uciekają od wszelkiego spokoju
i szukają demonów o stokroć gorszych
niż martwa cisza w pokoju…" - autor nieznany.
`Jiro`:
Co mogę powiedzieć o jego
bracie? Był zwyczajnym mężczyzną, niemniej tego samego wzrostu co
pewnie Jeff.. Świetnie, dlaczego musiałem akurat teraz zastać
kogoś z rodziny tego długowłosego? Westchnąłem cicho pod nosem,
dopijając herbaty którą owy chłopaczek przygotował, odpowiadając
na jego pytania dosyć lakonicznie, przez co zmieszany nawet nie wiedział co teraz począć. Kurwa, Ren... gdzie Ty u diabła jesteś?
Czyż nie powinieneś być w mieszkaniu? Lecz zaraz usłyszałem ciche
trzaskanie drzwiami oraz stukot łap o drewniane podłoże które
zwiastowało że jego kundel skierował się wprost do holu by
powitać nowego mieszkańca tego pomieszczenia. Na mojej twarzy
pojawił się nikły uśmiech a widząc minę Rena, zachciało mi się
śmiać lecz powstrzymałem owy wybuch śmiechu i zaraz podążyłem
za jego krokami, dziękując z uroczym uśmiechem za herbatę którą
przygotował William (Tak, nawet wiedziałem już jak się nazywa)
była naprawdę pyszna a i sam facet był uroczy. Znajdując się w
pokoju ciemnowłosego od razu usadowiłem się na jego łóżku,
podpierając dłonie o miękki materac, co spowodowało że moje
ciało delikatnie się odchyliło a nogi były rozchylone – w
mniejszym stopniu. Obserwowałem go bacznie swoimi zielonymi
tęczówkami, mając na twarzy ten ironiczny uśmieszek który niemal
każdego doprowadzał do białej gorączki – lecz nie jego – on
spokojnie się we mnie wpatrywał, oczekując z mojej strony
jakiejkolwiek reakcji, natomiast ja jedynie, grzecznie dalej
siedziałem na jego miękkim łożu w którym ostatnio spałem a
także... podobno się przelizaliśmy, byłem nawet teraz ciekaw
smaku jego ust, nie pamiętam go.
- Wyglądasz okropnie, jakby Cię ktoś samochodem przejechał... Ciężka noc?
Zacząłem rozmowę ani na moment nie spuszczając z niego swoich zielonych tęczówek. Był przystojny, fakt... w dodatku z pewnością miał powodzenie u kobiet jak i u mężczyzn, o ile z nimi w ogóle spał. Ale zaraz, całował się podobno ze mną czyli... lubił facetów? Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, po chwili zsuwając się z materaca by podejść do jego ciała, które było ode mnie o wiele większe, taki to zaszczyt zostać obdarzonym przez matkę naturę niskim wzrostem, Oh, jak się kurwa z tego cieszyłem! Jedyny plus był tego że byłem zwinny i szybki. Dźgnąłem go palcem w tors, co wywoła u niego kolejną falę zdziwienia, przejechałem o puszkiem palca wyżej, na jego szyję a zaraz podbródek w który pstryknąłem... zaśmiałem się cicho, powracając na swoje miejsce, z jedną różnicą - tym razem się położyłem, kładąc dłonie za głowę by miała ona jakie delikatne podparcie i teraz wpatrywałem się w sufit.
- Twój brat... nie jesteście spokrewnieni, prawda? Oczywiście mogę się mylić, jednakże nie widzę pomiędzy wami żadnego podobieństwa.
Mruknąłem, w sumie sam nie wiedziałem po co tak naprawdę tutaj przyszedłem. Ciekawość? Możliwe. Byłem człowiekiem dosyć ciekawskim dlatego też, to mogłoby być bardzo prawdopodobne. Zwilżyłem ponownie swoje suche usta, oczekując od niego jakieś reakcji, czegokolwiek... Ta cisza mnie wnerwiała, czy on naprawdę umiał się choć trochę wysłowić? Czy jego znajomi z nim w ogóle wytrzymywali? Czy w ogóle jakiś miał? Osobiście byłem samotnikiem, nie miałem nikogo przy sobie prócz Jeffa który, rzecz jasna był jedynie moim "ochroniarzem" a teraz? Próbowałem zbliżyć się do jakiegoś chłopaka, o którym nic kompletnie nie wiem! To chore... nigdy nie czułem potrzeby, przebywania z kimkolwiek. Luzie ranili i odchodzili, pozostawiając osobę samemu sobie... byli obłudni, kłamliwi oraz tchórzliwi, za własne życie mogli by oddać swoją własną rodzinę a wtedy demon, mój demon się cieszył. Nie byłem dobrym chłopcem, nigdy nie byłem i nigdy nie zamierzałem być. Skąd te przemyślenia? Moją głowę wypełniało tyle pytań na które z większości, nie znałem odpowiedzi. Westchnąłem zrezygnowany, unosząc się do siadu by ponownie zielonymi oczami, spojrzeć w jego stronę.
- Chyba Ci przeszkadzam,
I dopiero, wtedy poczułem ten zapach gdy mijałem jego osobę, odwróciłem się powoli w jego stronę, lustrując ponownie całe jego ciało... To niemożliwe, prawda? Lecz ten zapach, zapach zwęglonego ciała, płomieni. Zmarszczyłem delikatnie brwi, pozostawiając jeszcze w jego pokoju lecz gdy tylko chciałem ruszyć, zostałem pochwycony (a raczej moje ramię)w jego żelazny uścisk. Ponownie się odwróciłem w jego stronę, odgarniając lekkim ruchem głowy swoją lwią grzywkę by znów zmarszczyć brwi...
- Co? Nagle zachciało Ci się rozmowy?
Nie podobało mi się to. Ani to spojrzenie ani ten wyraz twarzy... jeśli to był, to wczoraj mnie widział. W demonicznej postaci, płonąc w pięknym błękitnym ogniu a on sam był... Demonem zesłanym na ziemię przez mego ojca. Uniosłem zaraz delikatnie brew ku górze, oczekując reakcji, odpowiedzi oraz czynów.
- Wyglądasz okropnie, jakby Cię ktoś samochodem przejechał... Ciężka noc?
Zacząłem rozmowę ani na moment nie spuszczając z niego swoich zielonych tęczówek. Był przystojny, fakt... w dodatku z pewnością miał powodzenie u kobiet jak i u mężczyzn, o ile z nimi w ogóle spał. Ale zaraz, całował się podobno ze mną czyli... lubił facetów? Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, po chwili zsuwając się z materaca by podejść do jego ciała, które było ode mnie o wiele większe, taki to zaszczyt zostać obdarzonym przez matkę naturę niskim wzrostem, Oh, jak się kurwa z tego cieszyłem! Jedyny plus był tego że byłem zwinny i szybki. Dźgnąłem go palcem w tors, co wywoła u niego kolejną falę zdziwienia, przejechałem o puszkiem palca wyżej, na jego szyję a zaraz podbródek w który pstryknąłem... zaśmiałem się cicho, powracając na swoje miejsce, z jedną różnicą - tym razem się położyłem, kładąc dłonie za głowę by miała ona jakie delikatne podparcie i teraz wpatrywałem się w sufit.
- Twój brat... nie jesteście spokrewnieni, prawda? Oczywiście mogę się mylić, jednakże nie widzę pomiędzy wami żadnego podobieństwa.
Mruknąłem, w sumie sam nie wiedziałem po co tak naprawdę tutaj przyszedłem. Ciekawość? Możliwe. Byłem człowiekiem dosyć ciekawskim dlatego też, to mogłoby być bardzo prawdopodobne. Zwilżyłem ponownie swoje suche usta, oczekując od niego jakieś reakcji, czegokolwiek... Ta cisza mnie wnerwiała, czy on naprawdę umiał się choć trochę wysłowić? Czy jego znajomi z nim w ogóle wytrzymywali? Czy w ogóle jakiś miał? Osobiście byłem samotnikiem, nie miałem nikogo przy sobie prócz Jeffa który, rzecz jasna był jedynie moim "ochroniarzem" a teraz? Próbowałem zbliżyć się do jakiegoś chłopaka, o którym nic kompletnie nie wiem! To chore... nigdy nie czułem potrzeby, przebywania z kimkolwiek. Luzie ranili i odchodzili, pozostawiając osobę samemu sobie... byli obłudni, kłamliwi oraz tchórzliwi, za własne życie mogli by oddać swoją własną rodzinę a wtedy demon, mój demon się cieszył. Nie byłem dobrym chłopcem, nigdy nie byłem i nigdy nie zamierzałem być. Skąd te przemyślenia? Moją głowę wypełniało tyle pytań na które z większości, nie znałem odpowiedzi. Westchnąłem zrezygnowany, unosząc się do siadu by ponownie zielonymi oczami, spojrzeć w jego stronę.
- Chyba Ci przeszkadzam,
I dopiero, wtedy poczułem ten zapach gdy mijałem jego osobę, odwróciłem się powoli w jego stronę, lustrując ponownie całe jego ciało... To niemożliwe, prawda? Lecz ten zapach, zapach zwęglonego ciała, płomieni. Zmarszczyłem delikatnie brwi, pozostawiając jeszcze w jego pokoju lecz gdy tylko chciałem ruszyć, zostałem pochwycony (a raczej moje ramię)w jego żelazny uścisk. Ponownie się odwróciłem w jego stronę, odgarniając lekkim ruchem głowy swoją lwią grzywkę by znów zmarszczyć brwi...
- Co? Nagle zachciało Ci się rozmowy?
Nie podobało mi się to. Ani to spojrzenie ani ten wyraz twarzy... jeśli to był, to wczoraj mnie widział. W demonicznej postaci, płonąc w pięknym błękitnym ogniu a on sam był... Demonem zesłanym na ziemię przez mego ojca. Uniosłem zaraz delikatnie brew ku górze, oczekując reakcji, odpowiedzi oraz czynów.