wtorek, 17 grudnia 2013

ROZDZIAŁ PIERWSZY: POCZĄTEK CZĘŚĆ I.

Hejo, a więc... oto pierwszy rozdział naszej historii o Jiro oraz Renier'a, chciałam jednak powiadomić iż style pisania mogą się nieco różnić, ponieważ bloga prowadzą dwie osoby. I dwie osoby, piszą jedną z tych postaci które zostały wam przedstawione. Z punktu widzenia Jiro oraz Renier'a. Nana - Jiro, Malwin - Renier. Po zakończonym rozdziale zawsze pod koniec będzie pisał Autor który w tym momencie pisał opowiadanie. Dziękuje i życzę miłego czytania ;)


Pieprzone pierdolenie o niczym, nie interesowało mnie nic co mogłoby zwiastować mój koniec czy też początek... No co to komu? Na co komu znać swoją przyszłość która może się wydać albo jeszcze bardziej beznadziejna niż do tej pory. Ja tak miałem. Poznałem kim jestem, kim powinienem być i oczywiście gdzie powinno być moje cholerne miejsca a jednak byłem tutaj. Bawiło mnie to jak ludzie na mnie spostrzegali, większość mężczyzn w mojej szkole że wręcz legła do mnie, a kobiety im bardziej je odtrącałem tym jeszcze bardziej chciały mnie gdzieś zaciągnąć. Mimo że wiele razy mówiłem grzecznie że nie mam na to ochoty znów wracały. Ciężko. Naprawdę. Promienie słoneczne spokojnie przebijały się przez okno by blask światła, oświetlił mój pokój. Nie spałem. Kolejna noc którą nie przespałem. Wolałem się jak dureń wpatrywać wschód słońca niż spokojnie leżeć w swoim wygodnym łóżeczku. Pozbierałem swoje szanowne cztery litery do łazienki gdzie biorąc poranną kąpiel, niemal od razu zaczesałem swoją grzywkę do tyłu lecz ona jak zwykle ułożyła się tam gdzie chciała. Westchnąłem zniecierpliwiony, zerkając zielonymi tęczówkami w stronę sypialni w której słyszałem ludzki głos. Tak, niestety... nie mieszkałem sam a z mężczyznę który zawsze, wszędzie za mną łaził jakby to ładnie powiedzieć. Można powiedzieć że to cholerna przyzwoitka która nie chce się od ciebie odpierdolić, tylko lezie wszędzie tam gdzie ty... do łazienki, salonu, szkoły a nawet klubu gdzie chciałbyś się zabawić lecz nie możesz. Jednak ostatnim czasie, był spokojny. Podobało mi się to. Nawet bardzo. Miałem wolną rękę, a przychodził tylko w naprawdę beznadziejnych sytuacjach. Miło. Ochrona. Przewróciłem oczami, zarzucając na ramię czarną torbę która miała wiele przypinek, zszywek i inne chujstwa którymi jarały się teraz młodsze pokolenia. Chyba nie musiałem wspominać że chodzę do Liceum prawda? Ostatni rok. Matura a potem studia, jednak jakoś o tym nigdy na poważnie nie myślałem. Będę musiał wyjechać do większego miasta jeśli w ogóle się na to zdecyduję,w takiej klitce w ogóle nie dałoby się żyć. Zwłaszcza że mnie tutaj prawie każdy znał, wiedział jaki jestem a może raczej słyszeli poprzez plotki które rozchodziły się po tym mieście jak gorące bułeczki. Od domu do domu... Idealnie. Jednak to dobrze, byłem sam. Nikt mi nie truł dupy. Każdy trzymał się na dystans i nie wtrącał swoje cztery litery w moje urocze, pełne fascynacji życie. Tak, tak powinno być. Przekraczając próg szkoły niemal od razu usłyszałem te podniecony szepty, krzyki oraz pełne nadziei spojrzenia. Co się do licha działo? Jakieś święto? Pierwszy raz widziałem by cała szkoła aż tak huczała od jakieś nowości. Kątem oka widziałem czarnego chłopaka, w podartych rurkach oraz podkoszulce na ramionach gdzie na samym środku coś pisało, nie jestem pewny co i jakoś zbytnio mnie to nie interesowało. Lecz również niemal od razu do mnie podszedł, była to jedyna osoba która poprzez mój charakter ze mną normalnie rozmawiała i w ogóle nie chciała słyszeć o jakimkolwiek dystansie. Mimo że wiele razy go zbywałem. Upokarzałem, niszczyłem ten dalej tu był. Taki mały wierny piesek. Hachiko. Dokładnie, Hachiko. Często go tak nazywałem z swojej perfidnej przyjemności, lecz wcale mu to nie przeszkadzało. Dotykając mojego ramienia, uśmiechał się od ucha do ucha, widocznie również jak inni podniecony nowym komunikatem ze szkoły.
- Co jest do licha? Pierwszy raz widzę by cała szkoła plotkowała na jakiś temat.
- To ty nie wiesz? Mamy nowego kolegę. W dodatku w naszej klasie.
- I oto to całe zamieszanie? Przez jednego kolesia który się tu przenosi? Jesteście popieprzeni.
Uniosłem delikatnie brew ku górze. O zgrozo... jeszcze tego mi brakowało. Nikt tutaj się nie przenosił. Nikt. Można powiedzieć że była to jedna z najgorszych szkół jakie można było w swoim cholernym życiu spotkać. Ćpanie, Chlanie, Sex który nawet był w klasach. Durnie. Siedząc w klasie, łokieć delikatnie opierał się o ławkę a policzek leżał na dłoni która była lekko sformowana w pięść. Nowy się spóźniał. Może wolał już pierwszy dzień pójść na wagary? Wcale bym się nie zdziwił jednak nie... słysząc skrzypienie drzwi, oraz szmer podnieconych głosów podniosłem szmaragdowe tęczówki na chłopaka który wszedł do środka. Naprawdę... i to był hałas o niego? Zwykły mężczyzna, jednak miał w sobie taką aurę że ludzie niemal od razu się od niego odsuwali. Aurę zgrozy? Śledziłem jego ruchy. Jego gesty, mimikę i jednak nie mogłem zaprzeczyć iż nie jest przystojny. Spuściłem wzrok gdy się przedstawił i usiadł... centralnie obok mnie. No to koniec słuchania muzyki i pisania tekstu na kartce. A był to taki fajny, mały, ciemny kącik w którym mogłem sobie spokojnie sam siedzieć i obserwować innych a ten koleś obok siedział teraz tutaj. Westchnąłem cicho pod nosem, otwartą dłonią przejeżdżając po swojej gęstej czuprynie przez co teraz zrobił się nieład na mojej głowie. Kolczyki również zdobiły moją twarz. Uwielbiałem percing, palaczem też byłem i było mi z tym dobrze. Zwłaszcza teraz. Oparłem swoje plecy o oparcie niewygodnego krzesła, kierując swoje spojrzenie na nowo, poznaną osobę. Uniosłem brew ku górze, lecz niemal od razu odwróciłem wzrok gdy on na mnie spojrzał. Czekałem jedynie na dzwonek który echem rozniesie się po całym korytarzu a ja będę mógł spokojnie wyjść na zewnątrz.
[...]
Błoga wolność. Siedząc na boisku i paląc papierosa, nie od razu zauważyłem jak podeszło do mnie trzech mężczyzn którzy najwyraźniej nie byli zadowolenie z mojej obecności. Ponownie mój wzrok się na czymś skupił a usta powoli wydmuchiwały szarawy dym który unosił się wokół mnie. Gdy potężna postać, stanęła przede mną. Zaciągając się, dmuchnąłem w jego stronę uśmiechając się szyderczo.
- W czymś mogę pomóc?
- ty jesteś Jiro... prawda.
- Nawet jeśli to co?
Wyrzuciłem zgaszony niedopałek do kosza, cały czas obserwując masywną postać. To nie będzie miłe. Z pewnością nie. Wiedziałem kim jest, wiedziałem też ze jego braciszek również się we mnie zakochał. Jakie to ckliwe nie? Braciszek chroniący godność swego młodszego braciszka. I po co dałem mu dupy? By potem mi ją sprać? Gdy dostałem w twarz z kącików ust niemal od razu poleciała strużka krwi, płynąca po moim nadgarstku a ja kurwa nie mogłem nic zrobić będąc w pobliżu tej zasranej szkoły. Świetnie. Wpierdol dostanę i dostałem. Spokojnie uderzyli mnie w brzuch, przez co musiałem upaść na kolana a zaraz potem stopa jednego z goryli dotknęła mojej szczęki. Upadłem, leząc na wilgotnej glebie. Jeszcze kilka kopnięć, w brzuch, twarz oraz nogi i słyszenie ich śmiechu. Oh tak... zapamiętam to sobie. Zapamiętam te twarze i kto wie, czy jeszcze się spotkamy. Mężczyzna w zielonej bluzie, podszedł do mnie dotykając skraj mojej koszulki by następnie ciągnąć nią mógł bez problemu przybliżyć moją twarz do jego.
- Nie zbliżaj się do niego...
- To trzymaj go najlepiej na smyczy. Bo piesek może ci się zerwać.
Ponownie dostałem z pięści twarz a ich postacie zniknęły zza murami szkoły. Podparłem się łokciami, wypluwając krew której czułem słony smak na ustach a potem z trudnością wstałem. O nie, na pewno nie wrócę do szkoły. Ponownie usiadłem na ławce, sięgając po kolejnego papierosa. Dzień Pełen wrażeń... Co?


Autor: Nana. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz