wtorek, 8 lipca 2014

Odpis 11.

"Ludzie opęta­ni sa­mot­nością
uciekają od wszel­kiego spokoju
i szu­kają de­monów o stok­roć gorszych
niż mar­twa cisza w pokoju…"
- autor nieznany.


`Jiro`:

Co mogę powiedzieć o jego bracie? Był zwyczajnym mężczyzną, niemniej tego samego wzrostu co pewnie Jeff.. Świetnie, dlaczego musiałem akurat teraz zastać kogoś z rodziny tego długowłosego? Westchnąłem cicho pod nosem, dopijając herbaty którą owy chłopaczek przygotował, odpowiadając na jego pytania dosyć lakonicznie, przez co zmieszany nawet nie wiedział co teraz począć. Kurwa, Ren... gdzie Ty u diabła jesteś? Czyż nie powinieneś być w mieszkaniu? Lecz zaraz usłyszałem ciche trzaskanie drzwiami oraz stukot łap o drewniane podłoże które zwiastowało że jego kundel skierował się wprost do holu by powitać nowego mieszkańca tego pomieszczenia. Na mojej twarzy pojawił się nikły uśmiech a widząc minę Rena, zachciało mi się śmiać lecz powstrzymałem owy wybuch śmiechu i zaraz podążyłem za jego krokami, dziękując z uroczym uśmiechem za herbatę którą przygotował William (Tak, nawet wiedziałem już jak się nazywa) była naprawdę pyszna a i sam facet był uroczy. Znajdując się w pokoju ciemnowłosego od razu usadowiłem się na jego łóżku, podpierając dłonie o miękki materac, co spowodowało że moje ciało delikatnie się odchyliło a nogi były rozchylone – w mniejszym stopniu. Obserwowałem go bacznie swoimi zielonymi tęczówkami, mając na twarzy ten ironiczny uśmieszek który niemal każdego doprowadzał do białej gorączki – lecz nie jego – on spokojnie się we mnie wpatrywał, oczekując z mojej strony jakiejkolwiek reakcji, natomiast ja jedynie, grzecznie dalej siedziałem na jego miękkim łożu w którym ostatnio spałem a także... podobno się przelizaliśmy, byłem nawet teraz ciekaw smaku jego ust, nie pamiętam go.
- Wyglądasz okropnie, jakby Cię ktoś samochodem przejechał... Ciężka noc?
Zacząłem rozmowę ani na moment nie spuszczając z niego swoich zielonych tęczówek. Był przystojny, fakt... w dodatku z pewnością miał powodzenie u kobiet jak i u mężczyzn, o ile z nimi w ogóle spał. Ale zaraz, całował się podobno ze mną czyli... lubił facetów? Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, po chwili zsuwając się z materaca by podejść do jego ciała, które było ode mnie o wiele większe, taki to zaszczyt zostać obdarzonym przez matkę naturę niskim wzrostem, Oh, jak się kurwa z tego cieszyłem! Jedyny plus był tego że byłem zwinny i szybki. Dźgnąłem go palcem w tors, co wywoła u niego kolejną falę zdziwienia, przejechałem o puszkiem palca wyżej, na jego szyję a zaraz podbródek w który pstryknąłem... zaśmiałem się cicho, powracając na swoje miejsce, z jedną różnicą - tym razem się położyłem, kładąc dłonie za głowę by miała ona jakie delikatne podparcie i teraz wpatrywałem się w sufit.
- Twój brat... nie jesteście spokrewnieni, prawda? Oczywiście mogę się mylić, jednakże nie widzę pomiędzy wami żadnego podobieństwa.
Mruknąłem, w sumie sam nie wiedziałem po co tak naprawdę tutaj przyszedłem. Ciekawość? Możliwe. Byłem człowiekiem dosyć ciekawskim dlatego też, to mogłoby być bardzo prawdopodobne. Zwilżyłem ponownie swoje suche usta, oczekując od niego jakieś reakcji, czegokolwiek... Ta cisza mnie wnerwiała, czy on naprawdę umiał się choć trochę wysłowić? Czy jego znajomi z nim w ogóle wytrzymywali? Czy w ogóle jakiś miał? Osobiście byłem samotnikiem, nie miałem nikogo przy sobie prócz Jeffa który, rzecz jasna był jedynie moim "ochroniarzem" a teraz? Próbowałem zbliżyć się do jakiegoś chłopaka, o którym nic kompletnie nie wiem! To chore... nigdy nie czułem potrzeby, przebywania z kimkolwiek. Luzie ranili i odchodzili, pozostawiając osobę samemu sobie... byli obłudni, kłamliwi oraz tchórzliwi, za własne życie mogli by oddać swoją własną rodzinę a wtedy demon, mój demon się cieszył. Nie byłem dobrym chłopcem, nigdy nie byłem i nigdy nie zamierzałem być. Skąd te przemyślenia? Moją głowę wypełniało tyle pytań na które z większości, nie znałem odpowiedzi. Westchnąłem zrezygnowany, unosząc się do siadu by ponownie zielonymi oczami, spojrzeć w jego stronę.
- Chyba Ci przeszkadzam,
I dopiero, wtedy poczułem ten zapach gdy mijałem jego osobę, odwróciłem się powoli w jego stronę, lustrując ponownie całe jego ciało... To niemożliwe, prawda? Lecz ten zapach, zapach zwęglonego ciała, płomieni. Zmarszczyłem delikatnie brwi, pozostawiając jeszcze w jego pokoju lecz gdy tylko chciałem ruszyć, zostałem pochwycony (a raczej moje ramię)w jego żelazny uścisk. Ponownie się odwróciłem w jego stronę, odgarniając lekkim ruchem głowy swoją lwią grzywkę by znów zmarszczyć brwi...
- Co? Nagle zachciało Ci się rozmowy?
Nie podobało mi się to. Ani to spojrzenie ani ten wyraz twarzy... jeśli to był, to wczoraj mnie widział. W demonicznej postaci, płonąc w pięknym błękitnym ogniu a on sam był... Demonem zesłanym na ziemię przez mego ojca. Uniosłem zaraz delikatnie brew ku górze, oczekując reakcji, odpowiedzi oraz czynów.



sobota, 15 lutego 2014

  Przepraszam, że  dopiero teraz raczyłem dopiero ruszyć dupę  i odpisać. Nauczyciele nie dają mi nawet wytchnąć. Przez  szkołę nawet nie mam czasu tchnąć kompa. No ale jestem. Skoro mam już wolne zamierzam to wykorzystać  w pełni. Pewnie za dwa tygodnie zniknę na kolejny okres czasu. Oby nie. Jednak jak już dam się wciągnąć w wir nauki to bardzo trudno mi z niego wyjść. Miejmy jednak nadzieję iż dość szybko będę dostarczać odpisy. 

~

 

 

Rozdział 2

"Demony"

 ✝ Odpis 10


" Jestem jak wąż. Wiję się po twoim ciele by je zjeść"

Byłem nieco zaskoczony jego opinią. Pozwoliłem sobie na uśmiech. Taki wredny, typowy. 

- Ktoś musi być w tym dobry. 

Wzruszyłem ramionami  opierając się o blat.  Uniosłem brew słysząc jak ponownie urządzenie chłopaka wibruje. Ktoś go bardzo pilnuje. Może rodzice? Chociaż nie. W końcu to ostatnia klasa liceum. Nie wygląda tez na takiego co to mieszka z kochającą rodzinką. Takie przynajmniej mam wrażenie. Eh.. Co ja dziś będę robił? Może do wieczora wezmę Hadley na miasto? Tyle opcji. Zawsze też można jechać do wesołego miasteczka. Na tyle wesołe na ile może. Ostatnio podobno ktoś nowy wziął to wszystko na  swoje barki. Przydałby się remont, nie zaprzeczę. Chociaż tak myślę to mam ochotę na salon gier. Tak. To jest to. Raz na jakiś czas chyba mogę  się zabawić. Pytanie czy moja przyjaciółka będzie zdolna wstać z łóżka. Raz: Pewnie padła ofiarą swojego chłopaka i były dzikie seksy całą noc. W tym wypadku prawdopodobnie będzie leżeć  do końca dnia w łóżku. Facet jest czasem trochę zbyt brutalny. Dwa: Mogła się schlać a dziś mieć takiego kaca, że hoho. Hadley na kacu potrafi obić mordkę za byle gówno. Wtedy to jej chłopak ma przerąbane. No i ja, jeśli  do niej pójdę. Kurwa co tu zrobić ze sobą. Myślenie przerwało mi wyznanie Jiro. 

- Nikt ci nie broni. 

Wymamrotałem przeczesując otwartą dłonią włosy. Przyjrzałem mu po  raz, nie wiem który. Te rudawe włosy. Powoli zaczynam mieć wrażenie, że gdzieś go widziałem. Ren brawo masz już schizy. Chociaż te jego typowe rysy twarzy  dają do myślenia. Zazwyczaj pamiętam twarze ludzkie. W tym przypadku nie mogłem przywołać chwili, w której musiałem go widzieć. Chłopak wstał ponaglony kolejnym telefonem. Pomachałem mu w geście pożegnalnym. Na nic więcej mnie raczej stać nie było. Ta, do zobaczenia. Jak mnie w nocy nie  skują  to będzie  zajebiście. Głodny jestem, a raczej głodny jest mój towarzysz. Zeszłej nocy nie bardzo było się czym najeść. Gdzie się podziało całe  zł0 ostatniej nocy? No chyba, że większość zrobiła protest i została w domach. Czy gdzie tam jest ich siedziba. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. W międzyczasie o moją nogę  otarł się pysk Boyda. Uśmiechnąłem się wrednie.
- No co ?

Uniosłem brew patrząc w oczy psa. Zwierzę cicho szczeknęło. Mam ochotę na trawkę. Ruszyłem swoje cztery litery do pokoju. Wyjąłem skręta i zapaliłem. Och tęskniłem za tym odorem. 

***

Naciągnąłem na ramiona ramoneskę. Zaciskając zębów ubrałem skórzane rękawiczki. Kurwa nie wytrzymam zaraz. Przed domem w płomieniach stał mój motocykl. Było już dobrze po 24.  Mało kogo obchodziłoby światło na zewnątrz. Dosiadłem maszyny, która wręcz buchnęła ogniem. Moje ciało poddało się demonowi. Czułem jak powoli coś rozrywa je od środka. Śmiałem się jak pojebany. To było coś dla mnie już przyjemnego. Jak skóra na moim ciele płonęła, spalała się. Zostawały same kości. Przy każdym pierwszym ruchu strzelały. Potrząsnąłem głową patrząc się przed siebie. Nacisnąłem pedał gazu  i ruszyłem. Hahah... Czuje. Wyraźnie. Ta smakowita woń zła. Brudu. Takie skupisko. Moje ciało gnało wręcz ku uczcie. Czy można było nazwać mnie trzeźwym? No w sumie nie. Moja kontrola nad Demonem była duża. Niestety nie bardzo lubiłem ją ograniczać. Nie mam nic do tego, że pożeram ludzkie dusze. Powiem więcej. Moja ludzka część też bardzo to lubi. To  zajebiste uczucie kiedy słyszysz krzyk   cierpienia. O..A cóż to? Tak, to On. Sam Satan na ziemi. Pewnie podszył się pod jednego z nich. Ach.. Tyle wygrać jednej nocy. Będę zabijał to ścierwo tyle  razy ile będzie potrzeba. Zniszczę gnoja. Gardzę nim. Wjebał mnie w to gówno. Zesłał mnie w ludzki świat. Dał ciało. Kurwa tak kruche i marne. Ale za to jak przydatne. Jednak nie tylko Demon gardzi Satanem. Prawda jest taka. Wychujał nas obu. Ja muszę się męczyć i Jeździec. Chociaż nie. Tylko on. Bo w sumie to podpierdalam mu moce. Ojej. Jak mi przykro. Wjechałem na teren  hangaru. Mmm .. tyle ścierwa. Kurwa, co do chuja? Czemu  woń blednie. Czyżby ktoś tam zabijał? Nie no.. Nawet woń samego Lucyfera przesiąkła ludzkim odorem. No  chyba nie. Nie pierdolcie, że nic  dla mnie nie zostanie. Nacisnąłem gaz  jadąc prosto na ścianę. Trochę tylko ją  uszkodzę.. Wjechałem w pełnej mocy na ścianę, rozrywając ją. Koła motocykla wylądowały na ciemnej posadzce. Powolnie zbadałem płonącymi oczodołami będących tu ludzi. Umierający. Natychmiast  niczym cień znalazłem się przed nim. Patrząc w grzeszne oczy. Moja żuchwa nico opadła.  Powolnie wsysając całe życie. Było to jak orgazm. Nie, trochę mniej przyjemne. Towarzyszyły temu krzyki, lamenty. Jednak smak jego czynów był wyborny. Nagle tak po prostu żuchwa wróciła na swoje miejsce. Zaś ciało faceta opadło na ziemię.Miał wypalone oczodoły. Mój demoniczny zmysł odnalazł coś z Satana. Coś co równie nagle zniknęło. Nic nie czułem. Kurwa. Widząc rudego chłopaka zbliżyłem się. Czysty i grzeszny. Moja głowa przekrzywiła się  nienaturalnie. Zaczynało coś szwankować. Jakby ktoś  chronił gówniarza. Zrobiłem kilka kroków w tył. Nagły pisk przeszywający moje ciało spowodował, że ryknąłem. Zwęglone rękawice złapały płonącej czaszki. Kurwa. Czułem to. Wszystko  bolało. Niemiłosiernie. Widziałem jak ostatni ocalały uciekł. Jiro. To był on. Jestem tego pewien. Co on tu robił? Kurwa. Nawet myśleć już nie mogę. Gwałtownie wszystko ustało. Upadłem jako człowiek na ziemię. Wszystko było czarne. Byłem wyczerpany. Co się stało...

***

Obudził mnie smród gnijącego mięsa. Otorzyłem oczu odruchowo osłaniając je przed rażącym światłem dnia. Spróbowałem usiąść. Wszystko mnie boli. Złapałem się za głowę, która wręcz płonęła z bólu. Wszystkie wspomnienia z wczoraj jakoś umknęły. Co nieco sobie przypominam. Jakiegoś uciekającego chłopaka. I ten pisk. Wzdrygnąłem się. Nie chcę tego powtarzać. O nie. Podniosłem się i lekko zachwiałem. Wsparłem się o motor koło, którego się obudziłem. Oddychałem   trochę  z trudem. Chwilę tak trwałem w bezruchu by nieco nabrać sił. Wsiadłem na motor i ruszyłem. Wody. Nawet takiej z  Czarnobyla. 

***

Pierwsze co rzuciło się w moje oczy to obce buty w holu. Słychać było rozmowy z kuchni. Boyd przybiegł się przywitać. Pogłaskałem go. Zdjąłem glany i zainteresowany ruszyłem do kuchni. Otworzyłem szerzej oczu widząc w niej Rudzielca ze szkoły i mojego brata. Rozmawiali pijąc herbatę. To są jakieś żarty tak? Rzuciłem rękawiczki na szafkę. 

W:- O demon wrócił. Jak się miewasz? 

Zapytał William z szerokim uśmiechem. 

-Zajebiście.

Mruknąłem podchodząc do blatu i chwytając pełną butelkę wody. Wypiłem wszystko. Niemal  za jednym razem. Ciekawiło mnie co robił tu Rudzielec. Gestem dłoni zaprosiłem go by poszedł za mną. Osobiście skierowałem kroki ku swojemu pokojowi. Czego chciał? Tonie moment na rozmowy. Wyglądam jakby ktoś po mnie przejechał. Serioo.. Tak  też się czuje.

wtorek, 14 stycznia 2014

Rozdział II Demony Cześć 9 - 2/2

"Zrodzeni w mroku nocy, dążymy do władzy przez krew, gdyż opętani jesteśmy żądzą dominacji niczym psychopaci i mordercy, którymi jesteśmy. „ Myślisz, że zło nas szu­ka? Wręcz prze­ciw­nie. Go­nimy je, aż nas nie złapie." Jonathan Carroll.

czy już nie wspominałem o mojej nocy? Oh, czyli muszę ci wszystko opisać... Proszę Bardzo. Gdy wziąłem prysznic niemal od razu udałem swe kroki w stronę swojego pokoju spowitego w czerni, nie wiedziałem czemu.. ale podobał mi się ten kolor w pokoju w którym przebywałem. Może to tylko dlatego że nie pochodziłem z ludzi, tu żyjących na ziemi... byłem...demonem, zesłany na tą piękna ziemię by siać zamęt i zniszczenie. Przejechałem swoją dłonią po swojej rudej grzywie, gdzie ta mimo mego uczesania i tak upadła na to cholerne miejsce, drażniąc mnie ponownie. Musiałem ją albo ściąć, albo skrócić. Irytowało. Westchnąłem rozeźlony pod nosem, chowając dłonie do kieszeni od spodni i podchodząc do dużej skrzyni, na której zostały wyryte dziwne znaki. Mogłem spokojnie je odczytać, nachylając się nad wiekiem delikatnie lustrując wzrokiem owy napis. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, gdzie kąciki ust za chwilkę podniosły się ku górze a moja dłoń otwarła skrzynię, która potem dotykała klingi... Założyłem za pas broń, którą miałem zamiar ze sobą zabrać i ruszyłem na dół, gdzie tam czekał już na mnie Jiro. Zawsze w pogotowiu. Zawsze chciał mi towarzyszyć w takich chwilach i właśnie taka chwila nadeszła. Dzień nocy zgrozy, mroku, krwi i wypełnionej wielką namiętnością.
[...]
Będąc w opuszczonym hangarze, uniosłem delikatnie brew ku górze. Serio? Tutaj się chowały te goryle? Czy to była jakaś popieprzona historia o Mafii i ich bandzie idiotów? Świetnie. Tym lepsza będzie rzeź. Skoczyłem na pobliskie drzewo, by poszukać jakieś dziury albo chociaż wentylacji przez którą mógłbym przejść, byłem dosyć chudym człowiekiem dlatego też nie były dla mnie trudne takie zajęcia. Zmarszczyłem brwi, nasłuchując rozmowy mężczyzn. Oh... Kobieta... Chodziło o kobietę. Czyżby jedna i druga strona zakochała się w tej samej kobiecie? Smutne Kurwa. Nie dożyją nawet jednego dnia by zobaczyć jej kolejną, uśmiechniętą buźkę. Jednak tor rozmów za chwilkę skoncentrował sie na mojej osobie. Cóż... Czyżby dalej był zły o swojego, kochanego, młodszego braciszka? Przecież to on lgnął do mnie jak mucha, nie mogłem się od niego uwolnić ciągle go czymś zbywając. Udało się... Jednak do czasu. Nawet kochany basista był o niego zazdrosny. Zaczynało być wszystko męczące. Podkradłem się bliżej, kucając na gałęzi, by usłyszeć dalsze strzępy rozmowy.
- A wiec co... Myślisz że już go załatwiliśmy?
- Tak, już nie tknie mojego brata. Tknął go by tylko palcem...
- Udusiłbyś. Wiemy...Jednak... ładny był.
- Słucham?
Zaśmiałem się pod nosem, zasłaniając usta otwartą dłonią. Świetnie... bujał się we mnie nawet ten dres. Cóż, ciekawie by było go mieć po swojej drodze aczkolwiek... Chyba miałem inne plany do załatwienia. Przelazłem przez otwór w dachu, cicho stąpając po metalowym podłożu. Schody, również były zrobione z tego samego materiału lecz na samej górze również było coś niemalże podobne do jakiegoś małego składzika, w którym roiło się aż od guzików, przycisków i innego badziewia. Nie miałem zamiaru tego użyć. Wyjąłem nożyk, który miałem przypięty do swego pasa i powoli zakradałem się do trzech zbirów, których nagle nabyło więcej. Tak... to chyba była jakaś popieprzona mafia... Świetnie. Wpadłem. Cholera. Nie może być odwrotu. Najwyżej ludzie mi kiedyś podziękują że ich zabrakło na tym świecie. Jeff czekał na zewnątrz, miał się pojawić wtedy gdyby coś poszłoby nie tak a jestem pewien że pójdzie coś nie tak. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, celując małym nożykiem w stronę jednego z mężczyzn, obróconego do mnie tyłem, w skórzanej kurtce. Był łysy, na dodatek miał trochę więcej masy niż normalny człowiek. Z pewnością miał ogromną siłę,dlatego tez miałem zamiar zlikwidować go jako pierwszego. Większy problem, potem te mniejsze.. Rzuciłem nic, celując prosto w tył głowy. Zaraz po tym padł jak martwa kukła. Zaczęli się gorączkowo rozglądać, znajdując mnie zaraz na samej górze, pomachałem im uśmiechając się pod nosem a zaraz potem zniknąłem, znajdując się na samym dole z tym samym nożykiem który teraz wbijał się w krtań jednego z goryli. Gdy go wyciągnąłem, krew trysnęła a ja zwinnie bawiłem się moją zdobyczą, czekając na czyiś ruch... Dopiero po chwili zorientowałem się że ktoś jest wokół tego hangaru, nie był to człowiek ale też nie mogłem pozwolić sobie na to by ktoś zobaczył mnie w demonicznej postaci. Szlag. Będę musiał sobie z nimi poradzić w tym ciele. Westchnąłem ciężko, unikając ataku który właśnie został skierowany w moją stronę. Podkosiłem jednego z członków tej bandy, który upadł z głuchym łoskotem na ziemię a sam nakierowałem swój sztylet prosto w serce, swojego, małego oczka w głowie...
Autor: NaNa.

niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 2 Demony Część 9.

Przepraszam że tak długo musieliście czekać na mój odpis, jednak nie miałam czasu by się za to zabrać. Jednak już dziś on jest :) Po za tym... Mając nowy rok życzę Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku! :D

"Byłem martwym, dopóki nie spotkałem ciebie. Udającym życie, bezsilnym ciałem. Istnienie bez siły, bez możliwości zmiany swego kursu, było podobne do powolnej śmierci."

Kurwa... serio? Schowałem swoją twarz w dłoniach, delikatnie nią kręcąc w geście zaprzeczenia. Zapamiętać... Nie pić w jego towarzystwie. Jak mogłem coś takiego zrobić? Ja? Dobrze że tylko się przelizaliśmy, na jego nieszczęście poszłam spać. Świetnie. Bardzo dobrze. Dobrze że do niczego nie doszło, nie chciałbym mieć jakiekolwiek kontaktu fizyczne w szkole, mimo że już kilku się to udało. Sami chcieli, a ja sam nie mogłem powstrzymać swojego pragnienia. Podniosłem głowa, patrząc na wszystkie potrawy które właśnie kładł na stół, a moja brew delikatnie uniosła się ku górze... Smacznie pachnie. Pierwszy raz będę jeść normalne, zdrowe żarcie zrobione przez jakąś osobę. Jedzenia Jeff'a bym nie tknął, za bardzo bym się bał że może mnie otruć dlatego czasami sam coś przygotowywałem, jednak były to bardzo proste dania albo też czasami jedzenie z proszków. Westchnąłem cicho pod nosem, biorąc Al'a krokieta w dłonie, i zanurzając go w swoich ustach. To było... takie pyszne, mógłbym to jeść cały dzień. No cóż, trzeba było przyznać że do gotowania to miał dar.
- Pyszne. Pierwszy raz jem przyrządzone coś przez kogoś.
Mruknąłem, zjadając jeszcze jednego krokieta. Cóż... warto było jednak zostać na tym śniadaniu, jednak na kija tego, tyle robił? Sam tego wszystkiego nie zjem, po za tym za jakieś dobre pół godziny musiałbym się pokazać mojej niańce. W sumie... Gdzie ten się szlajał cały dzień dopiero teraz dzwoniąc? Mało mnie to obchodzi, jednak to było dziwne. Zawsze gdy znikałem, miałem pełną skrzynkę wiadomości i tysiąc nagrań na mojej poczcie głosowej. Doprawdy. Nie mogłem sobie znaleźć o wiele lepszą niańkę od niej... jednak do kuchni miał zakaz wchodzenia, jak można doprowadzić do tego by woda wyparowała z garnka? Idiota. Czując że już się najadłem, popiłem jeszcze zimną wodę, odkładając puste, szklane naczynie na ciemny blat stołu. I tak zjadłem większość cześć tego co przygotował. To było takie pyszne. Może Jeff nauczyłby się czegoś od niego.
- Chyba zacznę do Ciebie przychodzić na śniadanie.
Uśmiechnąłem się pod nosem, lecz czując wibrację która narodziła się w kieszeni moich spodniach, westchnąłem cicho pod nosem. Ależ niecierpliwy Demon. Będę musiał sie zbierać. Wstałem od stołu, zabierając w dłonie swoją skórzaną kurtkę, która o dziwo leżała na wieszaku a po chwili znalazła się na moich ramionach. Zerknąłem zza ramienia, na chłopaka z którym spędziłem tą jakże iście wspaniałą noc a na mojej twarzy ponownie uniosły się kąciki ust.
- Do zobaczenia w szkole.
Wyszedłem, kierując swe kroki w stronę mieszkania. Nawet jeśli byliśmy daleko, spokojnie bym odnalazł to miejsce, a raczej miejsce w którym przebywałem. Nie wiedziałem jak długo tutaj jeszcze zagoszczę, może rok... dwa. Nie wiem. Na razie bawi mnie kuszenie innych do złych czynów, nigdy nie byłem dobrym dzieckiem więc dlaczego miałbym to zmieniać? Szatan aż cieszy się z takich rzeczy. Schowałem dłonie do swoich spodni, cicho pogwizdując. Szukałem paczki papierosów. Nie było ich. Trudno. Kupię po drodze. Potrzebuję teraz tego trującego dymu, który będzie się we mnie wżerał powoli, aż do mojego umysłu jednak Śmierć i tak nie nastąpi. Parę od ładnych paru lat, będąc u lekarzy zawsze można było zobaczyć idealne wyniki na mojej karcie. Westchnąłem cicho pod nosem, zaczesując swoje rudą grzywkę od góry lecz należąc ona do rzeczy martwych i tak znalazła się na swoim miejscu, jeszcze bardziej mnie dzisiaj irytując. Świetnie.
[...]
Ściągnąłem z siebie czarną, skórzaną odzież rzucając ją prosto w stronę wieszaku,a moje czujne oczy rozglądnęły się dookoła, unosząc delikatnie brew ku górze. Było tutaj tak... czystko, spokojnie i jeszcze nie wyskoczył mi on, z tym swoim cudownym powitaniem. Przechodząc do salonu, uśmiechnąłem się wrednie widząc czarną czuprynę zza oparcie fotela. Spał. Pierwszy raz widziałem go jak śpi. Podszedłem bliżej, nachylając się doń by w końcu wyczuł moją obecność i tak też się stało. Przebudził się a jego czerwone, kocie oczy spojrzały się w moją stronę, na twarzy zaczął zdobić się grymas niezadowolenia.. Najchętniej teraz by mnie zabił. Oh, kochałem tą mimikę... kochałem go denerwować i robić mu na złość. Tak uroczo się wtedy wściekał. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, prostując swoje ciało by teraz stać nad nim.
- Dzień Dobry śpiąca królewno. Czego chcesz? Nie bez powodu mnie tutaj przytargałeś.
Czarnowłosy usiadł na miękkiej kanapie, przejeżdżając otwartą dłonią po swojej twarzy. Widocznie był zmęczony a za chwilkę jego głos, odbił się o moje uszy. Był zły, mogłem to wyczuć już zanim się tutaj znalazłem.
J: - Gdzie. Ty. Wczoraj. Byłeś?
- Nieważne, musimy coś dzisiaj zrobić. Pomożesz mi w tym. Muszę z kimś odegrać rachunki, poza tym... ich czas się kończy.
J: - Rozumiem...
Wstał, kierując swe kroki w stronę łazienki a ja podszedłem do kuchni, nalewając do szklanki kolejną porcję wody. Była dla mnie dzisiaj jak zbawienie. Byłem ciekaw czy znowu stanie na mojej drodze... i dlaczego nazwałem go swoim "Księciem?" Owszem... podobał mi się, owszem był w moim guście ale cholera jasna... nikt ze mną długo nie wytrwał. Nie, powinienem to ując inaczej oni nie mogli ze mną wytrwać, za dużo kłopotów, nie byłem kimś godnym zaufania. Muszę się przebrać. Teraz. Natychmiast. Skierowałem swe kroki w stronę drugiej łazienki bo w końcu... Czeka mnie noc pełna wrażeń. 

Autor: Nana.



Jeff:


poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 2

"Demony"

 ✝ Odpis 8


" Życie nauczyło mnie nieufności. Czego ciebie nauczy?"

 Wróciłem do domu ok.5:00? Nawet nie czułem potrzeby snu. Nic. W sumie nie było nawet sensy w położeniu się spać. I tak za 1 h musiałbym ruszyć dupę z łóżka. Usiadłem na kanapie i chwyciłem jakąś książkę. Poczytam sobie. Później zrobię śniadanie. Muszę w końcu  ogarnąć tego gówniarza. Ehh.. Powinienem  go tam zostawić.  Każda znajomość ze mną jest ryzykiem. Może i nie należy w całości do istot tego świata. Jednak mimo wszystko wpędziłbym go w jakieś gówno.  Prędzej czy później. Westchnąłem patrząc na literki równo zapisane na kartkach książki. Zająłem się tym.  Jednak i tak moja świadomość nie potrafiła skupić się na niczym. Ten obcy zapach zajmował każdy fragment domu. Z jednej strony paraliżował jeźdźca a z drugiej go prowokował i pobudzał. Powinienem mieć na to wyjebane jak zwykle, jednak było to co najmniej trudne. Raczej unikałem świadków moich szarży podczas przemiany.  Bo niekiedy zachodzi ona w miarę spokojnie a niekiedy potrafię wysadzić kuchenkę w sąsiednim domu. To drugie zdarzyło się już ze dwa razy. To też z tej przyczyny zazwyczaj wstrzymuję przemianę i usuwam się w miejsca zagubione. Czyli samotne i nieodwiedzane przez nikogo. No, ewentualnie przeze mnie. Nie  ukrywam iż miałem do takich samotni sentyment. Potrafiłem znikać tam całymi dniami. Ja i ruiny domów bądź zniszczone, stare lasy.  Najbardziej i najczęściej kierowałem się do opuszczonej całkowicie dzielnicy, całkiem niedaleko od mojego domu. Przez długi czas trzeba przemierzać odosobnioną drogę by na jej końcu znaleźć kilka zaczętych budowli domów. Następnie parę totalnie zniszczonych bloków i ze dwa domy w dobrym stanie bez okien oraz drzwi. W jednej z pozostawionych samym  sobie budowli lubiłem się zaszyć. Głównie siadałem na cementowym, nieskończonym i nieograniczonym balkonie. Był on typowej wielkości  1,5m x 2,5m.  Więc nic specjalnego. Pod nim rozciągał się taras, na który można było wejść bocznymi schodami. Tam również znajdowały się, a raczej miały, główne drzwi do domostwa. Czytanie książki jednak mało się sprawdziło. Odłożyłem stertę kartek na swoje miejsce. Zastanawiam się czy ten gówniarz sam wstanie. No i kiedy to nastąpi.. Niechętnie podniosłem się z kanapy. Wziąłem paczkę fajek leżących na blacie i wetknąłem jedną z nich do ust. Zapaliłem. Mm Kochany posmak tytoniu. Oparłem się o blat patrząc za czymś co mogę zrobić. A  może tek śniadanie?  Tylko co kurwa na śniadanie zrobić. Podszedłem do lodówki i otworzyłem ją w poszukiwaniu inspiracji. Piwo, whisky, mleko, kabanosy, sałata, ser.. Kocham zaopatrzenie własnej kuchni. Spojrzałem na zegarek. No... za chwilę 6. Na kacu raczej nie obudzi się wcześniej niż o 10. Pozwoliłem sobie na chwilę wejść do pokoju i zgarnąć kilka świeżych  ubrań. Obcy jak widać spał i to głębokim snem. Boyd chwilowo uniósł łeb by na mnie spojrzeć po czym na powrót wtulił go w plecy chłopaka. Uśmiechnąłem się lekko po czym zamknąłem  za sobą drzwi. Moim kolejnym przystankiem była łazienka. Wziąłem szybki prysznic  oraz w miarę się ogarnąłem. Włosy wyjątkowo zostawiłem rozpuszczone. Musze coś z nimi zrobić bo mnie kurwa trafi. Dziś miałem na sobie czarny bluzo-sweter z rysunkiem szkieletu w stroju zakonnicy z książką w ręku. Obrazek był przycięty tak by widać było  postać od pasa w górę. Na rysunku białymi literami widniało " See you in the hell". Całość zrobiona byłą na czarnym materiale. Do tego miałem czarne rurki, standardowo podarte i bogate w łańcuchy.  Były na mnie nieco za duże, to też trzymały się na połowie tyła  odsłaniając czarne bokserki. Oczy jak zwykle podkreśliłem czarną kredką. Dla odmiany septum wymieniłem na złote, zakończone kolcami. No wyglądam całkiem całkiem. Opuściłem łazienkę by następnie zakosić kilka papierkowych dolarów i ukryć je w tylnej kieszeni spodni. Telefon schowałem do wnętrza ramoneski, która już znalazła się na moich ramionach. Kierunek- Centrum i jakikolwiek kurwa sklep. 
 ***
 Z trudem otworzyłem drzwi do domu.Zapach obcego nadal spowijał mieszkanie. Czyli jeszcze śpi. Położyłem  wszystkie reklamówki na  blacie, a było ich sporo. Kupiłem wszystko co przyda się do robienia śniadania na następny tydzień a nawet dwa. Nie jestem fanatykiem gotowania. Niestety ktoś musi, a że uczono mnie tego od bardzo dawna to mam w tym spory zakres wiedzy. No i oczywiście opinie iż jestem zajebistym kucharzem. Rozłożyłem wszystkie produkty po szafkach i lodówkach przy okazji pozbywając się  przeterminowanych. Wszystko co potrzebne do dzisiejszego gotowania zostało na blacie. Nadal jest trochę za wcześnie by zająć się śniadaniem. Może tak..upiekę ciasteczka?  Proste, zabiera trochę czasu i będzie coś jadalnego. W sumie nie taki zły pomysł. Podwinąłem rękawy Biorąc z szafki jedną z moich książek, w których trzymałem tony kartek z przepisami. Znalazłem ten właściwy i ustawiłem go w widocznym miejscu. To musiało komicznie wyglądać. Wysoki chłopak, który nawet nie wygląda na kogoś kto umie gotować krząta się w kuchni.  Przeważnie to kobieta powinna siedzieć w kuchni.  W tym domu jednak brakuje kobiety.  A że jako jedyny umiem obchodzić się z kuchnią i zrobić coś jadalnego to mi przypadł obowiązek gotowania. William czasem ma problemy by zrobić jedzenie z puszki czy z opakowania. Nie mówiąc już o czym na miarę jajecznicy. Gdyby nie ja cały jego majątek poszedł by na jedzenie na mieście. Ewentualnie żerowałby u swojej dziewczyny. Bardzo miła z niej kobieta, zazwyczaj spędza z nami święta i doprowadza Williama do porządku. Tato..? Co z nim się dzieje? Pracuje. Nawet święta spędza za granicą. Odwiedza nas średnio raz a trzy miesiące. A  czasem nawet rzadziej. Tak już jej gdy dzieli nas ocean. Aktualnie mój " kochany"  ojciec jest we Francji gdzie ma jeden z wielu domów. Jak i pewnie kochanek. W moich oczach jest  nikim. I szczerze dla mnie może nigdy nie przyjeżdżać. Co miesiąc również dostajemy kasę na utrzymanie. Średnio jest to ok. 4  tysiące. Czasem więcej czasem mniej.  Mieszkanie opłacamy sami, a że jest małe i tanie, nie idzie na nie aż tak dużo kasy. Dalej tylko rachunki i tego typu rzeczy. William dorabia również bo większość kasy idzie na dragi.  Ja zbytnio nie mam na co wydawać, to też kasa się gromadzi. Wstawiłem gotowe już do pieczenia ciastka. No, za co najmniej 45 minut będą gotowe. Spojrzałem na zegarek. W sumie mogę się zabrać  za śniadanie. Pomyłem gary  i zająłem się śniadaniem. Wpierw pokroiłem pierś z kurczaka na mniejsze kawałki starannie oczyszczając ją z chrząstek czy innego syfu. Doprawiłem kawałki kurczaka kilkoma przyprawami i wrzuciłem do garnka. Następnie pokroiłem umytą już paprykę  i pieczarki. Wsypałem wszystko do osobnej miski wraz  z kukurydzą. Moim następnym zadaniem było zrobienie naleśników. Ta, szczerze powiedziawszy lubię eksperymenty. Owe śniadanie jednym z nich było. Gdy mięso w miarę się podsmażyło  dodałem do niego zawartość miski i trochę sera żółtego. Naleśniki robiły się na drugiej patelni.  W między czasie dźwięk nastawionego budzika oznajmił iż ciasteczka są gotowe do spożycia.  Wyjąłem  blachę i oceniłem ich wygląd. Zjadliwe.. Wszystko wsypałem do  miski i postawiłem na blacie. Kto będzie chciał to sobie weźmie. Gotowy warsz lądował na naleśnikach, a następnie zwinnie w nich ukrywany. Wyglądało to jak..krokiety. W tym samym czasie słychać było otwieranie drzwi. No..chyba ktoś wstał.  Słysząc reakcje na moją obecność z trudem powstrzymałem śmiech. Widać byłem ostatnią osobą, której się tu spodziewał. 
- Mi również miło cie powitać.
Mruknąłem wrednie kontynuując swoje zajęcie.W chwili przerwy podałem mu szklankę wody. Dobrze wiem jakim była ona teraz dla niego zbawieniem. Wyłączyłem gaz podgrzewający już pusty garnek. Na dużym talerzu równo ułożone, widniały ala'krokiety. Słysząc jego pytanie spojrzałem ku niemu z wrednym uśmieszkiem.
- Nic się nie działo. Tylko dowiedziałem się iż jestem twoim księciem. Później ewentualnie się przelizaliśmy ale jebłeś spać.
Wzruszyłem ramionami podsuwając pod jego nos czysty talerz i butelkę wody. Na szybko zająłem się robieniem sosu kiedy to chłopak oficjalnie postanowił zdradzić mi swoje imię. "Jiro" nietypowo ale ładnie. Nie odezwałem się  kiedy zadzwonił telefon. Zrobiwszy sos wlałem go do małego naczynia. Obok talerza ułożyłem widelec i nóż. Na stole pojawił się wielki talerz ze śniadaniem oraz wcześniej wspomniany sos. Usiadłem na przeciwko chłopaka opierając się o oparcie krzesła.
- Nie zostaniesz na śniadaniu?
Uniosłem lekko brew ku górze kierując ku niemu czarne tęczówki. Po jakiego kurwa grzyba tyle tego robiłem. Masz to teraz wpierdalać. 

 

czwartek, 26 grudnia 2013

Rozdział II Demony część I.

"Jak to możliwe, że gdzieś w człowieku drzemie taki zimny, taki beznamiętny, jego własny wewnętrzny głos. Taki zdrajca, niewierzący w sprawę."

Wiercąc się na łóżku, przewróciłem się bokiem do ściany tuląc do siebie kołdrę którą aktualnie trzymałem w dłoni. Tuląc się do niej, po pewnym momencie dotarł do mnie fakt iż leżę w czyimś łóżku, ten zapach był mi zupełnie obcy i dopiero poczułem jak coś zimnego zaczęło mnie obwąchiwać, zerwałem się z łóżka delikatnie marszcząc czoło, i łapiąc się otwartą dłonią za głowę... Kurwa... Musiałem się wczoraj nieźle schlać, to był jedyny minus bycia pół człowiekiem. Mogłeś się najebać a potem mieć kaca i umierać w agonii z nadzieją że ktoś przyjdzie się tobą zaopiekować, dopiero po dłuższej chwili zerknąłem w bok patrząc na psa, który merdał ogonem wpatrując się we mnie tymi swoimi dużymi, szklanymi oczyma. Co. Ja. Tu. Kurwa. Robiłem? Nie chciałem wiedzieć, nie chciałem nic wiedzieć o wczorajszej nocy... nie chciałem jej znać, chyba za bardzo bałem się ją poznać, nawet nie wiedziałem gdzie byłem i z kim byłem, nawet nie pamiętam po ilu kieliszkach mnie wzięło. Nie, zaraz... ten blondasek. Coś wsypał do butelki z alkoholem. Możliwe iż to tak na mnie podziałało. Westchnąłem cicho pod nosem, wstając z posłania i kierując swe kroki w stronę drzwi, otwartą dłonią przejeżdżając po swoich rudawych włosach. Wziąłem swoją koszulkę która leżała na zimnej posadzce i niemal od razu ją na siebie założyłem, wychodząc z nieznanego mi pokoju a do moich nozdrzy niemal od razu doszedł zapach pieczonego jedzenia. Zmarszczyłem nos, podążając za zapachem i docierając do kuchni, zmarszczyłem brwi..
- Ło kurwa!...
Mruknąłem, widząc w kuchni dobrze znanego mi chłopaka ze szkoły. Ale... kurwa... zjebałem. Miałem jednak małą nadzieję że nic nie robiłem, nic nie palnąłem... wiedziałem że po alkoholu jestem straszną przylepą i pierdolę same głupoty. Tak po prostu od rzeczy. Chłopak się zaśmiał widząc moje zaskoczenie na twarzy a ja po chwili wszedłem do tego pomieszczenia, siadając na drewnianym krześle przed stołem w kolorze hebanowym. Zaraz, zaraz... wiedziałem że był w clubie ale... dlaczego? Co ja takiego zrobiłem? Ojcze... zabijesz mnie kiedyś. Przejechałem dłonią po swojej twarzy, kątek oka widząc iż obok mnie została postawiany kubek z zimną wodą, niemal od razu pochwyciłem ja w swoje dłonie, wypijając całą zawartość jej powierzchni. Oh tak.... tego mi było trzeba. Zerknąłem na mężczyznę, który miał na sobie ten wredny uśmieszek lecz wyglądał jakby naprawdę był z czegoś zadowolony, natomiast ja wolałbym już spłonąć na wieki i w ogóle nie wychodzić z tej cholernej nory, zwanej podziemie. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, spuszczając z niego wzrok i zaczynając bawiąc się szklanką którą miałem przed sobą. Chciałem jeszcze tej zbawiennej cieczy, wiedziałem że kac za chwilkę mi przejdzie ale musiałem teraz w tym momencie coś wypić, cokolwiek by zagłuszyć tą suszę w paszczy. Westchnąłem, odkładając szklankę na blat i ponownie wbiłem swoje zielonkawe oczy w stronę chłopaka.
- Między nami... do niczego nie doszło, prawda?
Mruknąłem, oczekując jego odpowiedzi gdy usłyszałem że jedynie się całowaliśmy lecz zasnąłem niemal odetchnąłem z ulgą, czym wyraźnie musiałem go zirytować ponieważ usłyszałem ciche przekleństwo. Świetnie. Chociaż jedną dobrą rzecz usłyszałem. Do niczego nie doszło. Teraz tylko czeka mnie wpierdol w domu i te pytania... "Gdzie byłem? Z kim? Czy zamierzałem się odezwać?" Irytujące, z pewnością mam całą skrzynkę wiadomości na telefonie ku mojemu zdziwieniu, wcale nie było ich tak dużo. Westchnąłem z ulgą, rzucając telefon na ciemny blat... Powinienem się zbierać, lecz jak mogę zawlec to swoje dupsko do swojego mieszkania? Byłem cichy. Praktycznie nic nie mówiłem. Zaraz, czy chłopak w ogóle znał moje imię? Nie, nie przedstawiałem mu się a jednak powinienem. No cholera. Nie zerknąłem na niego tym razem, po prostu założyłem dłonie na klatce piersiowej, opierając swoje plecy o niewygodne siedzenie a z moich ust wydobyło się ciche westchnięcie.
- Przy okazji... Jiro.
Tak, moje imię było strasznie trudne do wypowiedzenia, nie dość że było japońskie to jeszcze ludzie je przekształcali na "riro, yiro" i różne tego typu rzeczy, trudno było innych je do niego przyzwyczaić. Byłem w połowie Japończykiem, cudownie nie? Jednak nie każdy o tym wiedział. Nie miałem jak oni czarnych oczy, ani też żadnych skośnych oczu może dlatego że moja matka mimo że była Japonką, miała amerykańskie korzenia. W tej chwili jej nie było, zmarła przy porodzie. Smutne, prawda? Teraz mieszkałem z jakiś kolesiem, który ciągle mnie pilnował. Będąc z nim w pobliżu, nie mogłem zrobić nic. Słysząc wibrację telefonu, od rau go dopadłem naciskając zieloną słuchawkę, gdzie aparat przyłożyłem do ucha. Słysząc krzyki i zależenia, przewróciłem oczami, przecierając palcami oczy... Byłeś za głośny. Ucisz się trochę.
- Jeff... zamknij się. Wkurwiasz mnie. Przyjdę.
Rozłączyłem się, chowając komórkę do kieszeni. No pięknie. Miły poranek. Miły dzień... ale jeszcze lepszy będzie wieczór. Tak, nie mogłem się go doczekać. Spojrzałem się na mężczyznę przed sobą, pichcącego coś dalej w kuchni. Lubił gotować? Czy po prostu musiał się nauczyć? A co mnie to. Nie powinno mnie to interesować. 



Autor: NaNa

Rozdział 1

"Początek"

 ✝ Odpis 6


 " Jeśli masz zamiar mnie już zawsze oszukiwać, to po prostu bierz swoje rzeczy i wypierdalaj z mojego życia"


   Spojrzałem  w ich stronę tylko dwa razy. Za drugim moje ciemne oczy napotkały znajomą zieleń. Owszem, trudno było zmobilizować siły by się odwrócić. Nawet gdy jego partner przygryzał niecierpliwie wargi chłopaka on nadal patrzył na mnie. Lekko mrużąc przy tym oczy. Uśmiechał się wrednie wiedząc iż ja też patrze w jego stronę. Gwałtownie spojrzałem na barmana. Zmówiłem kolejną butelkę whisky gdyż tą już opróżniłem. Ponownie zakrętka lekko pyknęła oznajmiając iż napój jest gotowy do spożycia. Białowłosa oparła się o blat z szerokim uśmiechem. Jej dłoń ujęła mój podbródek. Zmusiła mnie bym i ja na nią spojrzał.  
H:- Zbladłeś, zupełnie jak wcześniej..
Zauważyła lekko marszcząc brwi.  Zna mnie na tyle długo by z łatwością rozpoznawać moje dziwne zachowania. Owszem coś mi tu nie pasowało.  Nawet bardzo. Wewnętrzny przyjaciel czuł się zagrożony? Nie.. To coś typu nienawiść? Skąd nagle tyle zmieszanych uczuć. Nienawiść, strach, złość, zmieszanie. Wszystko buzowało. Zacisnąłem jedną z dłoni czując iż płonie. No super. Nie pierdolcie, że teraz niby mam się przemienić. Jest za wcześnie. Upiłem łyk  alkoholu. To nieco stłumiło moje drugie ja.  Hadley przyglądała mi się bacznie. 
- Nic mi nie jest.. 
Mruknąłem bagatelizując sprawę. Dziewczyna głęboko westchnęła. Odwróciła się do mnie plecami i dołączyła do swojego mięśniaka. Od razu  ich wargi zetknęły się ze sobą w namiętnym pocałunku. Przewróciłem oczyma nieco zirytowany tym wszystkim. ponownie przechyliłem szklaną butelkę zalewając swe gardło uzależniającą cieczą. Nie często mi się zdarza nagła chęć przemiany. Zazwyczaj dzieje się to o podobnych godzinach. Ewentualnie gdy miotają mną zbyt silne emocje, w tym także podniecenie. Kilkakrotnie zażyło mi się po pijaku   oparzyć czyjeś wnętrze ud. No ale zazwyczaj było to delikatne. Nie ma co ukrywać, stało się  tak z 3 razy?  Może 5 nie więcej. Zazwyczaj mało kto potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu. Kurwa, myśląc logicznie kto na trzeźwo dałby dupę demonowi o płonącym ciele a raczej szkielecie ? No  kurwa kto.. Raczej większość ucieka z  krzykiem z nim cokolwiek się stanie. Często też wywołuje poczucie niepokoju i  wrażenie, że zaraz się zginie. Więc wątpliwości pojawiają się z samym pocałunkiem czy przebywaniu  w tylko ze mną w pomieszczeniu . Nie ukrywam również, że również niektórzy serdecznie to olewają. Mi to idzie na rękę, Dobry sex nie jest zły. Po za tym czemu miałbym sobie odmawiać czegoś równie przyjemnego ? Nadal jestem w połowie człowiekiem. Mam te swoje ludzkie potrzeby.  Woń chłopaka nasiliła się . W momencie gdy znalazł się bliżej odruchowo spojrzałem w stronę źródła zapachu. Opierał się  teraz o dziwo sa mo bar rozmawiając z barmanem. Nowicjusz bo flirtował. Ehh... Widać nie zrozumiał jeszcze, że raczej nikogo nie porucha. Ciekawe gdzie podział się ten chłopaczek z pod ściany. Wyglądali na bardzo zadowolonych swoim towarzystwem. Więc gdzie on kurwa jest?  Nie chcecie mi chyba powiedzieć, że spierdolił pozostawiając  napalonego gówniarza samego. Cóż za chore i  nieodpowiedzialne zachowanie. Jednak chyba nigdy nie zrozumiem śmiertelników. Co z tego, że kiedyś nim byłem. Te czasy są jak za mgłą. Może i lepiej. Nawet nie mam ochoty ich pamiętać. Były po prostu nudne. Teraz nieustannie coś się dzieje.  Nowa sprawa, nowe doznanie  tym ciałem. Moje  niemal czarne  tęczówki spotkały ponownie oczy  "Rudego"  gówniarza. Nawet nie znałem jego imienia. Co mnie irytowało, bo on znał moje. Ehh..  Tak jak znała je cała ta pieprzona szkoła. Uniosłem lekko  brew ku górze widząc iż ponownie zawodząco się  ku mnie szczerzy. Na co on liczył? Nim zdołałem się  zorientować, chude ciało chłopaka zajeło miejsce obok mnie.  W dłoni trzymał kieliszek z alkoholem. Słysząc jego słowa zaczęcia rozmowy mimowolnie uśmiechnąłem się  wrednie. Teraz nawet ta irytująca woń zdawała się być przyjemna. 
 - Ja zaś nadal cię nie znam. 
Mruknąłem charakterystycznie. Upiłem kolejny łyk z butelki. Coś mi w tobie nie gra koleś. Jesteś tak bardzo inny. Zupełnie jakbyś usypiał moje demoniczne zmysły. Co bardziej,  zdawało się jakbyś robił to specjalnie. Do cholery, co w sobie ukrywasz?  Szczyptę piekła jak ja. Czy może należysz do zupełnie różnego mi świata   czystych istot. Nie.. To drugie nie pasuje. Spotkałem tylko jednego anioła i w zupełności nie był on typem puszczalskim.  Wręcz raził mnie światłem.  Nie, nie chciałbym powtarzać owego spotkania. Czyli może być jakimś wysłannikiem Satana?  W takim razie będę musiał go zniszczyć. Chociaż.. nie  wali on na jakiegoś sługusa. Nie pachnie również samym władcą piekieł. Kurwa.  Trudno jest go przywiązać do czegokolwiek. Jest jakby nową istotą. Tak, jest czymś  co na pewno ma w sobie trochę człowieka.  Lecz co z resztą ? 
- A ty? Gdzie zgubiłeś swojego wiernego kundelka?
Uniosłem brew ku górze nieustannie wrednie się uśmiechając. Ponownie zatopiłem się w alkoholu. Co ja bym bez niego zrobił. Ku mojemu zaskoczeniu chłopaczek zupełnie nagle wstał i ruszył na parkiet. Od razu obce ręce dotknęły jego ciała.  Wodziły po nim. Widowisko był do prawdy wspaniałe. Określiłbym to jako nazwę jednego filmu, " Taniec zmysłów".  O tak, idealnie pasowało. Opróżniłem kolejną butelkę, lecz co dziwne nie prosiłem o więcej.  Moje plecy oparły się o zimny blat. Ciemne tęczówki śledziły ruchy gówniarza. Nie wiem czemu z taką ochota przyglądałem się jego zabawą. W pewnym momencie w  dłoni "Rudego" znalazła się butelka. Widać ktoś dbał oto by nie zabrakło mu alkoholu. Jego nowy partner uśmiechał się podle. Błysk w jego oczach świadczył o jednym.  Miał plan. A ja właśnie się go domyśliłem. Oczy partnera gówniarza spojrzały na mnie. Śmiały się. Pewnie  myślał iż to ja miałem ochotę przelecieć tego dzieciaka. Brzmiało to jak wyzwanie. Czemu by nie? Rywalizacja z ludźmi jest zabawna. "Wyzwanie  przyjęte". Odpowiedziałem w myślach. Hahah.. Szczerze nie mam najmniejszej ochoty ruchać tego dzieciaka, robię to perfidnej przyjemności rywalizacji. Rudy opróżnił całą zawartość butelki. Oczywiście nie był to sam alkohol. Dobrze to wiedziałem. W ciągu następnej godziny sam zacznie się rozbierać. Tak proste.. eh.  Osobiście doprowadziłbym go do tego stanu bez żadnych pomocy. Chłopak ponownie porwał się muzyce teraz stojąc plecami do nowego partnera. grabie ocierał się swoim tyłkiem o kroczę obcego. Zielone oczy znów dostrzegły mnie. Uśmiech automatycznie się poszerzył. Powolnie wstałem. Równie wolno przebijałem się przez tańczących. Dobrze wiedział, że po niego idę. Bez  zbędnych wyjaśnień pozostawił obcego chłopaka by zbliżyć się do mnie. Uśmiechnąłem się  podle dotykając dłońmi bioder "Rudego". Co z tego iż nawet nie znam jego imienia. Liczy się zwycięstwo. Obcy wyraźnie zły oddalił się do baru. Żałosne istnienie. Ręce niższego ode mnie towarzysza oplotły moją szyję. Przycisnąłem jego kościste biodra do swoich. Nasze ciała poruszały się w rytm muzyki idealnie ze sobą współgrając. Ocierając się o ciebie.  pozwoliłem sobie na podwinięcie lekkie koszulki chłopaka. Dotknąłem zimnymi dłońmi rozpalonych bioder gówniarza. Na co on w odpowiedzi uroczo zamruczał. Jego zielone oczy przymknęły się  a jedna z dłoni  wsunęła się w włosy. Druga pociągnęła kurczowo za materiał mojej bokserki. Hohoho.. Widać komuś tu dobrze w moim towarzystwie. Chłopak pociągnął mnie w stronę baru. Zachęcił bym nie odsuwając się odeń przygniótł go do blatu. W międzyczasie zamówił kolejne porcje  alkoholu. Zwali go zaraz. Dotknął dłonią mojego policzka. Dziwny dreszcz przeszył  moje ciało. Do prawdy chore ..  O co tu do cholery chodzi? To nie był w zupełności dotyk człowieka. Gdy tylko barman podał mu jego zamówienie, chłopaczek dobrał się do niego jak do świeżych bułeczek. Opierdolił  wszystko. Za jednym razem. Niczym  spragniony wędrownik butelkę wody. Zdziwiło mnie to a zarazem  rozbawiło. Po  co najmniej 3 butelkach zaczął gadać jaki to jestem przystojny.  Przez to myślałem, że zaraz dosłownie jebnę ze śmiechu. Wieszał się na mnie tak nieporęcznie i co chwilę wybuchał śmiechem. Spojrzałem nań i chwyciłem  go pod ramię. Trzeba  go odstawić bo w takim stanie nawet na sex się nie nadaje. 
- Gdzie mieszkasz? 
Zapytałem  z nadzieją, że może to pamięta. Odpowiedź była krótka: " W..Equestrii". Nie miałem wyboru. Musiałem brać go do siebie. Bo kurwa nie zamierzam odpowiadać za jego czyny bo ze mną go najdłużej widzieli. Co poradzić. Zdaje się, że od dziś będę uważał na to z kim siedzę. Nie zamierzam zgarniać do  domu wszystkich upitych gówniarzy. Wyprowadziłem go  z baru.po drodze mamrotał coś o swoim  adresie, a brzmiało to  zajebcie komicznie : "moje adresy to zielonego przylodka tajemnicaaa".
- Zamknij się już proszę..

Westchnąłem uśmiechając się lekko. Władowałem go jakoś na motor. Po czym sam zająłem na nim miejsce. Rudzielec mocno się we mnie wtulił nazywając mnie swoim księciem. Skupiłem się  teraz bardziej  na  drodze niż na jego wywodach. Na prawdę. Nie ukrywam iż był teraz..uroczy. Tak. Miział się niczym kot. Było to nawet przyjemne. Jednak ja w stosunku do niego jeszcze trochę myślę. Zaparkowałem pod domem. Było ciemno. Widać..William nadal nie ruszył dupy. Jakoś zdjąłem chłopaka z motoru. Teraz nawet nie był w stanie trzymać się na nogach. Zmusiło to mnie bym wziął go na ręce. Z małą trudnością otworzyłem drzwi.  Salon był pusty. Na stole była jedynie jakaś kartka. Później się tym zajmę. Zaniosłem go do pokoju. Przy moich nogach plątał się zadowolony Boyd. Posadziłem chłopaka na łóżku. On jednak  nie zamierzał mnie wcale puszczać. Chwycił mocno materiał mojej bokserki i przyciągnął do siebie. Co ty kurwa robisz? Jego oczy przymknęły się a usta zbliżyły by następnie musnąć moje. Znów ten dziwny dreszcz.  nie wiem co mnie podkusiło by przejechać językiem po jego  dolnej wardze a następnie połączyć w namiętnym pocałunku. Jego dłonie wsunęły się w moje cynamonowe włosy niemal szarpiąc je bym się zbliżył bardziej. ochoczo naparłem nań. Pozwoliłem sobie przygryźć górną wargę  Rudego  na co on cicho westchnął. Ponowiłam pocałunku.  Ku mojemu zaskoczeniu nie otrzymałem najmniejszego odwzajemnienia. Jego dłonie bezwładnie opadły na materac wraz z jego ciałem. Zasnął. To są jakieś jaja..
Westchnąłem głęboko wyraźnie zirytowany. Co mnie kurwa podkusiło. Spojrzałem na niego. Pozbawiłem go koszulki  i jakoś ułożyłem na tym łóżku.  Przykryłem ciało chłopaka materiałem kołdry. Na łóżko wskoczył Boyd. Pogłaskałem zwierzę z cieniem uśmiechu. 
-pilnuj go .
Mruknąłem  a zwierzę polizało moją dłoń. Opuściłem pokój .Widać przyszło spać mi dzisiaj na kanapie. Zamknąłem za sobą drzwi do pokoju i zaszyłem się w salonie.  Chwyciłem za butelkę wody i upiłem z niej dość spory łyk.  Moje oczy odnalazły wcześniej zauważoną kartkę. Wziąłem ją w dłoń.
" Renier, przepraszam. Znów się najebałem..  Millisent  wzięła  mnie na kilka dni do siebie.  Ojciec przyjedzie za tydzień. Zrób zakupy, w razie czego po prostu dzwoń. 
                                                                                                         Twój brat. 
                                                                                                                Wiliam "
-Pieprze twoje przepraszam..
Warknąłem zgniatając w dłoni papier. Czułem iż nadszedł czas. Blask płomieni tlił się za oknem. 
 Jeździec Ruszył. 
                                                                                                         

Aut: Malwin