środa, 25 grudnia 2013

Rozdział 1

"Początek"

 ✝ Odpis 4


"Jesteś tylko prochem. Skończysz jako cząstka znienawidzonej ziemi. A twoje "Ja" zniknie w wirze kłamstwa  ludzkiego."

 

  Irytujący chłopiec. Spojrzałem nań lustrując go ciemnymi tęczówkami. W momencie kiedy wydmuchiwał ku mnie dym niewzruszony ukryłem dłonie w kieszeniach bluzy.  Po co ja słucham Hadely? Ten gówniarz nawet nie jest godny mojej uwagi. Raczej nikt nie jest. Wszyscy to skończone ścierwa. Instynkt jeźdźca o dziwo jednak nie reagował na niego. Zdało się, że uśpione we mnie moce nawet nie drgnęły. Zazwyczaj każdy człowiek ma coś na sumieniu. Wyczuję wszystko. Nawet najmniejsze przewinienie. U niego nic nie czułem. Nie wierzę by zaliczał się do jakiejś świętej elity. Zmarszczyłem nieco brwi. Coś mi w nim nie pasuje. Z wierzchu wyglądał jak najbardziej normalnie. Duże zielone oczy. Chudawe ciało, jednak nie tak bardzo jak na przykład Hadley.  Farbowane zapewne włosy. Od ciemnych odrostów, przez wyblakły rudy do żółtego. Dość oryginalnie. Taką specyficzną cechą były zaznaczone kości policzkowe. Pachniał typowym męskim dezodorantem. Tak, jednak w całości dało się wyczuć coś jeszcze. Delikatną, słabą woń. Nie potrafię jej określić. Po prostu coś to było. Słysząc jego odpowiedź na swoje pytanie nieco  wyrwałem się z zamyśleń.
- Ta. Z rozwalonym ryjem  na pewno jest wszystko zajebiście. 
Prychnąłem oschle. Zgodnie z radami przyjaciółki próbowałem być miły. Nie, nie wychodzi mi nigdy. Cały ten świat jest porypany. Przechodzący obok nas  mężczyzna trzymał psa, który odruchowo ujadał na mnie. Tak kundlu, bój się. Zerknąłem zmrużonymi oczyma na zwierzę. To rozwścieczyło go jeszcze bardziej. Właściciel zakłopotany starał się okiełznać psa.  Normalna reakcja. Boyd przyzwyczaił się  do mnie na tyle iż zachowuje się naturalnie.  Może wezmę go dzisiaj  gdzieś? Chociaż..nie. Nocą dostaje ostatnio istnego szału. Za  dużo się dzieje.  To nie tak, że nie próbuje nad tym panować. Owszem mam sporą kontrole. Tylko, że mi się to podoba. Wolność i władza. Strach innych. Przestaje czuć wszystko co ludzkie. Przez moje ciało przeszedł dreszcz podniecenia na samo wspomnienie przemiany. To chore. Normalnie stwierdziłbym iż to bolesne. Każdy by tak powiedział gdyby poczuł to co ja. Inną kwestią jest fakt iż ja siedzę  z tym czymś od kilku lat. Najpierw krzyczałem. Później było mi to obojętne. Teraz się śmieje.
Wyjąłem z kieszeni papierosa. Wetknąłem go do ust i podpaliłem. Przy użyciu zapalniczki oczywiście.  Z tego typu wyskokami usze się ukrywać. Gdyby mnie gdzieś zamknęli byłbym zdolny wysadzić cały budynek i wyjść z tego bez szwanku. Eh.. To dopiero byłaby zabawa. Zginęło by przy tym kilku ludzi. O tyle mniej do zagłady. Moje ciemnobrązowe tęczówki  napotkały zieleń oczu chłopaka. Jego usta drgnęły wypowiadając kolejne zdania. 
 - Byłoby to istnym cudem, gdyby w jakiejś szkole nikt się nie podniecał nowym. 
Mruknąłem odruchowo unosząc kąciku ku bokach. Tworząc w ten sposób arogancki wręcz podły uśmieszek. Cóż poradzić? Zawsze tak jest. Pocieszą się kilka tygodni i stanę się codziennością. Wypuściłem dym z ust. Szara chmura zniknęła wraz z lekkim wiatrem. Po raz kolejny miałem wrażenie  iż jest z nim coś nie tak. Teraz brakowało w nim czegoś ludzkiego. Ponownie nie umiałem określić dokładnie o co chodziło. Kilka nieposłusznych cynamonowych kosmyków łaskotało moją twarz. Chłopak wstał i bez właściwego pożegnania oddalił się w swoją stronę. Chwilę go obserwowałem paląc po czym i ja zwróciłęm się doń plecami. Wtedy doszły moich uszu jego słowa. Kto ma niby mnie pożreć? Ze niby te  gówniane knypki? Jestem godzeń o wiele potężniejszego  przeciwnika niż jakikolwiek śmiertelnik. Ruszyłem w stronę swojej grupki. Moja towarzyszka niedoli zmarszczyła brwi  widząc mój zamyślony wyraz twarzy. 
H:- Ej co ci  Demonie? muskał
Zapytała prostując się  i zeskakując z murka. Jej partner wyraźnie niezaspokojony   muskał bok głowy dziewczyny. Ona jednak w pełni skupiła się na mnie. Z tego co pamiętam mięśniak nazywał się Fredy.  Porównałbym go do przewodnika całego stada. Nieco wyższy ode mnie, wygolone boki , kruczoczarne włosy  zaczesane do przodu. W uszach miał plugi galaxy ok. 2  cm. Lekki zarost i  brudnoniebieskie oczy. W jednym z nich miał rozjaśniającą soczewkę.  Wyglądało to nawet ładnie. osobiście niezbyt lubię bawienie się soczewkami. Mam  małą wadę wzroku i kilkakrotnie nosiłem to gówno. Zdecydowanie bardziej wolę okulary. Jednak ich również często nie zakładam. Głównie do czytania. 
- Nic.
Wzruszyłem ramionami gasząc peta w murku. Dziewczyna chwilowo mi się przyglądała. Liczyła iż coś powiem pod nadmiarem jej wzroku. 
- Idę. 
Rzuciłem krótko odwracając się na pięcie. Skierowałem  swe  kroki ku znanej mi drodze. Ku mojemu zdziwieniu usłyszałem obce kroki. Nim owy "ktoś" się zbliżył rozpoznałem jego  zapach. Młodszy brat Fredy'ego, Aurel. Spojrzałem na niego unosząc lekko brew ku górze.
Na porcelanowej twarzy chłopaczka pojawił się nieco nieśmiały uśmiech. Od niego również byłem wyższy. Odgarnął dłonią odruchowo za ucho krwisto czerwone włosy. 
 Z tego co wiem był pierwszoklasistą.  Nie mam pojęcia czego ode mnie może chcieć. Kilkakrotnie już się spotkaliśmy na kilku imprezach. W starych szkołach normalnie miałem kontakt z tutejszą zgrają. Posiadałem i swoich kilku kumpli. Niestety jakoś wyszło tak, że nie bardzo ze sobą gadamy. Przeważnie imprezowałem z Hadely. Często tez z ludźmi stąd. W tym  również z Aurelem. Zdaje się, że nawet kilkakrotnie wylądowaliśmy razem w łóżku. No ale nie był jedyny. Przeważnie jeśli chodzi o sex nie odmawiam. Oczywiście druga osoba musi mi udowodnić, że jest tego warta. Pierwszego lepszego nie będę ruchać. Znaczy się, pod wpływem alkoholu i narkotyków nie patrze na to zbytnio. Jednak jeśli mam chodź resztki trzeźwości trzeba mnie skusić. 
A:-  Tak sobie pomyślałem, że skoro już chodzimy do jednej szkoły może się spotkamy ? Nie wiem, na piwo? 
Zaproponował widać nieco śmielej.  A więc o to chodzi. Nie pierdolcie, że się zabujał. W sumie zabawa takim chłopaczkiem jest bardzo  fajna. Udawanie miłości. Zwodzenie, sex i wspólne  imprezowanie. Darmowa dupa, która zrobi dla ciebie wszystko co sobie zażyczysz. Wszystko. Później zostawisz ją. Trochę się podąsa, ale wystarczy durne słowo "sorry" by znów wokół ciebie skakała. Tego typu akcje były mi bardzo dobrze znane. Granie ludzkich uczuć jest bardzo proste. A te śmiertelne istoty ślepo w nie wierzą. Ehh. Mam  przy tym tyle frajdy. Uśmiechnąłem się wrednie mrużąc lekko oczu.
- Mam to rozumieć jako propozycje? 
Uniosłem brew ku górze zawodząco nań patrząc. Zamrugał kilkakrotnie niebieskimi  oczyma nico zaskoczony moją wypowiedzią. Daj spokój przecież widzę, że chcesz dać dupę. Poczuć się kochanym. Daj mi swoje serce. Połamie je i spale  byś wił się z bólu. Tylko pozwól dostać się do twojej duszy. Chłopaczek uśmiechnął się uwodzicielsko.
A:- Ja proponowałem jedynie wspólną imprezę, ale i tego nie odmówię. 
Mruknął zadowolony i już całkiem wyluzowany. Coś się we mnie śmiało widząc z jaką nadzieją patrzy w moją stronę. Do prawdy urocze. 
- To kiedy? 
Uniosłem ponownie brew ku górze. Darmowy sex i chlanie. Czemu nie. 
A;- uzgodnimy w szkoleee 
Zamruczał zadowolony. Zagrodził mi sobą drogę i zbliżając się wsunął do mojej dłoni małą karteczkę. Puścił do mnie oczko, a następnie minął i ruszył w swoją stronę. Zgniotłem papier  z zupełnie obojętnym wyrazem twarzy. Otworzyłem nieco zniszczona furtkę i wlazłem po schodach. Wetknąłem klucze do zamka przekręcając je z charakterystycznym dźwiękiem. Z wnętrza mieszkania wybiegł mi na przywitanie biały owczarek. Uśmiechnąłem się wyjątkowo naturalnie wchodząc do środka i zamykając za sobą frontowe drzwi. Kucnąłem dając się wylizać. Pogłaskałem zwierzę, które zadowolone z mego towarzystwa wydało z siebie głos. Zdjąłem glany niedbale ustawiając je pod ścianą. Ruszyłem w głąb domu. Moje kroki zatrzymały się na wejściu do kuchni. Widząc blondyna opierającego się na dłoni przy stole nieco zmarszczyłem brwi. Chłopak zorientował się iż wróciłem. Spojrzał na  mnie. Sam jego wyraz twarzy wskazywał na kaca. 
W: - Co ty tu kurwa robisz tak wcześnie..
Prychnął upijając następnie zawartość  szklanki. Wole myśleć iż jest to tylko woda.
- Zajmij się sobą i ogarnij dom. Ojciec jutro wraca. 
Mruknąłem ignorując dalsze słowa brata. Tylko czekać aż się zakurwi na śmierć. odstawiłem plecak pod ścianę zamykając się na klucz w pokoju.
Zdychajcie wszyscy.
***
-  Jeb się skurwysynie.
Warknąłem po raz kolejny zastając barat nieprzytomnego  na kanapie. Na podłodze leżały przynajmniej 2 puste strzykawki. Nie pamiętam ile razy próbował skończyć z tym syfem. Zawsze kończyło się tym samym. Ćpał.  O wiele, za dużo ćpał. Owszem  ja też lubiałem się wyluzować. Jednak nie potrzebowałem tego na co dzień. Wystarczył mi dar. Wkurzony naciągnąłem na ramiona ramoneskę  i ubrałem glany. Opuściłem mieszkanie dość szybko. Wsiadłem na swój ukochany motor. Dźwięk silnika pozwolił ukoić moje nerwy. wyciągnąłem telefon. 
- Hadley, gdzie jesteś? 
Mruknąłem jeszcze trochę zirytowany. Nie będę się  wiecznie zajmował swoim 22 letnim bratem. O nie. Co on sobie kurwa myślał. Słońce powoli kroczyło ku zachodowi. Mam przynajmniej 4 h do powrotu demona. Słyszałem w słuchawce szumy rozmów i  muzyki. 
H:- Nasz bar, odbywa się tam znów koncert młodocianej kapeli. 
Powiedziała nieco zaskoczona moim telefonem. Spodziewam się, że pewnie ogarnie za chwile o co chodzi. Raczej bez przyczyny nie dzwonie. 
- Czekaj przed wejściem. 
Rzuciłem rozłączając się.   Brama byłą jak zwykle otwarta. Wyjechałem na ulicę. Oczywiście  moja dłoń pewnie dociskała gaz. Maszyna niemal sama prowadziła mnie ku centrum. Zręcznie omijałem samochody. Nigdy, ale to nigdy nie miałem wypadku. Zwłaszcza, że to jest część mojego przekleństwa. W przeciągu kilku minut znalazłem się we wskazanym mi miejscu. Zaparkowałem gwałtownie  przy skręcie  do ciemnej i krótkiej uliczki. Słychać było walenie mocnych brzmień. Uśmiechnąłem się wrednie sam do siebie. Zsiadłem z maszyny. Czy nie balem się iż koś mi ją zawinie? Nie. Powiem tyle. Ktokolwiek inny jej dosiadł bez mojej wiedzy skończył z poparzonym dupskiem. Ruszyłem ku ciemności uliczki widząc na progu dużych drzwi znajomą twarz. Z wnętrza błyskały wieloma kolorami światła. Białowłosa na mój widok uśmiechnęła się szeroko. Następnie objęła mnie rękami w szyi by złożyć lekki pocałunek na mym policzku. powalałem jej na to. Zawsze mnie tak witała to wiedział nawet jej chłoptaś. 
H:- Milusio, że do nas dołączysz. Robi się gorąco.
Wyszczerzyła się teraz wredniej. Gorąco? Bo spłoniesz.. 

- Mam nadzieje, że następne  4 h spędzę na dobrej zabawie.
Mruknąłem wchodząc za nią. Strażnik nawet nas nie  zaczepił. Często tu bywaliśmy. To też nawet nie pytał o nic. Całe moje ciało poddało się mocnym drganiom basów. Ho, ho, ho ..widzę młody talent. Wmieszaliśmy się między skaczących ludzi. Jakoś dotarliśmy do baru. Tam czekała niemal cała ekipa. Z wyjątkiem paru osób, w tym i Aurela. Dobrze, bo nie mam dzisiaj na niego ochoty. 
Przywitałem się ze wszystkim zamawiając następnie trunek. moje oczy przejechały po tańczących  ludziach. Nawet ładne dupy  dziś przyszły. Mówię tu głównie o chłopakach. Tak jestem homo. Nie, nie wstydzę się tego. Barman z szerokim uśmiechem poddał mi zamówienie. Otworzyłem bez krępacji butelkę whisky. Owszem mam właśnie do tego alkoholu niezmierną słabość. Przechyliłem szklaną butelkę by następnie moje gardło zalała wręcz gorąca ciecz.  O tak, kochanie brakowało mi ciebie. W tym samym momencie ponownie zaskoczyło mnie pewne odczucie. Muzyka nagle ucichła. 
Zespół zniknął ze sceny. W głośnikach niczym bomba wybuchł cover Mansona- Personal Jezus. Uśmiechnąłem się wrednie. Jeden z Jego wysłanników w postaci bohaterów sceny.  Upiłem kolejny łyk  alkoholu. Tym razem wyczułem znajomą unikalną woń. Nie odwracając wzroku moje zmysły odnalazły posturę chłopaka z ławki. Właśnie pojawił się w tłumie. Z kimś.  Jego donie pociągnęły mężczyznę w stronę ściany. Partner przygniótł go do zimnej powierzchni . Odwróciłem się. Widziałem  ich zarys pod ścianą na drugim końcu pomieszczenia. Przeszli powolnie do chciwych pocałunków. Po co ja się tym interesuje. Czemu kurwa coś karze mi iść do tego gówniarza. Zrobić cokolwiek. Nie dając nic po sobie poznać zająłem się  opróżnianiem butelki. Powoli zaczyna działać to na moje demoniczne nerwy. Nawet za bardzo..


Aut: Malwin 




















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz