrzałem na zegarek. W sumie mogę się zabrać za śniadanie. Pomyłem gary i zająłem się śniadaniem. Wpierw pokroiłem pierś z kurczaka na mniejsze kawałki starannie oczyszczając ją z chrząstek czy innego syfu. Doprawiłem kawałki kurczaka kilkoma przyprawami i wrzuciłem do garnka. Następnie pokroiłem umytą już paprykę i pieczarki. Wsypałem wszystko do osobnej miski wraz z kukurydzą. Moim następnym zadaniem było zrobienie naleśników. Ta, szczerze powiedziawszy lubię eksperymenty. Owe śniadanie jednym z nich było. Gdy mięso w miarę się podsmażyło dodałem do niego zawartość miski i trochę sera żółtego. Naleśniki robiły się na drugiej patelni. W między czasie dźwięk nastawionego budzika oznajmił iż ciasteczka są gotowe do spożycia. Wyjąłem blachę i oceniłem ich wygląd. Zjadliwe.. Wszystko wsypałem do miski i postawiłem na blacie. Kto będzie chciał to sobie weźmie. Gotowy warsz lądował na naleśnikach, a następnie zwinnie w nich ukrywany. Wyglądało to jak..krokiety. W tym samym czasie słychać było otwieranie drzwi. No..chyba ktoś wstał. Słysząc reakcje na moją obecność z trudem powstrzymałem śmiech. Widać byłem ostatnią osobą, której się tu spodziewał.
- Mi również miło cie powitać.
Mruknąłem wrednie kontynuując swoje zajęcie.W chwili przerwy podałem mu szklankę wody. Dobrze wiem jakim była ona teraz dla niego zbawieniem. Wyłączyłem gaz podgrzewający już pusty garnek. Na dużym talerzu równo ułożone, widniały ala'krokiety. Słysząc jego pytanie spojrzałem ku niemu z wrednym uśmieszkiem.
- Nic się nie działo. Tylko dowiedziałem się iż jestem twoim księciem. Później ewentualnie się przelizaliśmy ale jebłeś spać.
Wzruszyłem ramionami podsuwając pod jego nos czysty talerz i butelkę wody. Na szybko zająłem się robieniem sosu kiedy to chłopak oficjalnie postanowił zdradzić mi swoje imię. "Jiro" nietypowo ale ładnie. Nie odezwałem się kiedy zadzwonił telefon. Zrobiwszy sos wlałem go do małego naczynia. Obok talerza ułożyłem widelec i nóż. Na stole pojawił się wielki talerz ze śniadaniem oraz wcześniej wspomniany sos. Usiadłem na przeciwko chłopaka opierając się o oparcie krzesła.
- Nie zostaniesz na śniadaniu?
Uniosłem lekko brew ku górze kierując ku niemu czarne tęczówki. Po jakiego kurwa grzyba tyle tego robiłem. Masz to teraz wpierdalać.