niedziela, 5 stycznia 2014

Rozdział 2 Demony Część 9.

Przepraszam że tak długo musieliście czekać na mój odpis, jednak nie miałam czasu by się za to zabrać. Jednak już dziś on jest :) Po za tym... Mając nowy rok życzę Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku! :D

"Byłem martwym, dopóki nie spotkałem ciebie. Udającym życie, bezsilnym ciałem. Istnienie bez siły, bez możliwości zmiany swego kursu, było podobne do powolnej śmierci."

Kurwa... serio? Schowałem swoją twarz w dłoniach, delikatnie nią kręcąc w geście zaprzeczenia. Zapamiętać... Nie pić w jego towarzystwie. Jak mogłem coś takiego zrobić? Ja? Dobrze że tylko się przelizaliśmy, na jego nieszczęście poszłam spać. Świetnie. Bardzo dobrze. Dobrze że do niczego nie doszło, nie chciałbym mieć jakiekolwiek kontaktu fizyczne w szkole, mimo że już kilku się to udało. Sami chcieli, a ja sam nie mogłem powstrzymać swojego pragnienia. Podniosłem głowa, patrząc na wszystkie potrawy które właśnie kładł na stół, a moja brew delikatnie uniosła się ku górze... Smacznie pachnie. Pierwszy raz będę jeść normalne, zdrowe żarcie zrobione przez jakąś osobę. Jedzenia Jeff'a bym nie tknął, za bardzo bym się bał że może mnie otruć dlatego czasami sam coś przygotowywałem, jednak były to bardzo proste dania albo też czasami jedzenie z proszków. Westchnąłem cicho pod nosem, biorąc Al'a krokieta w dłonie, i zanurzając go w swoich ustach. To było... takie pyszne, mógłbym to jeść cały dzień. No cóż, trzeba było przyznać że do gotowania to miał dar.
- Pyszne. Pierwszy raz jem przyrządzone coś przez kogoś.
Mruknąłem, zjadając jeszcze jednego krokieta. Cóż... warto było jednak zostać na tym śniadaniu, jednak na kija tego, tyle robił? Sam tego wszystkiego nie zjem, po za tym za jakieś dobre pół godziny musiałbym się pokazać mojej niańce. W sumie... Gdzie ten się szlajał cały dzień dopiero teraz dzwoniąc? Mało mnie to obchodzi, jednak to było dziwne. Zawsze gdy znikałem, miałem pełną skrzynkę wiadomości i tysiąc nagrań na mojej poczcie głosowej. Doprawdy. Nie mogłem sobie znaleźć o wiele lepszą niańkę od niej... jednak do kuchni miał zakaz wchodzenia, jak można doprowadzić do tego by woda wyparowała z garnka? Idiota. Czując że już się najadłem, popiłem jeszcze zimną wodę, odkładając puste, szklane naczynie na ciemny blat stołu. I tak zjadłem większość cześć tego co przygotował. To było takie pyszne. Może Jeff nauczyłby się czegoś od niego.
- Chyba zacznę do Ciebie przychodzić na śniadanie.
Uśmiechnąłem się pod nosem, lecz czując wibrację która narodziła się w kieszeni moich spodniach, westchnąłem cicho pod nosem. Ależ niecierpliwy Demon. Będę musiał sie zbierać. Wstałem od stołu, zabierając w dłonie swoją skórzaną kurtkę, która o dziwo leżała na wieszaku a po chwili znalazła się na moich ramionach. Zerknąłem zza ramienia, na chłopaka z którym spędziłem tą jakże iście wspaniałą noc a na mojej twarzy ponownie uniosły się kąciki ust.
- Do zobaczenia w szkole.
Wyszedłem, kierując swe kroki w stronę mieszkania. Nawet jeśli byliśmy daleko, spokojnie bym odnalazł to miejsce, a raczej miejsce w którym przebywałem. Nie wiedziałem jak długo tutaj jeszcze zagoszczę, może rok... dwa. Nie wiem. Na razie bawi mnie kuszenie innych do złych czynów, nigdy nie byłem dobrym dzieckiem więc dlaczego miałbym to zmieniać? Szatan aż cieszy się z takich rzeczy. Schowałem dłonie do swoich spodni, cicho pogwizdując. Szukałem paczki papierosów. Nie było ich. Trudno. Kupię po drodze. Potrzebuję teraz tego trującego dymu, który będzie się we mnie wżerał powoli, aż do mojego umysłu jednak Śmierć i tak nie nastąpi. Parę od ładnych paru lat, będąc u lekarzy zawsze można było zobaczyć idealne wyniki na mojej karcie. Westchnąłem cicho pod nosem, zaczesując swoje rudą grzywkę od góry lecz należąc ona do rzeczy martwych i tak znalazła się na swoim miejscu, jeszcze bardziej mnie dzisiaj irytując. Świetnie.
[...]
Ściągnąłem z siebie czarną, skórzaną odzież rzucając ją prosto w stronę wieszaku,a moje czujne oczy rozglądnęły się dookoła, unosząc delikatnie brew ku górze. Było tutaj tak... czystko, spokojnie i jeszcze nie wyskoczył mi on, z tym swoim cudownym powitaniem. Przechodząc do salonu, uśmiechnąłem się wrednie widząc czarną czuprynę zza oparcie fotela. Spał. Pierwszy raz widziałem go jak śpi. Podszedłem bliżej, nachylając się doń by w końcu wyczuł moją obecność i tak też się stało. Przebudził się a jego czerwone, kocie oczy spojrzały się w moją stronę, na twarzy zaczął zdobić się grymas niezadowolenia.. Najchętniej teraz by mnie zabił. Oh, kochałem tą mimikę... kochałem go denerwować i robić mu na złość. Tak uroczo się wtedy wściekał. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, prostując swoje ciało by teraz stać nad nim.
- Dzień Dobry śpiąca królewno. Czego chcesz? Nie bez powodu mnie tutaj przytargałeś.
Czarnowłosy usiadł na miękkiej kanapie, przejeżdżając otwartą dłonią po swojej twarzy. Widocznie był zmęczony a za chwilkę jego głos, odbił się o moje uszy. Był zły, mogłem to wyczuć już zanim się tutaj znalazłem.
J: - Gdzie. Ty. Wczoraj. Byłeś?
- Nieważne, musimy coś dzisiaj zrobić. Pomożesz mi w tym. Muszę z kimś odegrać rachunki, poza tym... ich czas się kończy.
J: - Rozumiem...
Wstał, kierując swe kroki w stronę łazienki a ja podszedłem do kuchni, nalewając do szklanki kolejną porcję wody. Była dla mnie dzisiaj jak zbawienie. Byłem ciekaw czy znowu stanie na mojej drodze... i dlaczego nazwałem go swoim "Księciem?" Owszem... podobał mi się, owszem był w moim guście ale cholera jasna... nikt ze mną długo nie wytrwał. Nie, powinienem to ując inaczej oni nie mogli ze mną wytrwać, za dużo kłopotów, nie byłem kimś godnym zaufania. Muszę się przebrać. Teraz. Natychmiast. Skierowałem swe kroki w stronę drugiej łazienki bo w końcu... Czeka mnie noc pełna wrażeń. 

Autor: Nana.



Jeff:


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz