"Zrodzeni w mroku nocy, dążymy do władzy przez krew, gdyż opętani jesteśmy żądzą dominacji niczym psychopaci i mordercy, którymi jesteśmy. „ Myślisz, że zło nas szuka? Wręcz przeciwnie. Gonimy je, aż nas nie złapie." Jonathan Carroll.
czy już nie wspominałem o
mojej nocy? Oh, czyli muszę ci wszystko opisać... Proszę Bardzo.
Gdy wziąłem prysznic niemal od razu udałem swe kroki w stronę
swojego pokoju spowitego w czerni, nie wiedziałem czemu.. ale
podobał mi się ten kolor w pokoju w którym przebywałem. Może to
tylko dlatego że nie pochodziłem z ludzi, tu żyjących na ziemi...
byłem...demonem, zesłany na tą piękna ziemię by siać zamęt i
zniszczenie. Przejechałem swoją dłonią po swojej rudej grzywie,
gdzie ta mimo mego uczesania i tak upadła na to cholerne miejsce,
drażniąc mnie ponownie. Musiałem ją albo ściąć, albo skrócić.
Irytowało. Westchnąłem rozeźlony pod nosem, chowając dłonie do
kieszeni od spodni i podchodząc do dużej skrzyni, na której
zostały wyryte dziwne znaki. Mogłem spokojnie je odczytać, nachylając się nad wiekiem delikatnie lustrując wzrokiem owy
napis. Zwilżyłem końcówką języka swoje wargi, gdzie kąciki ust
za chwilkę podniosły się ku górze a moja dłoń otwarła
skrzynię, która potem dotykała klingi... Założyłem za pas broń,
którą miałem zamiar ze sobą zabrać i ruszyłem na dół, gdzie
tam czekał już na mnie Jiro. Zawsze w pogotowiu. Zawsze chciał mi
towarzyszyć w takich chwilach i właśnie taka chwila nadeszła.
Dzień nocy zgrozy, mroku, krwi i wypełnionej wielką namiętnością.
[...]
Będąc w opuszczonym
hangarze, uniosłem delikatnie brew ku górze. Serio? Tutaj się
chowały te goryle? Czy to była jakaś popieprzona historia o Mafii i
ich bandzie idiotów? Świetnie. Tym lepsza będzie rzeź. Skoczyłem
na pobliskie drzewo, by poszukać jakieś dziury albo chociaż
wentylacji przez którą mógłbym przejść, byłem dosyć chudym
człowiekiem dlatego też nie były dla mnie trudne takie zajęcia.
Zmarszczyłem brwi, nasłuchując rozmowy mężczyzn. Oh...
Kobieta... Chodziło o kobietę. Czyżby jedna i druga strona zakochała się w tej samej kobiecie? Smutne Kurwa. Nie dożyją nawet
jednego dnia by zobaczyć jej kolejną, uśmiechniętą buźkę.
Jednak tor rozmów za chwilkę skoncentrował sie na mojej osobie.
Cóż... Czyżby dalej był zły o swojego, kochanego, młodszego
braciszka? Przecież to on lgnął do mnie jak mucha, nie mogłem się
od niego uwolnić ciągle go czymś zbywając. Udało się... Jednak
do czasu. Nawet kochany basista był o niego zazdrosny. Zaczynało
być wszystko męczące. Podkradłem się bliżej, kucając na
gałęzi, by usłyszeć dalsze strzępy rozmowy.
- A wiec co... Myślisz że
już go załatwiliśmy?
- Tak, już nie tknie mojego
brata. Tknął go by tylko palcem...
- Udusiłbyś.
Wiemy...Jednak... ładny był.
- Słucham?
Zaśmiałem się pod nosem, zasłaniając usta otwartą dłonią. Świetnie... bujał się we
mnie nawet ten dres. Cóż, ciekawie by było go mieć po swojej
drodze aczkolwiek... Chyba miałem inne plany do załatwienia. Przelazłem przez otwór w dachu, cicho stąpając po metalowym
podłożu. Schody, również były zrobione z tego samego materiału
lecz na samej górze również było coś niemalże podobne do
jakiegoś małego składzika, w którym roiło się aż od guzików,
przycisków i innego badziewia. Nie miałem zamiaru tego użyć.
Wyjąłem nożyk, który miałem przypięty do swego pasa i powoli
zakradałem się do trzech zbirów, których nagle nabyło więcej.
Tak... to chyba była jakaś popieprzona mafia... Świetnie. Wpadłem.
Cholera. Nie może być odwrotu. Najwyżej ludzie mi kiedyś
podziękują że ich zabrakło na tym świecie. Jeff czekał na
zewnątrz, miał się pojawić wtedy gdyby coś poszłoby nie tak a
jestem pewien że pójdzie coś nie tak. Zwilżyłem końcówką
języka swoje wargi, celując małym nożykiem w stronę jednego z mężczyzn, obróconego do mnie tyłem, w skórzanej kurtce. Był łysy,
na dodatek miał trochę więcej masy niż normalny człowiek. Z
pewnością miał ogromną siłę,dlatego tez miałem zamiar
zlikwidować go jako pierwszego. Większy problem, potem te
mniejsze.. Rzuciłem nic, celując prosto w tył głowy. Zaraz po
tym padł jak martwa kukła. Zaczęli się gorączkowo rozglądać,
znajdując mnie zaraz na samej górze, pomachałem im uśmiechając
się pod nosem a zaraz potem zniknąłem, znajdując się na samym
dole z tym samym nożykiem który teraz wbijał się w krtań jednego
z goryli. Gdy go wyciągnąłem, krew trysnęła a ja zwinnie bawiłem
się moją zdobyczą, czekając na czyiś ruch... Dopiero po chwili
zorientowałem się że ktoś jest wokół tego hangaru, nie był to
człowiek ale też nie mogłem pozwolić sobie na to by ktoś
zobaczył mnie w demonicznej postaci. Szlag. Będę musiał sobie z
nimi poradzić w tym ciele. Westchnąłem ciężko, unikając ataku
który właśnie został skierowany w moją stronę. Podkosiłem
jednego z członków tej bandy, który upadł z głuchym łoskotem na
ziemię a sam nakierowałem swój sztylet prosto w serce, swojego,
małego oczka w głowie...
Autor: NaNa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz