Przepraszam że tak długo musieliście czekać na mój odpis, jednak nie miałam czasu by się za to zabrać. Jednak już dziś on jest :) Po za tym... Mając nowy rok życzę Wszystkim Szczęśliwego Nowego Roku! :D
"Byłem martwym, dopóki nie spotkałem ciebie. Udającym życie, bezsilnym
ciałem. Istnienie bez siły, bez możliwości zmiany swego kursu, było
podobne do powolnej śmierci."
Kurwa... serio? Schowałem
swoją twarz w dłoniach, delikatnie nią kręcąc w geście
zaprzeczenia. Zapamiętać... Nie pić w jego towarzystwie. Jak
mogłem coś takiego zrobić? Ja? Dobrze że tylko się
przelizaliśmy, na jego nieszczęście poszłam spać. Świetnie.
Bardzo dobrze. Dobrze że do niczego nie doszło, nie chciałbym
mieć jakiekolwiek kontaktu fizyczne w szkole, mimo że już kilku
się to udało. Sami chcieli, a ja sam nie mogłem powstrzymać
swojego pragnienia. Podniosłem głowa, patrząc na wszystkie potrawy
które właśnie kładł na stół, a moja brew delikatnie uniosła
się ku górze... Smacznie pachnie. Pierwszy raz będę jeść
normalne, zdrowe żarcie zrobione przez jakąś osobę. Jedzenia
Jeff'a bym nie tknął, za bardzo bym się bał że może mnie otruć
dlatego czasami sam coś przygotowywałem, jednak były to bardzo
proste dania albo też czasami jedzenie z proszków. Westchnąłem
cicho pod nosem, biorąc Al'a krokieta w dłonie, i zanurzając go w
swoich ustach. To było... takie pyszne, mógłbym to jeść cały
dzień. No cóż, trzeba było przyznać że do gotowania to miał
dar.
- Pyszne. Pierwszy raz jem
przyrządzone coś przez kogoś.
Mruknąłem, zjadając
jeszcze jednego krokieta. Cóż... warto było jednak zostać na tym
śniadaniu, jednak na kija tego, tyle robił? Sam tego wszystkiego
nie zjem, po za tym za jakieś dobre pół godziny musiałbym się
pokazać mojej niańce. W sumie... Gdzie ten się szlajał cały
dzień dopiero teraz dzwoniąc? Mało mnie to obchodzi, jednak to
było dziwne. Zawsze gdy znikałem, miałem pełną skrzynkę
wiadomości i tysiąc nagrań na mojej poczcie głosowej. Doprawdy.
Nie mogłem sobie znaleźć o wiele lepszą niańkę od niej...
jednak do kuchni miał zakaz wchodzenia, jak można doprowadzić do
tego by woda wyparowała z garnka? Idiota. Czując że już się
najadłem, popiłem jeszcze zimną wodę, odkładając puste, szklane
naczynie na ciemny blat stołu. I tak zjadłem większość cześć
tego co przygotował. To było takie pyszne. Może Jeff nauczyłby
się czegoś od niego.
- Chyba zacznę do Ciebie
przychodzić na śniadanie.
Uśmiechnąłem się pod
nosem, lecz czując wibrację która narodziła się w kieszeni moich
spodniach, westchnąłem cicho pod nosem. Ależ niecierpliwy Demon.
Będę musiał sie zbierać. Wstałem od stołu, zabierając w
dłonie swoją skórzaną kurtkę, która o dziwo leżała na
wieszaku a po chwili znalazła się na moich ramionach. Zerknąłem
zza ramienia, na chłopaka z którym spędziłem tą jakże iście
wspaniałą noc a na mojej twarzy ponownie uniosły się kąciki ust.
- Do zobaczenia w szkole.
Wyszedłem, kierując swe
kroki w stronę mieszkania. Nawet jeśli byliśmy daleko, spokojnie
bym odnalazł to miejsce, a raczej miejsce w którym przebywałem.
Nie wiedziałem jak długo tutaj jeszcze zagoszczę, może rok... dwa.
Nie wiem. Na razie bawi mnie kuszenie innych do złych czynów, nigdy
nie byłem dobrym dzieckiem więc dlaczego miałbym to zmieniać?
Szatan aż cieszy się z takich rzeczy. Schowałem dłonie do swoich
spodni, cicho pogwizdując. Szukałem paczki papierosów. Nie było
ich. Trudno. Kupię po drodze. Potrzebuję teraz tego trującego dymu,
który będzie się we mnie wżerał powoli, aż do mojego umysłu
jednak Śmierć i tak nie nastąpi. Parę od ładnych paru lat, będąc
u lekarzy zawsze można było zobaczyć idealne wyniki na mojej
karcie. Westchnąłem cicho pod nosem, zaczesując swoje rudą
grzywkę od góry lecz należąc ona do rzeczy martwych i tak
znalazła się na swoim miejscu, jeszcze bardziej mnie dzisiaj
irytując. Świetnie.
[...]
Ściągnąłem z siebie
czarną, skórzaną odzież rzucając ją prosto w stronę
wieszaku,a moje czujne oczy rozglądnęły się dookoła, unosząc
delikatnie brew ku górze. Było tutaj tak... czystko, spokojnie i jeszcze nie wyskoczył mi on, z tym swoim cudownym powitaniem.
Przechodząc do salonu, uśmiechnąłem się wrednie widząc czarną
czuprynę zza oparcie fotela. Spał. Pierwszy raz widziałem go jak
śpi. Podszedłem bliżej, nachylając się doń by w końcu wyczuł
moją obecność i tak też się stało. Przebudził się a jego
czerwone, kocie oczy spojrzały się w moją stronę, na twarzy
zaczął zdobić się grymas niezadowolenia.. Najchętniej teraz by
mnie zabił. Oh, kochałem tą mimikę... kochałem go denerwować i
robić mu na złość. Tak uroczo się wtedy wściekał. Zwilżyłem
końcówką języka swoje wargi, prostując swoje ciało by teraz
stać nad nim.
- Dzień Dobry śpiąca
królewno. Czego chcesz? Nie bez powodu mnie tutaj przytargałeś.
Czarnowłosy usiadł na
miękkiej kanapie, przejeżdżając otwartą dłonią po swojej
twarzy. Widocznie był zmęczony a za chwilkę jego głos, odbił się
o moje uszy. Był zły, mogłem to wyczuć już zanim się tutaj
znalazłem.
J: - Gdzie. Ty. Wczoraj.
Byłeś?
- Nieważne, musimy coś
dzisiaj zrobić. Pomożesz mi w tym. Muszę z kimś odegrać
rachunki, poza tym... ich czas się kończy.
J: - Rozumiem...
Wstał, kierując swe kroki
w stronę łazienki a ja podszedłem do kuchni, nalewając do szklanki
kolejną porcję wody. Była dla mnie dzisiaj jak zbawienie. Byłem
ciekaw czy znowu stanie na mojej drodze... i dlaczego nazwałem go
swoim "Księciem?" Owszem... podobał mi się, owszem był
w moim guście ale cholera jasna... nikt ze mną długo nie wytrwał.
Nie, powinienem to ując inaczej oni nie mogli ze mną wytrwać, za
dużo kłopotów, nie byłem kimś godnym zaufania. Muszę się
przebrać. Teraz. Natychmiast. Skierowałem swe kroki w stronę
drugiej łazienki bo w końcu... Czeka mnie noc pełna wrażeń.
Autor: Nana.
Jeff:

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz