"Ludzie którzy nie są w stanie wyrzucić czegoś ważnego nie maja nadziei na zmianę czegokolwiek "
Spokojnie oddawałem się
chłopakowi, by dotykał mojego ciała które z każdym gestem coraz
bardziej pragnęło by mnie wziął. Nie, nie kochałem go... jednak
chciałem by mnie przeleciał, bym zapomniał o tym wszystkim, o tej
całej złości którą kumulowałem w sobie. Ból nie sprawiał mi
już tej samej pieprzonej satysfakcji co kiedyś, jednak małe
czerwone ślady dalej zdobiły moje idealne, chude ciało. Nie, nie
ciąłem się jednak chłopak niekiedy przejeżdżał po mojej
skórze, niemal ją zdrapują. Odchyliłem delikatnie głowę, by
miał lepszy dostęp do mojej szyi a na mojej twarzy ponownie zadrgał
delikatny uśmiech, mrużąc przy tym oczy. Gdy je otwarłem, mój
wzrok niemal od razu napotkał dobrze znanego mi chłopaka, a uśmiech
jeszcze bardziej się poszerzył, wpatrywałem się w niego, nawet
gdy moje usta dotknęły ponownie czyiś, odwzajemniając te chciwe i
pełne pożądania pocałunki. Odwróciłem wzrok, wpatrując się w
Xavier'ego gdzie ująłem jego podbródek, składając w kącikach
ust kolejny pocałunek. Jego dłoń wsunęła się pod mój
podkoszulek, jeżdżąc nią wyżej.
- Ey... nie zapędzaj się
tak.
Mruknąłem, przygryzając
płatek jego ucha, lecz od chwili odsunął się ode mnie na mojej
twarzy zagościł wyraz pełnego smutku. Zaśmiał się, mówiąc
żartobliwie że zaraz wraca... Ta jasne, spierdolisz. Znowu. Nie
masz po prostu ochoty spotkać się ze swoim bratem, który znowu ci
najebie dlatego że jesteś pedałem. Pokiwałem mu lecz za chwilkę
zniknąłem wśród tłumu, kierując swe kroki w stronę baru.
Chciałem się napić, najwyżej jak będzie mnie szukał, znajdzie
mnie... nie wiem jak on to robi, ale zawsze gdzie kol wiek pójdę on
tam będzie. Czyżby mi jakąś pluskwę wrzucił do ubrań? To
cholernie irytujące, nie móc się w ogóle od niego uwolnić.
Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, wpatrując się w
barmana. Miał długie włosy sięgające niemalże do ramion z
wygolonym bokiem, na uszach miał tunele a w wardze jeden kolczyk. W
dodatku był chudy. Byłby w moim typie, jednak nie miałem zamiaru
spać dzisiaj z jakimś barmanem, który potem nie da mi spokoju,
ciągle wspominając naszą jakże przecudowną noc. Już to
przerabiałem. Chujowe doświadczenia. Chyba nie chciałem tego po
raz kolejny przerabiać. Zerknąłem w swoją prawą stronę,
ponownie napotykając wzrok znanego mi chłopaka. Uniosłem
kieliszek ku górze, tym gestem mówiąc iż go pozdrawiam i życzę
jego zdrowia. Zdrowia co. Nie byłeś człowiekiem, to mogłem
spokojnie stwierdzić. Wiec... kim do cholery byłeś chłopaczyno,
która przez jakiś czas nie mogła oderwać ode mnie wzroku gdy przylizywałem się z basistą. Odwróciłem ponownie wzrok,
wzdychając cicho pod nosem, nie wiedziałem co mną pokierowało
lecz niemal od razu znalazłem się obok niego, siadając na
obrotowym krzesełku, trzymając przy okazji kieliszek w którym
jeszcze była połowa alkoholowego trunku. Najprawdopodobniej Jack'a
Daniels'a. Moje ulubione whiskey, które kiedykolwiek spróbowałem.
Od pewnego czasu, pije go nieustannie albo ewentualnie idę tutaj by
wyrwać kolejną swoją ofiarę.
- nie sądziłem że cię
tutaj spotkam. To miłe widzieć kogoś znajomego.
Mruknąłem cicho pod nosem,
zaczesując otwartą dłonią swoje rudawe włosy oraz grzywkę,
która należąc do rzeczy denerwujących mnie znowu opadła tak jak
chciała. Westchnąłem chyba po raz setny tego jakże cudownego
wieczoru, upijając łyk whiskey. A miałem ochotę teraz na dobry
sex. Jednak chłoptaś spierdolił. A szkoda... może mógłbym go
jakoś zaciągnąć. Niech no się tylko pokaże, a zrobię tak iż w
ogóle nie będzie w stanie mnie zostawić tej nocy spokojnie. Tak,
idealnie... ale to tylko jeśli się pojawi, bo inaczej nici z tego
czego pragnąłem aktualnie. Spojrzałem się ponownie na chłopaka,
unosząc delikatnie brew ku górze.
- Przyszedłeś się najebać
czy po doznanie lepszych wrażeń?
Uśmiechnąłem się pod nosem, pokazując rząd swoich śnieżnobiałych zębów a gdy odwróciłem wzrok, poprosiłem barmana o jeszcze jedna kolejkę a w dłoniach już miałem Jack'a Daniel'sa w szklance. Zaraz, nie miałem zamiaru tutaj tak siedzieć i pić, zerknąłem w stronę parkietu gdzie nie gdzie ruszających się par, cóż... nawet pedał mógł tańczyć, prawda? Zeskoczyłem z krzesełka, kierując swe kroki w stronę parkietu, i niemal od razu zostałem porwany przez jakieś dłonie. Oh, świetnie... nie musiałem długo czekać. Zawieszając dłonie na szyi jakiegoś mężczyzny, był mniej więcej takiego samego wzrostu o niebieskich oczach i delikatnie falujących się blond włosach. Nie miał żadnych kolczyków, aczkolwiek miał przystojną twarz. Pospolity chłopczyk, o normalnej budowie ciała ni to za chudej ni za grubej. Dobrze, może być. Chłopak dotknął moich bioder, przyciągając mnie delikatnie do siebie. Tak, może i zachowywałem się jak dziwka... ale cóż, zachcianki ludzi prowadziły do równie dziwnych rzeczy, nawet takiego demona jak mnie. Musnąłem ustami delikatnie jego szyję, zjeżdżając niżej na jego obojczyk z czym przyjął z wielką przyjemnością. Dobrze, będę niczym narkotyk dla ciebie. Jego dłoń pojechała trochę wyżej, wjeżdżając pod mój podkoszulek, kolejny napaleniec... gdyby mógł z pewnością by wziął mnie tu i teraz Zaśmiałem się cicho, przygryzając płatek jego ucha w ogóle nie zwracając uwagi na bar, i siedzącego przy nim Ren'a.
Uśmiechnąłem się pod nosem, pokazując rząd swoich śnieżnobiałych zębów a gdy odwróciłem wzrok, poprosiłem barmana o jeszcze jedna kolejkę a w dłoniach już miałem Jack'a Daniel'sa w szklance. Zaraz, nie miałem zamiaru tutaj tak siedzieć i pić, zerknąłem w stronę parkietu gdzie nie gdzie ruszających się par, cóż... nawet pedał mógł tańczyć, prawda? Zeskoczyłem z krzesełka, kierując swe kroki w stronę parkietu, i niemal od razu zostałem porwany przez jakieś dłonie. Oh, świetnie... nie musiałem długo czekać. Zawieszając dłonie na szyi jakiegoś mężczyzny, był mniej więcej takiego samego wzrostu o niebieskich oczach i delikatnie falujących się blond włosach. Nie miał żadnych kolczyków, aczkolwiek miał przystojną twarz. Pospolity chłopczyk, o normalnej budowie ciała ni to za chudej ni za grubej. Dobrze, może być. Chłopak dotknął moich bioder, przyciągając mnie delikatnie do siebie. Tak, może i zachowywałem się jak dziwka... ale cóż, zachcianki ludzi prowadziły do równie dziwnych rzeczy, nawet takiego demona jak mnie. Musnąłem ustami delikatnie jego szyję, zjeżdżając niżej na jego obojczyk z czym przyjął z wielką przyjemnością. Dobrze, będę niczym narkotyk dla ciebie. Jego dłoń pojechała trochę wyżej, wjeżdżając pod mój podkoszulek, kolejny napaleniec... gdyby mógł z pewnością by wziął mnie tu i teraz Zaśmiałem się cicho, przygryzając płatek jego ucha w ogóle nie zwracając uwagi na bar, i siedzącego przy nim Ren'a.
Autor: Nana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz