Rozdział 1
"Początek"
✝ Odpis 6
" Jeśli masz zamiar mnie już zawsze oszukiwać, to po prostu bierz swoje rzeczy i wypierdalaj z mojego życia"
H:- Zbladłeś, zupełnie jak wcześniej..
Zauważyła lekko marszcząc brwi. Zna mnie na tyle długo by z łatwością rozpoznawać moje dziwne zachowania. Owszem coś mi tu nie pasowało. Nawet bardzo. Wewnętrzny przyjaciel czuł się zagrożony? Nie.. To coś typu nienawiść? Skąd nagle tyle zmieszanych uczuć. Nienawiść, strach, złość, zmieszanie. Wszystko buzowało. Zacisnąłem jedną z dłoni czując iż płonie. No super. Nie pierdolcie, że teraz niby mam się przemienić. Jest za wcześnie. Upiłem łyk alkoholu. To nieco stłumiło moje drugie ja. Hadley przyglądała mi się bacznie.
- Nic mi nie jest..
Mruknąłem bagatelizując sprawę. Dziewczyna głęboko westchnęła. Odwróciła się do mnie plecami i dołączyła do swojego mięśniaka. Od razu ich wargi zetknęły się ze sobą w namiętnym pocałunku. Przewróciłem oczyma nieco zirytowany tym wszystkim. ponownie przechyliłem szklaną butelkę zalewając swe gardło uzależniającą cieczą. Nie często mi się zdarza nagła chęć przemiany. Zazwyczaj dzieje się to o podobnych godzinach. Ewentualnie gdy miotają mną zbyt silne emocje, w tym także podniecenie. Kilkakrotnie zażyło mi się po pijaku oparzyć czyjeś wnętrze ud. No ale zazwyczaj było to delikatne. Nie ma co ukrywać, stało się tak z 3 razy? Może 5 nie więcej. Zazwyczaj mało kto potrafi doprowadzić mnie do takiego stanu. Kurwa, myśląc logicznie kto na trzeźwo dałby dupę demonowi o płonącym ciele a raczej szkielecie ? No kurwa kto.. Raczej większość ucieka z krzykiem z nim cokolwiek się stanie. Często też wywołuje poczucie niepokoju i wrażenie, że zaraz się zginie. Więc wątpliwości pojawiają się z samym pocałunkiem czy przebywaniu w tylko ze mną w pomieszczeniu . Nie ukrywam również, że również niektórzy serdecznie to olewają. Mi to idzie na rękę, Dobry sex nie jest zły. Po za tym czemu miałbym sobie odmawiać czegoś równie przyjemnego ? Nadal jestem w połowie człowiekiem. Mam te swoje ludzkie potrzeby. Woń chłopaka nasiliła się . W momencie gdy znalazł się bliżej odruchowo spojrzałem w stronę źródła zapachu. Opierał się teraz o dziwo sa mo bar rozmawiając z barmanem. Nowicjusz bo flirtował. Ehh... Widać nie zrozumiał jeszcze, że raczej nikogo nie porucha. Ciekawe gdzie podział się ten chłopaczek z pod ściany. Wyglądali na bardzo zadowolonych swoim towarzystwem. Więc gdzie on kurwa jest? Nie chcecie mi chyba powiedzieć, że spierdolił pozostawiając napalonego gówniarza samego. Cóż za chore i nieodpowiedzialne zachowanie. Jednak chyba nigdy nie zrozumiem śmiertelników. Co z tego, że kiedyś nim byłem. Te czasy są jak za mgłą. Może i lepiej. Nawet nie mam ochoty ich pamiętać. Były po prostu nudne. Teraz nieustannie coś się dzieje. Nowa sprawa, nowe doznanie tym ciałem. Moje niemal czarne tęczówki spotkały ponownie oczy "Rudego" gówniarza. Nawet nie znałem jego imienia. Co mnie irytowało, bo on znał moje. Ehh.. Tak jak znała je cała ta pieprzona szkoła. Uniosłem lekko brew ku górze widząc iż ponownie zawodząco się ku mnie szczerzy. Na co on liczył? Nim zdołałem się zorientować, chude ciało chłopaka zajeło miejsce obok mnie. W dłoni trzymał kieliszek z alkoholem. Słysząc jego słowa zaczęcia rozmowy mimowolnie uśmiechnąłem się wrednie. Teraz nawet ta irytująca woń zdawała się być przyjemna.
- Ja zaś nadal cię nie znam.
Mruknąłem charakterystycznie. Upiłem kolejny łyk z butelki. Coś mi w tobie nie gra koleś. Jesteś tak bardzo inny. Zupełnie jakbyś usypiał moje demoniczne zmysły. Co bardziej, zdawało się jakbyś robił to specjalnie. Do cholery, co w sobie ukrywasz? Szczyptę piekła jak ja. Czy może należysz do zupełnie różnego mi świata czystych istot. Nie.. To drugie nie pasuje. Spotkałem tylko jednego anioła i w zupełności nie był on typem puszczalskim. Wręcz raził mnie światłem. Nie, nie chciałbym powtarzać owego spotkania. Czyli może być jakimś wysłannikiem Satana? W takim razie będę musiał go zniszczyć. Chociaż.. nie wali on na jakiegoś sługusa. Nie pachnie również samym władcą piekieł. Kurwa. Trudno jest go przywiązać do czegokolwiek. Jest jakby nową istotą. Tak, jest czymś co na pewno ma w sobie trochę człowieka. Lecz co z resztą ?
- A ty? Gdzie zgubiłeś swojego wiernego kundelka?
Uniosłem brew ku górze nieustannie wrednie się uśmiechając. Ponownie zatopiłem się w alkoholu. Co ja bym bez niego zrobił. Ku mojemu zaskoczeniu chłopaczek zupełnie nagle wstał i ruszył na parkiet. Od razu obce ręce dotknęły jego ciała. Wodziły po nim. Widowisko był do prawdy wspaniałe. Określiłbym to jako nazwę jednego filmu, " Taniec zmysłów". O tak, idealnie pasowało. Opróżniłem kolejną butelkę, lecz co dziwne nie prosiłem o więcej. Moje plecy oparły się o zimny blat. Ciemne tęczówki śledziły ruchy gówniarza. Nie wiem czemu z taką ochota przyglądałem się jego zabawą. W pewnym momencie w dłoni "Rudego" znalazła się butelka. Widać ktoś dbał oto by nie zabrakło mu alkoholu. Jego nowy partner uśmiechał się podle. Błysk w jego oczach świadczył o jednym. Miał plan. A ja właśnie się go domyśliłem. Oczy partnera gówniarza spojrzały na mnie. Śmiały się. Pewnie myślał iż to ja miałem ochotę przelecieć tego dzieciaka. Brzmiało to jak wyzwanie. Czemu by nie? Rywalizacja z ludźmi jest zabawna. "Wyzwanie przyjęte". Odpowiedziałem w myślach. Hahah.. Szczerze nie mam najmniejszej ochoty ruchać tego dzieciaka, robię to perfidnej przyjemności rywalizacji. Rudy opróżnił całą zawartość butelki. Oczywiście nie był to sam alkohol. Dobrze to wiedziałem. W ciągu następnej godziny sam zacznie się rozbierać. Tak proste.. eh. Osobiście doprowadziłbym go do tego stanu bez żadnych pomocy. Chłopak ponownie porwał się muzyce teraz stojąc plecami do nowego partnera. grabie ocierał się swoim tyłkiem o kroczę obcego. Zielone oczy znów dostrzegły mnie. Uśmiech automatycznie się poszerzył. Powolnie wstałem. Równie wolno przebijałem się przez tańczących. Dobrze wiedział, że po niego idę. Bez zbędnych wyjaśnień pozostawił obcego chłopaka by zbliżyć się do mnie. Uśmiechnąłem się podle dotykając dłońmi bioder "Rudego". Co z tego iż nawet nie znam jego imienia. Liczy się zwycięstwo. Obcy wyraźnie zły oddalił się do baru. Żałosne istnienie. Ręce niższego ode mnie towarzysza oplotły moją szyję. Przycisnąłem jego kościste biodra do swoich. Nasze ciała poruszały się w rytm muzyki idealnie ze sobą współgrając. Ocierając się o ciebie. pozwoliłem sobie na podwinięcie lekkie koszulki chłopaka. Dotknąłem zimnymi dłońmi rozpalonych bioder gówniarza. Na co on w odpowiedzi uroczo zamruczał. Jego zielone oczy przymknęły się a jedna z dłoni wsunęła się w włosy. Druga pociągnęła kurczowo za materiał mojej bokserki. Hohoho.. Widać komuś tu dobrze w moim towarzystwie. Chłopak pociągnął mnie w stronę baru. Zachęcił bym nie odsuwając się odeń przygniótł go do blatu. W międzyczasie zamówił kolejne porcje alkoholu. Zwali go zaraz. Dotknął dłonią mojego policzka. Dziwny dreszcz przeszył moje ciało. Do prawdy chore .. O co tu do cholery chodzi? To nie był w zupełności dotyk człowieka. Gdy tylko barman podał mu jego zamówienie, chłopaczek dobrał się do niego jak do świeżych bułeczek. Opierdolił wszystko. Za jednym razem. Niczym spragniony wędrownik butelkę wody. Zdziwiło mnie to a zarazem rozbawiło. Po co najmniej 3 butelkach zaczął gadać jaki to jestem przystojny. Przez to myślałem, że zaraz dosłownie jebnę ze śmiechu. Wieszał się na mnie tak nieporęcznie i co chwilę wybuchał śmiechem. Spojrzałem nań i chwyciłem go pod ramię. Trzeba go odstawić bo w takim stanie nawet na sex się nie nadaje.
- Gdzie mieszkasz?
Zapytałem z nadzieją, że może to pamięta. Odpowiedź była krótka: " W..Equestrii". Nie miałem wyboru. Musiałem brać go do siebie. Bo kurwa nie zamierzam odpowiadać za jego czyny bo ze mną go najdłużej widzieli. Co poradzić. Zdaje się, że od dziś będę uważał na to z kim siedzę. Nie zamierzam zgarniać do domu wszystkich upitych gówniarzy. Wyprowadziłem go z baru.po drodze mamrotał coś o swoim adresie, a brzmiało to zajebcie komicznie : "moje adresy to zielonego przylodka tajemnicaaa".
- Zamknij się już proszę..
Westchnąłem uśmiechając się lekko. Władowałem go jakoś na motor. Po czym sam zająłem na nim miejsce. Rudzielec mocno się we mnie wtulił nazywając mnie swoim księciem. Skupiłem się teraz bardziej na drodze niż na jego wywodach. Na prawdę. Nie ukrywam iż był teraz..uroczy. Tak. Miział się niczym kot. Było to nawet przyjemne. Jednak ja w stosunku do niego jeszcze trochę myślę. Zaparkowałem pod domem. Było ciemno. Widać..William nadal nie ruszył dupy. Jakoś zdjąłem chłopaka z motoru. Teraz nawet nie był w stanie trzymać się na nogach. Zmusiło to mnie bym wziął go na ręce. Z małą trudnością otworzyłem drzwi. Salon był pusty. Na stole była jedynie jakaś kartka. Później się tym zajmę. Zaniosłem go do pokoju. Przy moich nogach plątał się zadowolony Boyd. Posadziłem chłopaka na łóżku. On jednak nie zamierzał mnie wcale puszczać. Chwycił mocno materiał mojej bokserki i przyciągnął do siebie. Co ty kurwa robisz? Jego oczy przymknęły się a usta zbliżyły by następnie musnąć moje. Znów ten dziwny dreszcz. nie wiem co mnie podkusiło by przejechać językiem po jego dolnej wardze a następnie połączyć w namiętnym pocałunku. Jego dłonie wsunęły się w moje cynamonowe włosy niemal szarpiąc je bym się zbliżył bardziej. ochoczo naparłem nań. Pozwoliłem sobie przygryźć górną wargę Rudego na co on cicho westchnął. Ponowiłam pocałunku. Ku mojemu zaskoczeniu nie otrzymałem najmniejszego odwzajemnienia. Jego dłonie bezwładnie opadły na materac wraz z jego ciałem. Zasnął. To są jakieś jaja..
Westchnąłem głęboko wyraźnie zirytowany. Co mnie kurwa podkusiło. Spojrzałem na niego. Pozbawiłem go koszulki i jakoś ułożyłem na tym łóżku. Przykryłem ciało chłopaka materiałem kołdry. Na łóżko wskoczył Boyd. Pogłaskałem zwierzę z cieniem uśmiechu.
-pilnuj go .
Mruknąłem a zwierzę polizało moją dłoń. Opuściłem pokój .Widać przyszło spać mi dzisiaj na kanapie. Zamknąłem za sobą drzwi do pokoju i zaszyłem się w salonie. Chwyciłem za butelkę wody i upiłem z niej dość spory łyk. Moje oczy odnalazły wcześniej zauważoną kartkę. Wziąłem ją w dłoń.
" Renier, przepraszam. Znów się najebałem.. Millisent wzięła mnie na kilka dni do siebie. Ojciec przyjedzie za tydzień. Zrób zakupy, w razie czego po prostu dzwoń.
Twój brat.
Wiliam "
-Pieprze twoje przepraszam..
Warknąłem zgniatając w dłoni papier. Czułem iż nadszedł czas. Blask płomieni tlił się za oknem.
Jeździec Ruszył.
Aut: Malwin
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz