poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 2

"Demony"

 ✝ Odpis 8


" Życie nauczyło mnie nieufności. Czego ciebie nauczy?"

 Wróciłem do domu ok.5:00? Nawet nie czułem potrzeby snu. Nic. W sumie nie było nawet sensy w położeniu się spać. I tak za 1 h musiałbym ruszyć dupę z łóżka. Usiadłem na kanapie i chwyciłem jakąś książkę. Poczytam sobie. Później zrobię śniadanie. Muszę w końcu  ogarnąć tego gówniarza. Ehh.. Powinienem  go tam zostawić.  Każda znajomość ze mną jest ryzykiem. Może i nie należy w całości do istot tego świata. Jednak mimo wszystko wpędziłbym go w jakieś gówno.  Prędzej czy później. Westchnąłem patrząc na literki równo zapisane na kartkach książki. Zająłem się tym.  Jednak i tak moja świadomość nie potrafiła skupić się na niczym. Ten obcy zapach zajmował każdy fragment domu. Z jednej strony paraliżował jeźdźca a z drugiej go prowokował i pobudzał. Powinienem mieć na to wyjebane jak zwykle, jednak było to co najmniej trudne. Raczej unikałem świadków moich szarży podczas przemiany.  Bo niekiedy zachodzi ona w miarę spokojnie a niekiedy potrafię wysadzić kuchenkę w sąsiednim domu. To drugie zdarzyło się już ze dwa razy. To też z tej przyczyny zazwyczaj wstrzymuję przemianę i usuwam się w miejsca zagubione. Czyli samotne i nieodwiedzane przez nikogo. No, ewentualnie przeze mnie. Nie  ukrywam iż miałem do takich samotni sentyment. Potrafiłem znikać tam całymi dniami. Ja i ruiny domów bądź zniszczone, stare lasy.  Najbardziej i najczęściej kierowałem się do opuszczonej całkowicie dzielnicy, całkiem niedaleko od mojego domu. Przez długi czas trzeba przemierzać odosobnioną drogę by na jej końcu znaleźć kilka zaczętych budowli domów. Następnie parę totalnie zniszczonych bloków i ze dwa domy w dobrym stanie bez okien oraz drzwi. W jednej z pozostawionych samym  sobie budowli lubiłem się zaszyć. Głównie siadałem na cementowym, nieskończonym i nieograniczonym balkonie. Był on typowej wielkości  1,5m x 2,5m.  Więc nic specjalnego. Pod nim rozciągał się taras, na który można było wejść bocznymi schodami. Tam również znajdowały się, a raczej miały, główne drzwi do domostwa. Czytanie książki jednak mało się sprawdziło. Odłożyłem stertę kartek na swoje miejsce. Zastanawiam się czy ten gówniarz sam wstanie. No i kiedy to nastąpi.. Niechętnie podniosłem się z kanapy. Wziąłem paczkę fajek leżących na blacie i wetknąłem jedną z nich do ust. Zapaliłem. Mm Kochany posmak tytoniu. Oparłem się o blat patrząc za czymś co mogę zrobić. A  może tek śniadanie?  Tylko co kurwa na śniadanie zrobić. Podszedłem do lodówki i otworzyłem ją w poszukiwaniu inspiracji. Piwo, whisky, mleko, kabanosy, sałata, ser.. Kocham zaopatrzenie własnej kuchni. Spojrzałem na zegarek. No... za chwilę 6. Na kacu raczej nie obudzi się wcześniej niż o 10. Pozwoliłem sobie na chwilę wejść do pokoju i zgarnąć kilka świeżych  ubrań. Obcy jak widać spał i to głębokim snem. Boyd chwilowo uniósł łeb by na mnie spojrzeć po czym na powrót wtulił go w plecy chłopaka. Uśmiechnąłem się lekko po czym zamknąłem  za sobą drzwi. Moim kolejnym przystankiem była łazienka. Wziąłem szybki prysznic  oraz w miarę się ogarnąłem. Włosy wyjątkowo zostawiłem rozpuszczone. Musze coś z nimi zrobić bo mnie kurwa trafi. Dziś miałem na sobie czarny bluzo-sweter z rysunkiem szkieletu w stroju zakonnicy z książką w ręku. Obrazek był przycięty tak by widać było  postać od pasa w górę. Na rysunku białymi literami widniało " See you in the hell". Całość zrobiona byłą na czarnym materiale. Do tego miałem czarne rurki, standardowo podarte i bogate w łańcuchy.  Były na mnie nieco za duże, to też trzymały się na połowie tyła  odsłaniając czarne bokserki. Oczy jak zwykle podkreśliłem czarną kredką. Dla odmiany septum wymieniłem na złote, zakończone kolcami. No wyglądam całkiem całkiem. Opuściłem łazienkę by następnie zakosić kilka papierkowych dolarów i ukryć je w tylnej kieszeni spodni. Telefon schowałem do wnętrza ramoneski, która już znalazła się na moich ramionach. Kierunek- Centrum i jakikolwiek kurwa sklep. 
 ***
 Z trudem otworzyłem drzwi do domu.Zapach obcego nadal spowijał mieszkanie. Czyli jeszcze śpi. Położyłem  wszystkie reklamówki na  blacie, a było ich sporo. Kupiłem wszystko co przyda się do robienia śniadania na następny tydzień a nawet dwa. Nie jestem fanatykiem gotowania. Niestety ktoś musi, a że uczono mnie tego od bardzo dawna to mam w tym spory zakres wiedzy. No i oczywiście opinie iż jestem zajebistym kucharzem. Rozłożyłem wszystkie produkty po szafkach i lodówkach przy okazji pozbywając się  przeterminowanych. Wszystko co potrzebne do dzisiejszego gotowania zostało na blacie. Nadal jest trochę za wcześnie by zająć się śniadaniem. Może tak..upiekę ciasteczka?  Proste, zabiera trochę czasu i będzie coś jadalnego. W sumie nie taki zły pomysł. Podwinąłem rękawy Biorąc z szafki jedną z moich książek, w których trzymałem tony kartek z przepisami. Znalazłem ten właściwy i ustawiłem go w widocznym miejscu. To musiało komicznie wyglądać. Wysoki chłopak, który nawet nie wygląda na kogoś kto umie gotować krząta się w kuchni.  Przeważnie to kobieta powinna siedzieć w kuchni.  W tym domu jednak brakuje kobiety.  A że jako jedyny umiem obchodzić się z kuchnią i zrobić coś jadalnego to mi przypadł obowiązek gotowania. William czasem ma problemy by zrobić jedzenie z puszki czy z opakowania. Nie mówiąc już o czym na miarę jajecznicy. Gdyby nie ja cały jego majątek poszedł by na jedzenie na mieście. Ewentualnie żerowałby u swojej dziewczyny. Bardzo miła z niej kobieta, zazwyczaj spędza z nami święta i doprowadza Williama do porządku. Tato..? Co z nim się dzieje? Pracuje. Nawet święta spędza za granicą. Odwiedza nas średnio raz a trzy miesiące. A  czasem nawet rzadziej. Tak już jej gdy dzieli nas ocean. Aktualnie mój " kochany"  ojciec jest we Francji gdzie ma jeden z wielu domów. Jak i pewnie kochanek. W moich oczach jest  nikim. I szczerze dla mnie może nigdy nie przyjeżdżać. Co miesiąc również dostajemy kasę na utrzymanie. Średnio jest to ok. 4  tysiące. Czasem więcej czasem mniej.  Mieszkanie opłacamy sami, a że jest małe i tanie, nie idzie na nie aż tak dużo kasy. Dalej tylko rachunki i tego typu rzeczy. William dorabia również bo większość kasy idzie na dragi.  Ja zbytnio nie mam na co wydawać, to też kasa się gromadzi. Wstawiłem gotowe już do pieczenia ciastka. No, za co najmniej 45 minut będą gotowe. Spojrzałem na zegarek. W sumie mogę się zabrać  za śniadanie. Pomyłem gary  i zająłem się śniadaniem. Wpierw pokroiłem pierś z kurczaka na mniejsze kawałki starannie oczyszczając ją z chrząstek czy innego syfu. Doprawiłem kawałki kurczaka kilkoma przyprawami i wrzuciłem do garnka. Następnie pokroiłem umytą już paprykę  i pieczarki. Wsypałem wszystko do osobnej miski wraz  z kukurydzą. Moim następnym zadaniem było zrobienie naleśników. Ta, szczerze powiedziawszy lubię eksperymenty. Owe śniadanie jednym z nich było. Gdy mięso w miarę się podsmażyło  dodałem do niego zawartość miski i trochę sera żółtego. Naleśniki robiły się na drugiej patelni.  W między czasie dźwięk nastawionego budzika oznajmił iż ciasteczka są gotowe do spożycia.  Wyjąłem  blachę i oceniłem ich wygląd. Zjadliwe.. Wszystko wsypałem do  miski i postawiłem na blacie. Kto będzie chciał to sobie weźmie. Gotowy warsz lądował na naleśnikach, a następnie zwinnie w nich ukrywany. Wyglądało to jak..krokiety. W tym samym czasie słychać było otwieranie drzwi. No..chyba ktoś wstał.  Słysząc reakcje na moją obecność z trudem powstrzymałem śmiech. Widać byłem ostatnią osobą, której się tu spodziewał. 
- Mi również miło cie powitać.
Mruknąłem wrednie kontynuując swoje zajęcie.W chwili przerwy podałem mu szklankę wody. Dobrze wiem jakim była ona teraz dla niego zbawieniem. Wyłączyłem gaz podgrzewający już pusty garnek. Na dużym talerzu równo ułożone, widniały ala'krokiety. Słysząc jego pytanie spojrzałem ku niemu z wrednym uśmieszkiem.
- Nic się nie działo. Tylko dowiedziałem się iż jestem twoim księciem. Później ewentualnie się przelizaliśmy ale jebłeś spać.
Wzruszyłem ramionami podsuwając pod jego nos czysty talerz i butelkę wody. Na szybko zająłem się robieniem sosu kiedy to chłopak oficjalnie postanowił zdradzić mi swoje imię. "Jiro" nietypowo ale ładnie. Nie odezwałem się  kiedy zadzwonił telefon. Zrobiwszy sos wlałem go do małego naczynia. Obok talerza ułożyłem widelec i nóż. Na stole pojawił się wielki talerz ze śniadaniem oraz wcześniej wspomniany sos. Usiadłem na przeciwko chłopaka opierając się o oparcie krzesła.
- Nie zostaniesz na śniadaniu?
Uniosłem lekko brew ku górze kierując ku niemu czarne tęczówki. Po jakiego kurwa grzyba tyle tego robiłem. Masz to teraz wpierdalać. 

 

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział II Demony część I.

"Jak to możliwe, że gdzieś w człowieku drzemie taki zimny, taki beznamiętny, jego własny wewnętrzny głos. Taki zdrajca, niewierzący w sprawę."

Wiercąc się na łóżku, przewróciłem się bokiem do ściany tuląc do siebie kołdrę którą aktualnie trzymałem w dłoni. Tuląc się do niej, po pewnym momencie dotarł do mnie fakt iż leżę w czyimś łóżku, ten zapach był mi zupełnie obcy i dopiero poczułem jak coś zimnego zaczęło mnie obwąchiwać, zerwałem się z łóżka delikatnie marszcząc czoło, i łapiąc się otwartą dłonią za głowę... Kurwa... Musiałem się wczoraj nieźle schlać, to był jedyny minus bycia pół człowiekiem. Mogłeś się najebać a potem mieć kaca i umierać w agonii z nadzieją że ktoś przyjdzie się tobą zaopiekować, dopiero po dłuższej chwili zerknąłem w bok patrząc na psa, który merdał ogonem wpatrując się we mnie tymi swoimi dużymi, szklanymi oczyma. Co. Ja. Tu. Kurwa. Robiłem? Nie chciałem wiedzieć, nie chciałem nic wiedzieć o wczorajszej nocy... nie chciałem jej znać, chyba za bardzo bałem się ją poznać, nawet nie wiedziałem gdzie byłem i z kim byłem, nawet nie pamiętam po ilu kieliszkach mnie wzięło. Nie, zaraz... ten blondasek. Coś wsypał do butelki z alkoholem. Możliwe iż to tak na mnie podziałało. Westchnąłem cicho pod nosem, wstając z posłania i kierując swe kroki w stronę drzwi, otwartą dłonią przejeżdżając po swoich rudawych włosach. Wziąłem swoją koszulkę która leżała na zimnej posadzce i niemal od razu ją na siebie założyłem, wychodząc z nieznanego mi pokoju a do moich nozdrzy niemal od razu doszedł zapach pieczonego jedzenia. Zmarszczyłem nos, podążając za zapachem i docierając do kuchni, zmarszczyłem brwi..
- Ło kurwa!...
Mruknąłem, widząc w kuchni dobrze znanego mi chłopaka ze szkoły. Ale... kurwa... zjebałem. Miałem jednak małą nadzieję że nic nie robiłem, nic nie palnąłem... wiedziałem że po alkoholu jestem straszną przylepą i pierdolę same głupoty. Tak po prostu od rzeczy. Chłopak się zaśmiał widząc moje zaskoczenie na twarzy a ja po chwili wszedłem do tego pomieszczenia, siadając na drewnianym krześle przed stołem w kolorze hebanowym. Zaraz, zaraz... wiedziałem że był w clubie ale... dlaczego? Co ja takiego zrobiłem? Ojcze... zabijesz mnie kiedyś. Przejechałem dłonią po swojej twarzy, kątek oka widząc iż obok mnie została postawiany kubek z zimną wodą, niemal od razu pochwyciłem ja w swoje dłonie, wypijając całą zawartość jej powierzchni. Oh tak.... tego mi było trzeba. Zerknąłem na mężczyznę, który miał na sobie ten wredny uśmieszek lecz wyglądał jakby naprawdę był z czegoś zadowolony, natomiast ja wolałbym już spłonąć na wieki i w ogóle nie wychodzić z tej cholernej nory, zwanej podziemie. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, spuszczając z niego wzrok i zaczynając bawiąc się szklanką którą miałem przed sobą. Chciałem jeszcze tej zbawiennej cieczy, wiedziałem że kac za chwilkę mi przejdzie ale musiałem teraz w tym momencie coś wypić, cokolwiek by zagłuszyć tą suszę w paszczy. Westchnąłem, odkładając szklankę na blat i ponownie wbiłem swoje zielonkawe oczy w stronę chłopaka.
- Między nami... do niczego nie doszło, prawda?
Mruknąłem, oczekując jego odpowiedzi gdy usłyszałem że jedynie się całowaliśmy lecz zasnąłem niemal odetchnąłem z ulgą, czym wyraźnie musiałem go zirytować ponieważ usłyszałem ciche przekleństwo. Świetnie. Chociaż jedną dobrą rzecz usłyszałem. Do niczego nie doszło. Teraz tylko czeka mnie wpierdol w domu i te pytania... "Gdzie byłem? Z kim? Czy zamierzałem się odezwać?" Irytujące, z pewnością mam całą skrzynkę wiadomości na telefonie ku mojemu zdziwieniu, wcale nie było ich tak dużo. Westchnąłem z ulgą, rzucając telefon na ciemny blat... Powinienem się zbierać, lecz jak mogę zawlec to swoje dupsko do swojego mieszkania? Byłem cichy. Praktycznie nic nie mówiłem. Zaraz, czy chłopak w ogóle znał moje imię? Nie, nie przedstawiałem mu się a jednak powinienem. No cholera. Nie zerknąłem na niego tym razem, po prostu założyłem dłonie na klatce piersiowej, opierając swoje plecy o niewygodne siedzenie a z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie.
- Przy okazji... Jiro.
Tak, moje imię było strasznie trudne do wypowiedzenia, nie dość że było japońskie to jeszcze ludzie je przekształcali na "riro, yiro" i różne tego typu rzeczy, trudno było innych je do niego przyzwyczaić. Byłem w połowie Japończykiem, cudownie nie? Jednak nie każdy o tym wiedział. Nie miałem jak oni czarnych oczy, ani też żadnych skośnych oczu może dlatego że moja matka mimo że była Japonką, miała amerykańskie korzenia. W tej chwili jej nie było, zmarła przy porodzie. Smutne, prawda? Teraz mieszkałem z jakiś kolesiem, który ciągle mnie pilnował. Będąc z nim w pobliżu, nie mogłem zrobić nic. Słysząc wibrację telefonu, od rau go dopadłem naciskając zieloną słuchawkę, gdzie aparat przyłożyłem do ucha. Słysząc krzyki i zależenia, przewróciłem oczami, przecierając palcami oczy... Byłeś za głośny. Ucisz się trochę.
- Jeff... zamknij się. Wkurwiasz mnie. Przyjdę.
Rozłączyłem się, chowając komórkę do kieszeni. No pięknie. Miły poranek. Miły dzień... ale jeszcze lepszy będzie wieczór. Tak, nie mogłem się go doczekać. Spojrzałem się na mężczyznę przed sobą, pichcącego coś dalej w kuchni. Lubił gotować? Czy po prostu musiał się nauczyć? A co mnie to. Nie powinno mnie to interesować. 



Autor: NaNa

Rozdział 1

"Początek"

 ✝ Odpis 6


 " Jeśli masz zamiar mnie już zawsze oszukiwać, to po prostu bierz swoje rzeczy i wypierdalaj z mojego życia"


   Spojrzałem  w ich stronę tylko dwa razy. Za drugim moje ciemne oczy napotkały znajomą zieleń. Owszem, trudno było zmobilizować siły by się odwrócić. Nawet gdy jego partner przygryzał niecierpliwie wargi chłopaka on nadal patrzył na mnie. Lekko mrużąc przy tym oczy. Uśmiechał się wrednie wiedząc iż ja też patrze w jego stronę. Gwałtownie spojrzałem na barmana. Zmówiłem kolejną butelkę whisky gdyż tą już opróżniłem. Ponownie zakrętka lekko pyknęła oznajmiając iż napój jest gotowy do spożycia. Białowłosa oparła się o blat z szerokim uśmiechem. Jej dłoń ujęła mój podbródek. Zmusiła mnie bym i ja na nią spojrzał.  
H:- Zbladłeś, zupełnie jak wcześniej..
Zauważyła lekko marszcząc brwi.  Zna mnie na tyle długo by z łatwością rozpoznawać moje dziwne zachowania. Owszem coś mi tu nie pasowało.  Nawet bardzo. Wewnętrzny przyjaciel czuł się zagrożony? Nie.. To coś typu nienawiść? Skąd nagle tyle zmieszanych uczuć. Nienawiść, strach, złość, zmieszanie. Wszystko buzowało. Zacisnąłem jedną z dłoni czując iż płonie. No super. Nie pierdolcie, że teraz niby mam się przemienić. Jest za wcześnie. Upiłem łyk  alkoholu. To nieco stłumiło moje drugie ja.  Hadley przyglądała mi się bacznie. 
- Nic mi nie jest.. 
Mruknąłem bagatelizując sprawę. Dziewczyna głęboko westchnęła. Odwróciła się do mnie plecami i dołączyła do swojego mięśniaka. Od razu  ich wargi zetknęły się ze sobą w namiętnym pocałunku. Przewróciłem oczyma nieco zirytowany tym wszystkim. ponownie przechyliłem szklaną butelkę zalewając swe gardło uzależniającą cieczą. Nie często mi się zdarza nagła chęć przemiany. Zazwyczaj dzieje się to o podobnych godzinach. Ewentualnie gdy miotają mną zbyt silne emocje, w tym także podniecenie. Kilkakrotnie zażyło mi się po pijaku   oparzyć czyjeś wnętrze ud. No ale zazwyczaj było to delikatne. Nie ma co ukrywać, stało się  tak z 3 razy?  Może 5 nie więcej. Zazwyczaj mało kto potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu. Kurwa, myśląc logicznie kto na trzeźwo dałby dupę demonowi o płonącym ciele a raczej szkielecie ? No  kurwa kto.. Raczej większość ucieka z  krzykiem z nim cokolwiek się stanie. Często też wywołuje poczucie niepokoju i  wrażenie, że zaraz się zginie. Więc wątpliwości pojawiają się z samym pocałunkiem czy przebywaniu  w tylko ze mną w pomieszczeniu . Nie ukrywam również, że również niektórzy serdecznie to olewają. Mi to idzie na rękę, Dobry sex nie jest zły. Po za tym czemu miałbym sobie odmawiać czegoś równie przyjemnego ? Nadal jestem w połowie człowiekiem. Mam te swoje ludzkie potrzeby.  Woń chłopaka nasiliła się . W momencie gdy znalazł się bliżej odruchowo spojrzałem w stronę źródła zapachu. Opierał się  teraz o dziwo sa mo bar rozmawiając z barmanem. Nowicjusz bo flirtował. Ehh... Widać nie zrozumiał jeszcze, że raczej nikogo nie porucha. Ciekawe gdzie podział się ten chłopaczek z pod ściany. Wyglądali na bardzo zadowolonych swoim towarzystwem. Więc gdzie on kurwa jest?  Nie chcecie mi chyba powiedzieć, że spierdolił pozostawiając  napalonego gówniarza samego. Cóż za chore i  nieodpowiedzialne zachowanie. Jednak chyba nigdy nie zrozumiem śmiertelników. Co z tego, że kiedyś nim byłem. Te czasy są jak za mgłą. Może i lepiej. Nawet nie mam ochoty ich pamiętać. Były po prostu nudne. Teraz nieustannie coś się dzieje.  Nowa sprawa, nowe doznanie  tym ciałem. Moje  niemal czarne  tęczówki spotkały ponownie oczy  "Rudego"  gówniarza. Nawet nie znałem jego imienia. Co mnie irytowało, bo on znał moje. Ehh..  Tak jak znała je cała ta pieprzona szkoła. Uniosłem lekko  brew ku górze widząc iż ponownie zawodząco się  ku mnie szczerzy. Na co on liczył? Nim zdołałem się  zorientować, chude ciało chłopaka zajeło miejsce obok mnie.  W dłoni trzymał kieliszek z alkoholem. Słysząc jego słowa zaczęcia rozmowy mimowolnie uśmiechnąłem się  wrednie. Teraz nawet ta irytująca woń zdawała się być przyjemna. 
 - Ja zaś nadal cię nie znam. 
Mruknąłem charakterystycznie. Upiłem kolejny łyk z butelki. Coś mi w tobie nie gra koleś. Jesteś tak bardzo inny. Zupełnie jakbyś usypiał moje demoniczne zmysły. Co bardziej,  zdawało się jakbyś robił to specjalnie. Do cholery, co w sobie ukrywasz?  Szczyptę piekła jak ja. Czy może należysz do zupełnie różnego mi świata   czystych istot. Nie.. To drugie nie pasuje. Spotkałem tylko jednego anioła i w zupełności nie był on typem puszczalskim.  Wręcz raził mnie światłem.  Nie, nie chciałbym powtarzać owego spotkania. Czyli może być jakimś wysłannikiem Satana?  W takim razie będę musiał go zniszczyć. Chociaż.. nie  wali on na jakiegoś sługusa. Nie pachnie również samym władcą piekieł. Kurwa.  Trudno jest go przywiązać do czegokolwiek. Jest jakby nową istotą. Tak, jest czymś  co na pewno ma w sobie trochę człowieka.  Lecz co z resztą ? 
- A ty? Gdzie zgubiłeś swojego wiernego kundelka?
Uniosłem brew ku górze nieustannie wrednie się uśmiechając. Ponownie zatopiłem się w alkoholu. Co ja bym bez niego zrobił. Ku mojemu zaskoczeniu chłopaczek zupełnie nagle wstał i ruszył na parkiet. Od razu obce ręce dotknęły jego ciała.  Wodziły po nim. Widowisko był do prawdy wspaniałe. Określiłbym to jako nazwę jednego filmu, " Taniec zmysłów".  O tak, idealnie pasowało. Opróżniłem kolejną butelkę, lecz co dziwne nie prosiłem o więcej.  Moje plecy oparły się o zimny blat. Ciemne tęczówki śledziły ruchy gówniarza. Nie wiem czemu z taką ochota przyglądałem się jego zabawą. W pewnym momencie w  dłoni "Rudego" znalazła się butelka. Widać ktoś dbał oto by nie zabrakło mu alkoholu. Jego nowy partner uśmiechał się podle. Błysk w jego oczach świadczył o jednym.  Miał plan. A ja właśnie się go domyśliłem. Oczy partnera gówniarza spojrzały na mnie. Śmiały się. Pewnie  myślał iż to ja miałem ochotę przelecieć tego dzieciaka. Brzmiało to jak wyzwanie. Czemu by nie? Rywalizacja z ludźmi jest zabawna. "Wyzwanie  przyjęte". Odpowiedziałem w myślach. Hahah.. Szczerze nie mam najmniejszej ochoty ruchać tego dzieciaka, robię to perfidnej przyjemności rywalizacji. Rudy opróżnił całą zawartość butelki. Oczywiście nie był to sam alkohol. Dobrze to wiedziałem. W ciągu następnej godziny sam zacznie się rozbierać. Tak proste.. eh.  Osobiście doprowadziłbym go do tego stanu bez żadnych pomocy. Chłopak ponownie porwał się muzyce teraz stojąc plecami do nowego partnera. grabie ocierał się swoim tyłkiem o kroczę obcego. Zielone oczy znów dostrzegły mnie. Uśmiech automatycznie się poszerzył. Powolnie wstałem. Równie wolno przebijałem się przez tańczących. Dobrze wiedział, że po niego idę. Bez  zbędnych wyjaśnień pozostawił obcego chłopaka by zbliżyć się do mnie. Uśmiechnąłem się  podle dotykając dłońmi bioder "Rudego". Co z tego iż nawet nie znam jego imienia. Liczy się zwycięstwo. Obcy wyraźnie zły oddalił się do baru. Żałosne istnienie. Ręce niższego ode mnie towarzysza oplotły moją szyję. Przycisnąłem jego kościste biodra do swoich. Nasze ciała poruszały się w rytm muzyki idealnie ze sobą współgrając. Ocierając się o ciebie.  pozwoliłem sobie na podwinięcie lekkie koszulki chłopaka. Dotknąłem zimnymi dłońmi rozpalonych bioder gówniarza. Na co on w odpowiedzi uroczo zamruczał. Jego zielone oczy przymknęły się  a jedna z dłoni  wsunęła się w włosy. Druga pociągnęła kurczowo za materiał mojej bokserki. Hohoho.. Widać komuś tu dobrze w moim towarzystwie. Chłopak pociągnął mnie w stronę baru. Zachęcił bym nie odsuwając się odeń przygniótł go do blatu. W międzyczasie zamówił kolejne porcje  alkoholu. Zwali go zaraz. Dotknął dłonią mojego policzka. Dziwny dreszcz przeszył  moje ciało. Do prawdy chore ..  O co tu do cholery chodzi? To nie był w zupełności dotyk człowieka. Gdy tylko barman podał mu jego zamówienie, chłopaczek dobrał się do niego jak do świeżych bułeczek. Opierdolił  wszystko. Za jednym razem. Niczym  spragniony wędrownik butelkę wody. Zdziwiło mnie to a zarazem  rozbawiło. Po  co najmniej 3 butelkach zaczął gadać jaki to jestem przystojny.  Przez to myślałem, że zaraz dosłownie jebnę ze śmiechu. Wieszał się na mnie tak nieporęcznie i co chwilę wybuchał śmiechem. Spojrzałem nań i chwyciłem  go pod ramię. Trzeba  go odstawić bo w takim stanie nawet na sex się nie nadaje. 
- Gdzie mieszkasz? 
Zapytałem  z nadzieją, że może to pamięta. Odpowiedź była krótka: " W..Equestrii". Nie miałem wyboru. Musiałem brać go do siebie. Bo kurwa nie zamierzam odpowiadać za jego czyny bo ze mną go najdłużej widzieli. Co poradzić. Zdaje się, że od dziś będę uważał na to z kim siedzę. Nie zamierzam zgarniać do  domu wszystkich upitych gówniarzy. Wyprowadziłem go  z baru.po drodze mamrotał coś o swoim  adresie, a brzmiało to  zajebcie komicznie : "moje adresy to zielonego przylodka tajemnicaaa".
- Zamknij się już proszę..

Westchnąłem uśmiechając się lekko. Władowałem go jakoś na motor. Po czym sam zająłem na nim miejsce. Rudzielec mocno się we mnie wtulił nazywając mnie swoim księciem. Skupiłem się  teraz bardziej  na  drodze niż na jego wywodach. Na prawdę. Nie ukrywam iż był teraz..uroczy. Tak. Miział się niczym kot. Było to nawet przyjemne. Jednak ja w stosunku do niego jeszcze trochę myślę. Zaparkowałem pod domem. Było ciemno. Widać..William nadal nie ruszył dupy. Jakoś zdjąłem chłopaka z motoru. Teraz nawet nie był w stanie trzymać się na nogach. Zmusiło to mnie bym wziął go na ręce. Z małą trudnością otworzyłem drzwi.  Salon był pusty. Na stole była jedynie jakaś kartka. Później się tym zajmę. Zaniosłem go do pokoju. Przy moich nogach plątał się zadowolony Boyd. Posadziłem chłopaka na łóżku. On jednak  nie zamierzał mnie wcale puszczać. Chwycił mocno materiał mojej bokserki i przyciągnął do siebie. Co ty kurwa robisz? Jego oczy przymknęły się a usta zbliżyły by następnie musnąć moje. Znów ten dziwny dreszcz.  nie wiem co mnie podkusiło by przejechać językiem po jego  dolnej wardze a następnie połączyć w namiętnym pocałunku. Jego dłonie wsunęły się w moje cynamonowe włosy niemal szarpiąc je bym się zbliżył bardziej. ochoczo naparłem nań. Pozwoliłem sobie przygryźć górną wargę  Rudego  na co on cicho westchnął. Ponowiłam pocałunku.  Ku mojemu zaskoczeniu nie otrzymałem najmniejszego odwzajemnienia. Jego dłonie bezwładnie opadły na materac wraz z jego ciałem. Zasnął. To są jakieś jaja..
Westchnąłem głęboko wyraźnie zirytowany. Co mnie kurwa podkusiło. Spojrzałem na niego. Pozbawiłem go koszulki  i jakoś ułożyłem na tym łóżku.  Przykryłem ciało chłopaka materiałem kołdry. Na łóżko wskoczył Boyd. Pogłaskałem zwierzę z cieniem uśmiechu. 
-pilnuj go .
Mruknąłem  a zwierzę polizało moją dłoń. Opuściłem pokój .Widać przyszło spać mi dzisiaj na kanapie. Zamknąłem za sobą drzwi do pokoju i zaszyłem się w salonie.  Chwyciłem za butelkę wody i upiłem z niej dość spory łyk.  Moje oczy odnalazły wcześniej zauważoną kartkę. Wziąłem ją w dłoń.
" Renier, przepraszam. Znów się najebałem..  Millisent  wzięła  mnie na kilka dni do siebie.  Ojciec przyjedzie za tydzień. Zrób zakupy, w razie czego po prostu dzwoń. 
                                                                                                         Twój brat. 
                                                                                                                Wiliam "
-Pieprze twoje przepraszam..
Warknąłem zgniatając w dłoni papier. Czułem iż nadszedł czas. Blask płomieni tlił się za oknem. 
 Jeździec Ruszył. 
                                                                                                         

Aut: Malwin

 

środa, 25 grudnia 2013

Rozdział I część V.

"Ludzie którzy nie są w stanie wyrzucić czegoś ważnego nie maja nadziei na zmianę czegokolwiek "

Spokojnie oddawałem się chłopakowi, by dotykał mojego ciała które z każdym gestem coraz bardziej pragnęło by mnie wziął. Nie, nie kochałem go... jednak chciałem by mnie przeleciał, bym zapomniał o tym wszystkim, o tej całej złości którą kumulowałem w sobie. Ból nie sprawiał mi już tej samej pieprzonej satysfakcji co kiedyś, jednak małe czerwone ślady dalej zdobiły moje idealne, chude ciało. Nie, nie ciąłem się jednak chłopak niekiedy przejeżdżał po mojej skórze, niemal ją zdrapują. Odchyliłem delikatnie głowę, by miał lepszy dostęp do mojej szyi a na mojej twarzy ponownie zadrgał delikatny uśmiech, mrużąc przy tym oczy. Gdy je otwarłem, mój wzrok niemal od razu napotkał dobrze znanego mi chłopaka, a uśmiech jeszcze bardziej się poszerzył, wpatrywałem się w niego, nawet gdy moje usta dotknęły ponownie czyiś, odwzajemniając te chciwe i pełne pożądania pocałunki. Odwróciłem wzrok, wpatrując się w Xavier'ego gdzie ująłem jego podbródek, składając w kącikach ust kolejny pocałunek. Jego dłoń wsunęła się pod mój podkoszulek, jeżdżąc nią wyżej.
- Ey... nie zapędzaj się tak.
Mruknąłem, przygryzając płatek jego ucha, lecz od chwili odsunął się ode mnie na mojej twarzy zagościł wyraz pełnego smutku. Zaśmiał się, mówiąc żartobliwie że zaraz wraca... Ta jasne, spierdolisz. Znowu. Nie masz po prostu ochoty spotkać się ze swoim bratem, który znowu ci najebie dlatego że jesteś pedałem. Pokiwałem mu lecz za chwilkę zniknąłem wśród tłumu, kierując swe kroki w stronę baru. Chciałem się napić, najwyżej jak będzie mnie szukał, znajdzie mnie... nie wiem jak on to robi, ale zawsze gdzie kol wiek pójdę on tam będzie. Czyżby mi jakąś pluskwę wrzucił do ubrań? To cholernie irytujące, nie móc się w ogóle od niego uwolnić. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, wpatrując się w barmana. Miał długie włosy sięgające niemalże do ramion z wygolonym bokiem, na uszach miał tunele a w wardze jeden kolczyk. W dodatku był chudy. Byłby w moim typie, jednak nie miałem zamiaru spać dzisiaj z jakimś barmanem, który potem nie da mi spokoju, ciągle wspominając naszą jakże przecudowną noc. Już to przerabiałem. Chujowe doświadczenia. Chyba nie chciałem tego po raz kolejny przerabiać. Zerknąłem w swoją prawą stronę, ponownie napotykając wzrok znanego mi chłopaka. Uniosłem kieliszek ku górze, tym gestem mówiąc iż go pozdrawiam i życzę jego zdrowia. Zdrowia co. Nie byłeś człowiekiem, to mogłem spokojnie stwierdzić. Wiec... kim do cholery byłeś chłopaczyno, która przez jakiś czas nie mogła oderwać ode mnie wzroku gdy przylizywałem się z basistą. Odwróciłem ponownie wzrok, wzdychając cicho pod nosem, nie wiedziałem co mną pokierowało lecz niemal od razu znalazłem się obok niego, siadając na obrotowym krzesełku, trzymając przy okazji kieliszek w którym jeszcze była połowa alkoholowego trunku. Najprawdopodobniej Jack'a Daniels'a. Moje ulubione whiskey, które kiedykolwiek spróbowałem. Od pewnego czasu, pije go nieustannie albo ewentualnie idę tutaj by wyrwać kolejną swoją ofiarę.
- nie sądziłem że cię tutaj spotkam. To miłe widzieć kogoś znajomego.
Mruknąłem cicho pod nosem, zaczesując otwartą dłonią swoje rudawe włosy oraz grzywkę, która należąc do rzeczy denerwujących mnie znowu opadła tak jak chciała. Westchnąłem chyba po raz setny tego jakże cudownego wieczoru, upijając łyk whiskey. A miałem ochotę teraz na dobry sex. Jednak chłoptaś spierdolił. A szkoda... może mógłbym go jakoś zaciągnąć. Niech no się tylko pokaże, a zrobię tak iż w ogóle nie będzie w stanie mnie zostawić tej nocy spokojnie. Tak, idealnie... ale to tylko jeśli się pojawi, bo inaczej nici z tego czego pragnąłem aktualnie. Spojrzałem się ponownie na chłopaka, unosząc delikatnie brew ku górze.
- Przyszedłeś się najebać czy po doznanie lepszych wrażeń?
Uśmiechnąłem się pod nosem, pokazując rząd swoich śnieżnobiałych zębów a gdy odwróciłem wzrok, poprosiłem barmana o jeszcze jedna kolejkę a w dłoniach już miałem Jack'a Daniel'sa w szklance. Zaraz, nie miałem zamiaru tutaj tak siedzieć i pić, zerknąłem w stronę parkietu gdzie nie gdzie ruszających się par, cóż... nawet pedał mógł tańczyć, prawda? Zeskoczyłem z krzesełka, kierując swe kroki w stronę parkietu, i niemal od razu zostałem porwany przez jakieś dłonie. Oh, świetnie... nie musiałem długo czekać. Zawieszając dłonie na szyi jakiegoś mężczyzny, był mniej więcej takiego samego wzrostu o niebieskich oczach i delikatnie falujących się blond włosach. Nie miał żadnych kolczyków, aczkolwiek miał przystojną twarz. Pospolity chłopczyk, o normalnej budowie ciała ni to za chudej ni za grubej. Dobrze, może być. Chłopak dotknął moich bioder, przyciągając mnie delikatnie do siebie. Tak, może i zachowywałem się jak dziwka... ale cóż, zachcianki ludzi prowadziły do równie dziwnych rzeczy, nawet takiego demona jak mnie. Musnąłem ustami delikatnie jego szyję, zjeżdżając niżej na jego obojczyk z czym przyjął z wielką przyjemnością. Dobrze, będę niczym narkotyk dla ciebie. Jego dłoń pojechała trochę wyżej, wjeżdżając pod mój podkoszulek, kolejny napaleniec... gdyby mógł z pewnością by wziął mnie tu i teraz Zaśmiałem się cicho, przygryzając płatek jego ucha w ogóle nie zwracając uwagi na bar, i siedzącego przy nim Ren'a.




Autor: Nana.

Rozdział 1

"Początek"

 ✝ Odpis 4


"Jesteś tylko prochem. Skończysz jako cząstka znienawidzonej ziemi. A twoje "Ja" zniknie w wirze kłamstwa  ludzkiego."

 

  Irytujący chłopiec. Spojrzałem nań lustrując go ciemnymi tęczówkami. W momencie kiedy wydmuchiwał ku mnie dym niewzruszony ukryłem dłonie w kieszeniach bluzy.  Po co ja słucham Hadely? Ten gówniarz nawet nie jest godny mojej uwagi. Raczej nikt nie jest. Wszyscy to skończone ścierwa. Instynkt jeźdźca o dziwo jednak nie reagował na niego. Zdało się, że uśpione we mnie moce nawet nie drgnęły. Zazwyczaj każdy człowiek ma coś na sumieniu. Wyczuję wszystko. Nawet najmniejsze przewinienie. U niego nic nie czułem. Nie wierzę by zaliczał się do jakiejś świętej elity. Zmarszczyłem nieco brwi. Coś mi w nim nie pasuje. Z wierzchu wyglądał jak najbardziej normalnie. Duże zielone oczy. Chudawe ciało, jednak nie tak bardzo jak na przykład Hadley.  Farbowane zapewne włosy. Od ciemnych odrostów, przez wyblakły rudy do żółtego. Dość oryginalnie. Taką specyficzną cechą były zaznaczone kości policzkowe. Pachniał typowym męskim dezodorantem. Tak, jednak w całości dało się wyczuć coś jeszcze. Delikatną, słabą woń. Nie potrafię jej określić. Po prostu coś to było. Słysząc jego odpowiedź na swoje pytanie nieco  wyrwałem się z zamyśleń.
- Ta. Z rozwalonym ryjem  na pewno jest wszystko zajebiście. 
Prychnąłem oschle. Zgodnie z radami przyjaciółki próbowałem być miły. Nie, nie wychodzi mi nigdy. Cały ten świat jest porypany. Przechodzący obok nas  mężczyzna trzymał psa, który odruchowo ujadał na mnie. Tak kundlu, bój się. Zerknąłem zmrużonymi oczyma na zwierzę. To rozwścieczyło go jeszcze bardziej. Właściciel zakłopotany starał się okiełznać psa.  Normalna reakcja. Boyd przyzwyczaił się  do mnie na tyle iż zachowuje się naturalnie.  Może wezmę go dzisiaj  gdzieś? Chociaż..nie. Nocą dostaje ostatnio istnego szału. Za  dużo się dzieje.  To nie tak, że nie próbuje nad tym panować. Owszem mam sporą kontrole. Tylko, że mi się to podoba. Wolność i władza. Strach innych. Przestaje czuć wszystko co ludzkie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz podniecenia na samo wspomnienie przemiany. To chore. Normalnie stwierdziłbym iż to bolesne. Każdy by tak powiedział gdyby poczuł to co ja. Inną kwestią jest fakt iż ja siedzę  z tym czymś od kilku lat. Najpierw krzyczałem. Później było mi to obojętne. Teraz się śmieje.
Wyjąłem z kieszeni papierosa. Wetknąłem go do ust i podpaliłem. Przy użyciu zapalniczki oczywiście.  Z tego typu wyskokami usze się ukrywać. Gdyby mnie gdzieś zamknęli byłbym zdolny wysadzić cały budynek i wyjść z tego bez szwanku. Eh.. To dopiero byłaby zabawa. Zginęło by przy tym kilku ludzi. O tyle mniej do zagłady. Moje ciemnobrązowe tęczówki  napotkały zieleń oczu chłopaka. Jego usta drgnęły wypowiadając kolejne zdania. 
 - Byłoby to istnym cudem, gdyby w jakiejś szkole nikt się nie podniecał nowym. 
Mruknąłem odruchowo unosząc kąciku ku bokach. Tworząc w ten sposób arogancki wręcz podły uśmieszek. Cóż poradzić? Zawsze tak jest. Pocieszą się kilka tygodni i stanę się codziennością. Wypuściłem dym z ust. Szara chmura zniknęła wraz z lekkim wiatrem. Po raz kolejny miałem wrażenie  iż jest z nim coś nie tak. Teraz brakowało w nim czegoś ludzkiego. Ponownie nie umiałem określić dokładnie o co chodziło. Kilka nieposłusznych cynamonowych kosmyków łaskotało moją twarz. Chłopak wstał i bez właściwego pożegnania oddalił się w swoją stronę. Chwilę go obserwowałem paląc po czym i ja zwróciłęm się doń plecami. Wtedy doszły moich uszu jego słowa. Kto ma niby mnie pożreć? Ze niby te  gówniane knypki? Jestem godzeń o wiele potężniejszego  przeciwnika niż jakikolwiek śmiertelnik. Ruszyłem w stronę swojej grupki. Moja towarzyszka niedoli zmarszczyła brwi  widząc mój zamyślony wyraz twarzy. 
H:- Ej co ci  Demonie? muskał
Zapytała prostując się  i zeskakując z murka. Jej partner wyraźnie niezaspokojony   muskał bok głowy dziewczyny. Ona jednak w pełni skupiła się na mnie. Z tego co pamiętam mięśniak nazywał się Fredy.  Porównałbym go do przewodnika całego stada. Nieco wyższy ode mnie, wygolone boki , kruczoczarne włosy  zaczesane do przodu. W uszach miał plugi galaxy ok. 2  cm. Lekki zarost i  brudnoniebieskie oczy. W jednym z nich miał rozjaśniającą soczewkę.  Wyglądało to nawet ładnie. osobiście niezbyt lubię bawienie się soczewkami. Mam  małą wadę wzroku i kilkakrotnie nosiłem to gówno. Zdecydowanie bardziej wolę okulary. Jednak ich również często nie zakładam. Głównie do czytania. 
- Nic.
Wzruszyłem ramionami gasząc peta w murku. Dziewczyna chwilowo mi się przyglądała. Liczyła iż coś powiem pod nadmiarem jej wzroku. 
- Idę. 
Rzuciłem krótko odwracając się na pięcie. Skierowałem  swe  kroki ku znanej mi drodze. Ku mojemu zdziwieniu usłyszałem obce kroki. Nim owy "ktoś" się zbliżył rozpoznałem jego  zapach. Młodszy brat Fredy'ego, Aurel. Spojrzałem na niego unosząc lekko brew ku górze.
Na porcelanowej twarzy chłopaczka pojawił się nieco nieśmiały uśmiech. Od niego również byłem wyższy. Odgarnął dłonią odruchowo za ucho krwisto czerwone włosy. 
 Z tego co wiem był pierwszoklasistą.  Nie mam pojęcia czego ode mnie może chcieć. Kilkakrotnie już się spotkaliśmy na kilku imprezach. W starych szkołach normalnie miałem kontakt z tutejszą zgrają. Posiadałem i swoich kilku kumpli. Niestety jakoś wyszło tak, że nie bardzo ze sobą gadamy. Przeważnie imprezowałem z Hadely. Często tez z ludźmi stąd. W tym  również z Aurelem. Zdaje się, że nawet kilkakrotnie wylądowaliśmy razem w łóżku. No ale nie był jedyny. Przeważnie jeśli chodzi o sex nie odmawiam. Oczywiście druga osoba musi mi udowodnić, że jest tego warta. Pierwszego lepszego nie będę ruchać. Znaczy się, pod wpływem alkoholu i narkotyków nie patrze na to zbytnio. Jednak jeśli mam chodź resztki trzeźwości trzeba mnie skusić. 
A:-  Tak sobie pomyślałem, że skoro już chodzimy do jednej szkoły może się spotkamy ? Nie wiem, na piwo? 
Zaproponował widać nieco śmielej.  A więc o to chodzi. Nie pierdolcie, że się zabujał. W sumie zabawa takim chłopaczkiem jest bardzo  fajna. Udawanie miłości. Zwodzenie, sex i wspólne  imprezowanie. Darmowa dupa, która zrobi dla ciebie wszystko co sobie zażyczysz. Wszystko. Później zostawisz ją. Trochę się podąsa, ale wystarczy durne słowo "sorry" by znów wokół ciebie skakała. Tego typu akcje były mi bardzo dobrze znane. Granie ludzkich uczuć jest bardzo proste. A te śmiertelne istoty ślepo w nie wierzą. Ehh. Mam  przy tym tyle frajdy. Uśmiechnąłem się wrednie mrużąc lekko oczu.
- Mam to rozumieć jako propozycje? 
Uniosłem brew ku górze zawodząco nań patrząc. Zamrugał kilkakrotnie niebieskimi  oczyma nico zaskoczony moją wypowiedzią. Daj spokój przecież widzę, że chcesz dać dupę. Poczuć się kochanym. Daj mi swoje serce. Połamie je i spale  byś wił się z bólu. Tylko pozwól dostać się do twojej duszy. Chłopaczek uśmiechnął się uwodzicielsko.
A:- Ja proponowałem jedynie wspólną imprezę, ale i tego nie odmówię. 
Mruknął zadowolony i już całkiem wyluzowany. Coś się we mnie śmiało widząc z jaką nadzieją patrzy w moją stronę. Do prawdy urocze. 
- To kiedy? 
Uniosłem ponownie brew ku górze. Darmowy sex i chlanie. Czemu nie. 
A;- uzgodnimy w szkoleee 
Zamruczał zadowolony. Zagrodził mi sobą drogę i zbliżając się wsunął do mojej dłoni małą karteczkę. Puścił do mnie oczko, a następnie minął i ruszył w swoją stronę. Zgniotłem papier  z zupełnie obojętnym wyrazem twarzy. Otworzyłem nieco zniszczona furtkę i wlazłem po schodach. Wetknąłem klucze do zamka przekręcając je z charakterystycznym dźwiękiem. Z wnętrza mieszkania wybiegł mi na przywitanie biały owczarek. Uśmiechnąłem się wyjątkowo naturalnie wchodząc do środka i zamykając za sobą frontowe drzwi. Kucnąłem dając się wylizać. Pogłaskałem zwierzę, które zadowolone z mego towarzystwa wydało z siebie głos. Zdjąłem glany niedbale ustawiając je pod ścianą. Ruszyłem w głąb domu. Moje kroki zatrzymały się na wejściu do kuchni. Widząc blondyna opierającego się na dłoni przy stole nieco zmarszczyłem brwi. Chłopak zorientował się iż wróciłem. Spojrzał na  mnie. Sam jego wyraz twarzy wskazywał na kaca. 
W: - Co ty tu kurwa robisz tak wcześnie..
Prychnął upijając następnie zawartość  szklanki. Wole myśleć iż jest to tylko woda.
- Zajmij się sobą i ogarnij dom. Ojciec jutro wraca. 
Mruknąłem ignorując dalsze słowa brata. Tylko czekać aż się zakurwi na śmierć. odstawiłem plecak pod ścianę zamykając się na klucz w pokoju.
Zdychajcie wszyscy.
***
-  Jeb się skurwysynie.
Warknąłem po raz kolejny zastając barat nieprzytomnego  na kanapie. Na podłodze leżały przynajmniej 2 puste strzykawki. Nie pamiętam ile razy próbował skończyć z tym syfem. Zawsze kończyło się tym samym. Ćpał.  O wiele, za dużo ćpał. Owszem  ja też lubiałem się wyluzować. Jednak nie potrzebowałem tego na co dzień. Wystarczył mi dar. Wkurzony naciągnąłem na ramiona ramoneskę  i ubrałem glany. Opuściłem mieszkanie dość szybko. Wsiadłem na swój ukochany motor. Dźwięk silnika pozwolił ukoić moje nerwy. wyciągnąłem telefon. 
- Hadley, gdzie jesteś? 
Mruknąłem jeszcze trochę zirytowany. Nie będę się  wiecznie zajmował swoim 22 letnim bratem. O nie. Co on sobie kurwa myślał. Słońce powoli kroczyło ku zachodowi. Mam przynajmniej 4 h do powrotu demona. Słyszałem w słuchawce szumy rozmów i  muzyki. 
H:- Nasz bar, odbywa się tam znów koncert młodocianej kapeli. 
Powiedziała nieco zaskoczona moim telefonem. Spodziewam się, że pewnie ogarnie za chwile o co chodzi. Raczej bez przyczyny nie dzwonie. 
- Czekaj przed wejściem. 
Rzuciłem rozłączając się.   Brama byłą jak zwykle otwarta. Wyjechałem na ulicę. Oczywiście  moja dłoń pewnie dociskała gaz. Maszyna niemal sama prowadziła mnie ku centrum. Zręcznie omijałem samochody. Nigdy, ale to nigdy nie miałem wypadku. Zwłaszcza, że to jest część mojego przekleństwa. W przeciągu kilku minut znalazłem się we wskazanym mi miejscu. Zaparkowałem gwałtownie  przy skręcie  do ciemnej i krótkiej uliczki. Słychać było walenie mocnych brzmień. Uśmiechnąłem się wrednie sam do siebie. Zsiadłem z maszyny. Czy nie balem się iż koś mi ją zawinie? Nie. Powiem tyle. Ktokolwiek inny jej dosiadł bez mojej wiedzy skończył z poparzonym dupskiem. Ruszyłem ku ciemności uliczki widząc na progu dużych drzwi znajomą twarz. Z wnętrza błyskały wieloma kolorami światła. Białowłosa na mój widok uśmiechnęła się szeroko. Następnie objęła mnie rękami w szyi by złożyć lekki pocałunek na mym policzku. powalałem jej na to. Zawsze mnie tak witała to wiedział nawet jej chłoptaś. 
H:- Milusio, że do nas dołączysz. Robi się gorąco.
Wyszczerzyła się teraz wredniej. Gorąco? Bo spłoniesz.. 

- Mam nadzieje, że następne  4 h spędzę na dobrej zabawie.
Mruknąłem wchodząc za nią. Strażnik nawet nas nie  zaczepił. Często tu bywaliśmy. To też nawet nie pytał o nic. Całe moje ciało poddało się mocnym drganiom basów. Ho, ho, ho ..widzę młody talent. Wmieszaliśmy się między skaczących ludzi. Jakoś dotarliśmy do baru. Tam czekała niemal cała ekipa. Z wyjątkiem paru osób, w tym i Aurela. Dobrze, bo nie mam dzisiaj na niego ochoty. 
Przywitałem się ze wszystkim zamawiając następnie trunek. moje oczy przejechały po tańczących  ludziach. Nawet ładne dupy  dziś przyszły. Mówię tu głównie o chłopakach. Tak jestem homo. Nie, nie wstydzę się tego. Barman z szerokim uśmiechem poddał mi zamówienie. Otworzyłem bez krępacji butelkę whisky. Owszem mam właśnie do tego alkoholu niezmierną słabość. Przechyliłem szklaną butelkę by następnie moje gardło zalała wręcz gorąca ciecz.  O tak, kochanie brakowało mi ciebie. W tym samym momencie ponownie zaskoczyło mnie pewne odczucie. Muzyka nagle ucichła. 
Zespół zniknął ze sceny. W głośnikach niczym bomba wybuchł cover Mansona- Personal Jezus. Uśmiechnąłem się wrednie. Jeden z Jego wysłanników w postaci bohaterów sceny.  Upiłem kolejny łyk  alkoholu. Tym razem wyczułem znajomą unikalną woń. Nie odwracając wzroku moje zmysły odnalazły posturę chłopaka z ławki. Właśnie pojawił się w tłumie. Z kimś.  Jego donie pociągnęły mężczyznę w stronę ściany. Partner przygniótł go do zimnej powierzchni . Odwróciłem się. Widziałem  ich zarys pod ścianą na drugim końcu pomieszczenia. Przeszli powolnie do chciwych pocałunków. Po co ja się tym interesuje. Czemu kurwa coś karze mi iść do tego gówniarza. Zrobić cokolwiek. Nie dając nic po sobie poznać zająłem się  opróżnianiem butelki. Powoli zaczyna działać to na moje demoniczne nerwy. Nawet za bardzo..


Aut: Malwin 




















poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział I część III.

"Największy ból mogą nam zadać tylko osoby najbardziej kochane. Najgorszy, bo zaczajony, zaskakujący wróg to ten, który jest najbliżej ciebie."
 
Paląc papierosa, wytarłem wierzchem dłoni krew która leciała z mojego kącika ust. Świetnie... będę musiał również przebrać koszulę która była poplamiona moją własną szkarłatną cieczą. Westchnąłem cicho pod nosem, podnosząc wzrok na mężczyznę który właśnie stanął przede mną. Uniosłem delikatnie brew ku górze, wydmuchując ponownie szarawy dym który skierował się w jego stronę. Wzruszyłem delikatnie ramionami, opierając się obiema dłońmi o ławkę na której siedziałem.
- A jak widać?
Mruknąłem, wyrzucając zgaszonego peta ponownie do kosza na śmieci. Na szczęście naszą ostatnią lekcją był wf, więc tym bardziej nie powinienem tym się przejmować... tylko... skąd wiedzieli gdzie jestem, jak mnie znaleźć oraz jak wyglądam? Czyżby ten mały szczeniak powiedział im gdzie mogą mnie znaleźć? Świetnie, mamy już kozła ofiarnego. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi. Musiałem coś na szybko wymyślić lecz co... będzie trzeba wpierw rozprawić się z tą grubą rybą a potem ruszać na kolejny koncert który odbędzie się w bardzo sławnym aczkolwiek upiornym lokalu. Innymi słowem w barze. Nie mieliśmy na tyle jeszcze kosztów by zagrać w jakimkolwiek znanym klubie, bez sensu. Westchnąłem ponownie, zerkając swoimi szmaragdowymi tęczówkami na chłopaka.
- ty jesteś Renier. Niezłe podniecenie wywołałeś w szkole.
Tak, nie można tego było nazwać niczym innym jak tylko "podnieceniem". Przecież to zwyczajny mężczyzna, pomijając to że jest przystojny i wyróżnia się z tłumu, to niczym innym sobą nie reprezentował. Może i byłem w jakiś sposób bardzo krytyczny, ale niestety... taki już byłem. Wstałem, otrzepując swój tył spodni i stojąc teraz twarzą w twarz z chłopakiem. Cholera, był wyższy... zaczynało mnie to irytować. Z kimkolwiek bym się nie spotkał, byłem niższy. To jest jak jakieś przekleństwo. Po kim ja odziedziczyłem tak mały wzrost? Po ojcu? Iście wspaniale. Mruknąłem coś rozeźlony, zeskakując z ławek na których w dalszym ciągu byłem. Chowając dłonie do kieszeni od spodni, miałem również na sobie swoją czarną torbę. Nigdzie się bez niej nie ruszałem. Jakby to powiedzieć... chowałem tam swoje rzeczy. Nawet jeśli były one najmniejsze czy też mniej ważne. Zawsze tam były. Zerknąłem zza ramienia jeszcze raz w jego stronę, marszcząc delikatnie czoło... nie wiedziałem skąd, ale ten zapach coś mi przypominał, nawet chłopak czy też jego zachowanie. Nie, nie mogłem go znać. Był osobą którą pierwszy raz widzę na własne dwoje oczy, niemożliwe bym go w ogóle znał. Pokręciłem głową, kierując się w stronę najbliższego baru.
- Uważaj na nich... mogą cię pożreć w całości.
I odszedłem zostawiając chłopaka samemu sobie. Mijając szkołę zaczesałem otwartą dłonią, swoje rudawe włosy. Mhm... coś mi się wydaje że ten rok, wcale nie będzie taki najgorszy jak poprzednim. Może nawet o niebo lepszy od poprzedniego. Tak, jestem ciekawa... co jeszcze mnie czeka.
[...]
Będąc w obskurnym pomieszczeniu, od razu przywitałem się z swoimi znajomymi z zespołu.Chyba nie musiałem wspominać że z jednym z nich gdy tylko naszła nas ochota oddawaliśmy się chwilą przyjemności. Uśmiechnąłem się do ciemnowłosego, który niemal od razu odwzajemnił uśmiech pociągając za struny swojego basu. Uwielbiałem jego grę, jego ciało... jednak nie kochałem go. Mogłem bez krępacji oddać swoje ciało, gdyby tylko ktoś się mną zainteresował jednak chłopaczek, miał chyba o wiele ambitniejsze plany. Ostatnio miał problem że w ogóle się z kimś spotykam. Wkurzające. Chyba niedługo będzie trzeba zakończyć ten popieprzony "związek" ale nie teraz... chcę jeszcze trochę się pobawić. Biorąc w dłonie mikrofon, zacząłem podejmować pierwsze próby oddając się temu całemu światu. Kochałem to co robię, kochałem muzykę i kochałem oddawać się emocjom które mną rządziły gdy śpiewałem. Muzyka dla niektórych mogła być denna, wiadomo... miłosna jednak przywoływała wspomnienia o których chciałem zapomnieć, a jednak wracały do mnie jak bumerang. Pomimo tylu lat, dalej to bolało... nie wiedziałem kto z szkoły będzie słuchał naszego dzisiejszego występu, mimo że cała o niej usłyszała. Świetnie, te plotki... naprawdę. Widziałem ten tłum ludzi, którzy albo jedynie przyszli się napić albo też po prostu posłuchać nowego zespołu, który miał za chwilkę tutaj wystąpić. Wchodząc na scenę, niemal od razu pochwyciłem swój mikrofon, piosenka była delikatna... dla niektórych może i nawet smutna. W tym dniu nie było wcale uderzeniu, które zawsze nosiło ze sobą mój zespół, mimo że byliśmy już tutaj znani wcale nie spotkaliśmy się z złą opinią.
[...]
Po wyjściu za kulisy, od razu uciekłem gdzieś z basistą na zaplecze, siadając na jednym z głośników które były w razie jakiś problemów technicznych. Rozmawialiśmy, spokojnie. Co Jakiś czas dotykając się nawzajem. Uśmiechnąłem się pod nosem, opuszkami palców przejeżdżając po jego policzku...
- Ey... może dzisiaj wpadniesz do mnie?
Ucałowałem jego usta, namawiając do pocałunku a on natychmiastowo odwzajemnił to ochoczo, dotykając dłonią mojego uda. Uh, widać ktoś się tutaj zgadza. Świetnie. Nie będzie mi się dzisiaj nudzić w mieszkaniu. Nie było nikogo. A więc chata cała dla mnie. Uroczo. Odrywając się od chłopaczka, ucałowałem ponownie jego kość policzkową, wsuwając dłonie w jego gęste czarne włosy. Nikomu z naszego zespołu nie przeszkadzało że się tak obchodzimy, tolerowali nas, było to całkiem miłe mimo że wiele razy słyszało sie przykre komentarze. Wtuliłem się w jego szyję, czekając w dalszym ciągu na odpowiedź i w końcu ją usłyszałem.
- W sumie, czemu nie... tęskniłem za tobą.
- Przepraszam, ostatnio nie miałem czasu.
Kochałem sie w to bawić. W te uczucia... Tak, byłem sukinsynem. Nie interesowało mnie to co sobie zrobi gdy ze mną zerwie, byłem demonem, złem i idealnie mi to wychodziło. Byłem kimś kto uwielbiał się bawić, nie tylko ludzkimi uczuciami... to było przezabawne jak oni mogli się szybko przywiązać do drugiego człowieka

 PS: Piosenka którą zaśpiewał Jiro.

 














 Autor: Nana

piątek, 20 grudnia 2013

' A więc tak dodając coś od siebie, postanowiłem skłonić swoje ego do przywitania. 
Witam wszystkich śmiertelników w tym jakże innym świecie.
Tutaj panują zasady przelewania nadmiaru wyobraźni na komputerowe kartki by powstało coś Pięknego.  Jako drugi autor uprzedzam iż moje odpisy niestety będą  dodawane zapewne z opóźnieniem . Prywatne życie i szkoła niszczą mój czas, więc na ile to możliwe postaram się odpisywać współzałożycielce regularnie. Mam nadzieje, że czytelnicy również poczują emocje i wcielą się wraz ze mną w postać Reniera. Chłopak jest w pełni moją postacią. Wstępne zdjęcie jest przerobione i nie ujawnia jego wyglądu w pełni. Jeśli najdzie mnie ochota to dostarczę moje  osobiste wyobrażenie w postaci autorskiego rysunku. '

Dziękuje~ 


 Rozdział 1

"Początek"

 ✝ Odpis 2



  "Chcesz to opanować? To co w tobie  siedzi?" 
Pytanie czy tego nadal  chce. Minęło już równe 5 lat. Cisza spowijała mój pokój jak i ciemność. Leżałem na łóżku a moja dłoń bezcelowo rysowała długimi czarnymi paznokciami po drewnianych panelach. Patrzyłem pusto ciemnymi oczyma na ruchy dłoni. Boyd spał obok mnie przy ścianie. Przez ciemne zasłony do pomieszczenia wdzierały się jasne smugi zwiastujące poranek. Czas nie ma dla mnie roli. Przecież i tak wszystkich nas szlak trafi. Jednych wcześniej, drugich później. Śmiertelnicy  to takie grzeszne istoty. Nikt nigdy się nie spodziewa, że może to być ostatnia noc. Nienawidzę Go. A jednocześnie jestem wdzięczny za przekleństwo. Mam władzę. Może nie nad wszystkimi, ale nad większością.  Bo każdy człowiek ma coś na sumieniu. Zaczynając od niewinnego dziecinnego kłamstwa kończąc na masowych gwałtach i morderstwach. Moje półnagie ciało okrywał gruby materiał kołdry. Blade ręce niemal całkowicie pokryte w tatuażach. Przedstawiały one wiele rzeczy. Na palcach gotyckim pismem zostało wyryte  "Dead", zaś kciuk zdobił czarny, cienki, odwrócony krzyż. Byłem przeciwko wierzeniom w istoty boskie. Bo on nie istnieje. A nawet jeśli, to czemu nas zostawił? Przecież to wiadome, że człowiek jest skory do popełniania grzechów. Rozpoczęli to podobno idioci zwani "Adam i Ewa". Śmiertelnicy łąką tego co obce. Chcą poznać to co niebezpieczne. Szkoda tylko, że później wiele żałują. Zwłaszcza gdy stają oko w oko z wygłodniałą bestią. Czym co nie posiada uczuć lecz jedynie nękający go głód  dusz nie godnych dalszego istnienia.  Biały owczarek drgnął przysuwając się i wtulając do moich pleców. 
Słychać było nagłe trzaśnięcie drzwiami. 
Stukanie ciężkim obuwiem o panele podłogowe. Dębowe drzwi do mojego pokoju otworzyły się. Stanęła w nich wysoka, o budowie anorektyczki dziewczyna. Jej jasne, niemal białe oczy odnalazły mnie . Słychać było charakterystyczne westchnienie. 

H:- Ruszaj dupsko .idziesz ze mną. 
Mruknęła wyraźnie zła. Weszła do wnętrza mojego sanktuarium. odsłoniła zasłony pozwalając by światło zakatowało moją osobę. Zakryłem się odruchowo dłońmi a z mych ust wydobyło się ciche  " kurwa" w stosunku do promieni słonica. 
- Hadley zajmij się sobą..
Prychnąłem zakrywając się pościelą . Owczarek zeskoczył z posłania merdając ogonem na widok znajomej dziewczyny. Tak, to właśnie była najbliższa mi osoba. Trudno określić ile się znamy. Powiem to tak, odkąd pamiętam trzymałem z ową teraz już kobietą. Hadley odróżnia się od tłumu, z resztą tak samo jak ja. Aktualnie ubrana w szare, podarte rurki, męską koszulkę z krótkim rękawem i za dużą ciemnobrązową ramoneskę stała nade mną. Jej chude nogi zdobiły znoszone już 10 dziurkowe glany. Włosy miała piękne, długie i odpowiadające kolorowi Lili wodnej [ w tym przypadku chodzi o biały]. Do lekko kręcił jej się pod koniec. Dziewczęce czoło przysłaniała  zdecydowana prosta grzywka. Często też je lekko tapirowała. Oczy zawsze dość mocno podkreślała czarnym cieniem i kredką.  Kreski kontrastowały do jej zielonych wręcz prawie białych tęczówek. Owszem, był to jej naturalny kolor oczu. Pod prawym okiem w postaci małego srebrnego brylancika błyszczał Anti eyebrow. Nad górną wargą po obu stronach miała Monroe. W uszach zaś małe 1 cm tunele. Ściągnęła ze mnie kołdrę bezlitośnie. Widać nie odpuści. 
H:- Szybciej. Bo oberwiesz wodą..
Skrzyżowała ręce na piersi. Uniosłem lekko brew ku górze po czym posłusznie wstałem z łóżka. Miałem na  sobie jedynie czarne bokserki. Żadne z nas się przed sobą nie krępowało. Kilkakrotnie obudziliśmy się obok siebie to też nie było czego się wstydzić. 
- Nie masz serca.
Burknąłem w ramach protestu zamykając  się w łazience. W miarę szybko doprowadziłem się do stanu normy. Włosy sięgające mi do połowy pleców spiąłem w luźnego koka. Wystawały z niego lekko ciemnoblond dredy. Ogółem kolor moich włosów był cynamonowy gdzie nie gdzie przechodzący w ciemniejszy brąz. Niezbyt je lubiłem gdyż często, nieposłusznie się falowały  co bardzo mnie irytowało. Podkreśliłem mocno oczy czarną kredką. U mnie był nieco na odwrót niż u Hadley. Moje tęczówki miały barwę brązu przechodzącego niemal w głęboką czerń. Oczywiście
bez piercingu się nie obeszło. Podobnie jak  przyjaciółka miałem równolegle rozstawione złote Monroe. Czarne  septum podkowę, a do tego snakebite w wersji kółek (również czarne). Najstarsze to dwa w prawej brwi : kółko i kolec. Wyglądało to nawet ładnie w połączeniu z piegami, nie mocnymi jednak nadal widocznymi. Ubrałem na siebie luźną, nierozpinaną bluzę z batmana. Do tego czarne, bogate w ćwieki, dziury i przypinki rurki z opuszczonym krokiem. Opuściłem łazienkę umywszy jeszcze zęby. Hadley przez ten czas rozsiadła się w kuchni przy blacie ze szklanką skoku. Na mój widok kaciki  jej ust uniosły się . 

H:- Witamy wśród żywych Ren. 
Wymamrotała dopijając zawartość naczynia. Zagabnie zeskoczyła z wysokiego krzesła. 
- Zdajesz sobie sprawę iż nadal nie chcę nigdzie iść..?
Uniosłem brew ukrywając dłonie w kieszeniach spodni. Ona lekko stuknęła mnie otwartą dłonią w  czoło po czym chwyciła materiał bluzy i pociągnęła w stronę drzwi.
H:- Zamknij się. Dopiero co cię przepisali. Masz  chodzić. 
Otworzyła drzwi stając na ich progu i oczekując aż zagęszczę swe ruchy. Powolnie lecz posłusznie ubrałem swoje 15 dziurkowe glany a na ramiona narzuciłem nieco schodzoną ramoneskę z kolcami na ramionach. Przerzuciłem przez jedno z nich plecak i bez zbędnych protestów opuściłem mieszkanie. Oboje ruszyliśmy w drogę. Przeważnie zajmowała nam ona 15 minut. Poruszyłem jakiś temat by przerwać chwilową cisze. Nie lubię gdy nikt nic nie mówi. Nowy dzień w  kolejnej szkole. Zastanawiam się ile razy jeszcze  zostanę przeniesiony. Hadely mówiła iż jest kilka równych osób. Niestety większość  to puste pizdy i nadmuchani Swagerzy. 
{...}
 Jak  widać los nie zdał się być łaskawy i przydzielono mnie do całkowicie innej klasy. Otworzyłem drzwi rzucając nauczycielowi ignoranckie "dobry"  i zająłem miejsce obok pierwszego lepszego chłopaka. Facet patrzył na mnie zdumiony  moim zachowaniem. 
N: - Dzień dobry Panie Browden.
Podsumował bez zbędnych komentarzy. Ciche szepty dziewczyn i spojrzenia pełne nadziei od razu mnie zirytowały. Nie mają co robić czy co? Kurwa, wkurza mnie to coraz bardziej. Westchnąłem głęboko. Do tego pełne zazdrości komentarze chłopaków. Renier, spokojnie. Nie rób scen pierwszego dnia tej jebanej szkoły. Zacisnąłem pięści ostatecznie patrząc na to z czym usiadłem. Ku mojemu zaskoczeniu chłopak wyróżniał się z tłumu. Jego niebieskie oczy napotykając moje niepewnie się odwróciły. Badawczo go obserwowałem zaciekawiony jego osobą. No, no. Ładna z niego dupa. 
Lekcje mijały. Na biologi, angielski, matmie i chemii przypadło mi miejsce obok tego samego chłopaka. Nie zagadałem. Bo po co? ładny jest. Ruchać też  pewnie było by go ciekawie. No ale, nie zamierzam się przymilać by dał mi dupy. Może kiedyś jak się spotkamy w barze " przypadkiem" , nawiązałbym rozmowę. Jednak aktualnie nowe znajomości mnie nie interesują. Wyjątkiem jest sytuacja, w której to Hadley zmusza mnie do czegoś. Spojrzałem na telefon. Zegarek na głównym ekranie  wskazywał 12:40. No zajebiście . Jeszcze wf. Stałem oparty o murek nieco za szkołą. Obok siedziała Hadely z kilkoma gówniarzami i swoim chłopakiem . Słuchałem muzyki a dokładniej, Shinedown-Simple man. niezbyt słuchałem o czym gadają. W pewnym momencie uniosłem wzrok. Kilka metrów dalej  przy tym samym murku palił chłopak z mojej klasy. Patrzyłem chwile nań jak podchodzą do niego jacyś faceci. Nawet nie ruszyłem się by mu pomóc. Nie znam go więc jego los jest mi obojętny. Jednak ktoś szturchnął mnie w bok. Spojrzałem napotykając wzrok przyjaciółki. 
H:- Weź mu pomóż..
- na chuj
H:- Kurwa bezinteresownie.
- Nie.
Prychnąłem kiedy ona zmierzyła mnie tym sowim wzrokiem zabójcy . Powolnie ruszyłem w tamta stronę. Mężczyźni widać dali mu spokój bo się ulotnili. Nie lubię grać bohatera czy ekipę ratunkową.
Zbliżywszy się dostatecznie do chłopaka mruknąłem.
- Żyjesz? Czy  te mamuty cię stratowały..
Uniosłem brew patrząc na rozmówcę, który widać niezbyt przejął się odniesionymi obrażeniami. Palił. Eh, widzę w nim swój potencjał

Aut.Malwin