Przepraszam, że dopiero teraz raczyłem dopiero ruszyć dupę i odpisać. Nauczyciele nie dają mi nawet wytchnąć. Przez szkołę nawet nie mam czasu tchnąć kompa. No ale jestem. Skoro mam już wolne zamierzam to wykorzystać w pełni. Pewnie za dwa tygodnie zniknę na kolejny okres czasu. Oby nie. Jednak jak już dam się wciągnąć w wir nauki to bardzo trudno mi z niego wyjść. Miejmy jednak nadzieję iż dość szybko będę dostarczać odpisy.
~
Rozdział 2
"Demony"
✝ Odpis 10
" Jestem jak wąż. Wiję się po twoim ciele by je zjeść"
Byłem nieco zaskoczony jego opinią. Pozwoliłem sobie na uśmiech. Taki wredny, typowy.
- Ktoś musi być w tym dobry.
Wzruszyłem ramionami opierając się o blat. Uniosłem brew słysząc jak ponownie urządzenie chłopaka wibruje. Ktoś go bardzo pilnuje. Może rodzice? Chociaż nie. W końcu to ostatnia klasa liceum. Nie wygląda tez na takiego co to mieszka z kochającą rodzinką. Takie przynajmniej mam wrażenie. Eh.. Co ja dziś będę robił? Może do wieczora wezmę Hadley na miasto? Tyle opcji. Zawsze też można jechać do wesołego miasteczka. Na tyle wesołe na ile może. Ostatnio podobno ktoś nowy wziął to wszystko na swoje barki. Przydałby się remont, nie zaprzeczę. Chociaż tak myślę to mam ochotę na salon gier. Tak. To jest to. Raz na jakiś czas chyba mogę się zabawić. Pytanie czy moja przyjaciółka będzie zdolna wstać z łóżka. Raz: Pewnie padła ofiarą swojego chłopaka i były dzikie seksy całą noc. W tym wypadku prawdopodobnie będzie leżeć do końca dnia w łóżku. Facet jest czasem trochę zbyt brutalny. Dwa: Mogła się schlać a dziś mieć takiego kaca, że hoho. Hadley na kacu potrafi obić mordkę za byle gówno. Wtedy to jej chłopak ma przerąbane. No i ja, jeśli do niej pójdę. Kurwa co tu zrobić ze sobą. Myślenie przerwało mi wyznanie Jiro.
- Nikt ci nie broni.
Wymamrotałem przeczesując otwartą dłonią włosy. Przyjrzałem mu po raz, nie wiem który. Te rudawe włosy. Powoli zaczynam mieć wrażenie, że gdzieś go widziałem. Ren brawo masz już schizy. Chociaż te jego typowe rysy twarzy dają do myślenia. Zazwyczaj pamiętam twarze ludzkie. W tym przypadku nie mogłem przywołać chwili, w której musiałem go widzieć. Chłopak wstał ponaglony kolejnym telefonem. Pomachałem mu w geście pożegnalnym. Na nic więcej mnie raczej stać nie było. Ta, do zobaczenia. Jak mnie w nocy nie skują to będzie zajebiście. Głodny jestem, a raczej głodny jest mój towarzysz. Zeszłej nocy nie bardzo było się czym najeść. Gdzie się podziało całe zł0 ostatniej nocy? No chyba, że większość zrobiła protest i została w domach. Czy gdzie tam jest ich siedziba. Spojrzałem na wyświetlacz telefonu. W międzyczasie o moją nogę otarł się pysk Boyda. Uśmiechnąłem się wrednie.
- No co ?
Uniosłem brew patrząc w oczy psa. Zwierzę cicho szczeknęło. Mam ochotę na trawkę. Ruszyłem swoje cztery litery do pokoju. Wyjąłem skręta i zapaliłem. Och tęskniłem za tym odorem.
***
Naciągnąłem na ramiona ramoneskę. Zaciskając zębów ubrałem skórzane rękawiczki. Kurwa nie wytrzymam zaraz. Przed domem w płomieniach stał mój motocykl. Było już dobrze po 24. Mało kogo obchodziłoby światło na zewnątrz. Dosiadłem maszyny, która wręcz buchnęła ogniem. Moje ciało poddało się demonowi. Czułem jak powoli coś rozrywa je od środka. Śmiałem się jak pojebany. To było coś dla mnie już przyjemnego. Jak skóra na moim ciele płonęła, spalała się. Zostawały same kości. Przy każdym pierwszym ruchu strzelały. Potrząsnąłem głową patrząc się przed siebie. Nacisnąłem pedał gazu i ruszyłem. Hahah... Czuje. Wyraźnie. Ta smakowita woń zła. Brudu. Takie skupisko. Moje ciało gnało wręcz ku uczcie. Czy można było nazwać mnie trzeźwym? No w sumie nie. Moja kontrola nad Demonem była duża. Niestety nie bardzo lubiłem ją ograniczać. Nie mam nic do tego, że pożeram ludzkie dusze. Powiem więcej. Moja ludzka część też bardzo to lubi. To zajebiste uczucie kiedy słyszysz krzyk cierpienia. O..A cóż to? Tak, to On. Sam Satan na ziemi. Pewnie podszył się pod jednego z nich. Ach.. Tyle wygrać jednej nocy. Będę zabijał to ścierwo tyle razy ile będzie potrzeba. Zniszczę gnoja. Gardzę nim. Wjebał mnie w to gówno. Zesłał mnie w ludzki świat. Dał ciało. Kurwa tak kruche i marne. Ale za to jak przydatne. Jednak nie tylko Demon gardzi Satanem. Prawda jest taka. Wychujał nas obu. Ja muszę się męczyć i Jeździec. Chociaż nie. Tylko on. Bo w sumie to podpierdalam mu moce. Ojej. Jak mi przykro. Wjechałem na teren hangaru. Mmm .. tyle ścierwa. Kurwa, co do chuja? Czemu woń blednie. Czyżby ktoś tam zabijał? Nie no.. Nawet woń samego Lucyfera przesiąkła ludzkim odorem. No chyba nie. Nie pierdolcie, że nic dla mnie nie zostanie. Nacisnąłem gaz jadąc prosto na ścianę. Trochę tylko ją uszkodzę.. Wjechałem w pełnej mocy na ścianę, rozrywając ją. Koła motocykla wylądowały na ciemnej posadzce. Powolnie zbadałem płonącymi oczodołami będących tu ludzi. Umierający. Natychmiast niczym cień znalazłem się przed nim. Patrząc w grzeszne oczy. Moja żuchwa nico opadła. Powolnie wsysając całe życie. Było to jak orgazm. Nie, trochę mniej przyjemne. Towarzyszyły temu krzyki, lamenty. Jednak smak jego czynów był wyborny. Nagle tak po prostu żuchwa wróciła na swoje miejsce. Zaś ciało faceta opadło na ziemię.Miał wypalone oczodoły. Mój demoniczny zmysł odnalazł coś z Satana. Coś co równie nagle zniknęło. Nic nie czułem. Kurwa. Widząc rudego chłopaka zbliżyłem się. Czysty i grzeszny. Moja głowa przekrzywiła się nienaturalnie. Zaczynało coś szwankować. Jakby ktoś chronił gówniarza. Zrobiłem kilka kroków w tył. Nagły pisk przeszywający moje ciało spowodował, że ryknąłem. Zwęglone rękawice złapały płonącej czaszki. Kurwa. Czułem to. Wszystko bolało. Niemiłosiernie. Widziałem jak ostatni ocalały uciekł. Jiro. To był on. Jestem tego pewien. Co on tu robił? Kurwa. Nawet myśleć już nie mogę. Gwałtownie wszystko ustało. Upadłem jako człowiek na ziemię. Wszystko było czarne. Byłem wyczerpany. Co się stało...
***
Obudził mnie smród gnijącego mięsa. Otorzyłem oczu odruchowo osłaniając je przed rażącym światłem dnia. Spróbowałem usiąść. Wszystko mnie boli. Złapałem się za głowę, która wręcz płonęła z bólu. Wszystkie wspomnienia z wczoraj jakoś umknęły. Co nieco sobie przypominam. Jakiegoś uciekającego chłopaka. I ten pisk. Wzdrygnąłem się. Nie chcę tego powtarzać. O nie. Podniosłem się i lekko zachwiałem. Wsparłem się o motor koło, którego się obudziłem. Oddychałem trochę z trudem. Chwilę tak trwałem w bezruchu by nieco nabrać sił. Wsiadłem na motor i ruszyłem. Wody. Nawet takiej z Czarnobyla.
***
Pierwsze co rzuciło się w moje oczy to obce buty w holu. Słychać było rozmowy z kuchni. Boyd przybiegł się przywitać. Pogłaskałem go. Zdjąłem glany i zainteresowany ruszyłem do kuchni. Otworzyłem szerzej oczu widząc w niej Rudzielca ze szkoły i mojego brata. Rozmawiali pijąc herbatę. To są jakieś żarty tak? Rzuciłem rękawiczki na szafkę.
W:- O demon wrócił. Jak się miewasz?
Zapytał William z szerokim uśmiechem.
-Zajebiście.
Mruknąłem podchodząc do blatu i chwytając pełną butelkę wody. Wypiłem wszystko. Niemal za jednym razem. Ciekawiło mnie co robił tu Rudzielec. Gestem dłoni zaprosiłem go by poszedł za mną. Osobiście skierowałem kroki ku swojemu pokojowi. Czego chciał? Tonie moment na rozmowy. Wyglądam jakby ktoś po mnie przejechał. Serioo.. Tak też się czuje.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz