Pieprzone pierdolenie o
niczym, nie interesowało mnie nic co mogłoby zwiastować mój
koniec czy też początek... No co to komu? Na co komu znać swoją
przyszłość która może się wydać albo jeszcze bardziej
beznadziejna niż do tej pory. Ja tak miałem. Poznałem kim jestem,
kim powinienem być i oczywiście gdzie powinno być moje cholerne
miejsca a jednak byłem tutaj. Bawiło mnie to jak ludzie na mnie
spostrzegali, większość mężczyzn w mojej szkole że wręcz legła
do mnie, a kobiety im bardziej je odtrącałem tym jeszcze bardziej
chciały mnie gdzieś zaciągnąć. Mimo że wiele razy mówiłem
grzecznie że nie mam na to ochoty znów wracały. Ciężko.
Naprawdę. Promienie słoneczne spokojnie przebijały się przez
okno by blask światła, oświetlił mój pokój. Nie spałem.
Kolejna noc którą nie przespałem. Wolałem się jak dureń
wpatrywać wschód słońca niż spokojnie leżeć w swoim wygodnym
łóżeczku. Pozbierałem swoje szanowne cztery litery do łazienki
gdzie biorąc poranną kąpiel, niemal od razu zaczesałem swoją
grzywkę do tyłu lecz ona jak zwykle ułożyła się tam gdzie
chciała. Westchnąłem zniecierpliwiony, zerkając zielonymi
tęczówkami w stronę sypialni w której słyszałem ludzki głos.
Tak, niestety... nie mieszkałem sam a z mężczyznę który zawsze, wszędzie za mną łaził jakby to ładnie powiedzieć. Można
powiedzieć że to cholerna przyzwoitka która nie chce się od
ciebie odpierdolić, tylko lezie wszędzie tam gdzie ty... do
łazienki, salonu, szkoły a nawet klubu gdzie chciałbyś się
zabawić lecz nie możesz. Jednak ostatnim czasie, był spokojny.
Podobało mi się to. Nawet bardzo. Miałem wolną rękę, a
przychodził tylko w naprawdę beznadziejnych sytuacjach. Miło.
Ochrona. Przewróciłem oczami, zarzucając na ramię czarną torbę
która miała wiele przypinek, zszywek i inne chujstwa którymi jarały
się teraz młodsze pokolenia. Chyba nie musiałem wspominać że
chodzę do Liceum prawda? Ostatni rok. Matura a potem studia, jednak
jakoś o tym nigdy na poważnie nie myślałem. Będę musiał
wyjechać do większego miasta jeśli w ogóle się na to zdecyduję,w
takiej klitce w ogóle nie dałoby się żyć. Zwłaszcza że mnie
tutaj prawie każdy znał, wiedział jaki jestem a może raczej
słyszeli poprzez plotki które rozchodziły się po tym mieście jak
gorące bułeczki. Od domu do domu... Idealnie. Jednak to dobrze,
byłem sam. Nikt mi nie truł dupy. Każdy trzymał się na dystans i
nie wtrącał swoje cztery litery w moje urocze, pełne fascynacji
życie. Tak, tak powinno być. Przekraczając próg szkoły niemal od
razu usłyszałem te podniecony szepty, krzyki oraz pełne nadziei
spojrzenia. Co się do licha działo? Jakieś święto? Pierwszy raz
widziałem by cała szkoła aż tak huczała od jakieś nowości.
Kątem oka widziałem czarnego chłopaka, w podartych rurkach oraz
podkoszulce na ramionach gdzie na samym środku coś pisało, nie
jestem pewny co i jakoś zbytnio mnie to nie interesowało. Lecz
również niemal od razu do mnie podszedł, była to jedyna osoba
która poprzez mój charakter ze mną normalnie rozmawiała i w ogóle
nie chciała słyszeć o jakimkolwiek dystansie. Mimo że wiele razy
go zbywałem. Upokarzałem, niszczyłem ten dalej tu był. Taki mały
wierny piesek. Hachiko. Dokładnie, Hachiko. Często go tak nazywałem
z swojej perfidnej przyjemności, lecz wcale mu to nie przeszkadzało. Dotykając mojego ramienia, uśmiechał się od ucha do ucha,
widocznie również jak inni podniecony nowym komunikatem ze szkoły.
- Co jest do licha? Pierwszy
raz widzę by cała szkoła plotkowała na jakiś temat.
- To ty nie wiesz? Mamy
nowego kolegę. W dodatku w naszej klasie.
- I oto to całe
zamieszanie? Przez jednego kolesia który się tu przenosi? Jesteście popieprzeni.
Uniosłem delikatnie brew ku
górze. O zgrozo... jeszcze tego mi brakowało. Nikt tutaj się nie
przenosił. Nikt. Można powiedzieć że była to jedna z najgorszych
szkół jakie można było w swoim cholernym życiu spotkać. Ćpanie,
Chlanie, Sex który nawet był w klasach. Durnie. Siedząc w klasie,
łokieć delikatnie opierał się o ławkę a policzek leżał na
dłoni która była lekko sformowana w pięść. Nowy się spóźniał.
Może wolał już pierwszy dzień pójść na wagary? Wcale bym się
nie zdziwił jednak nie... słysząc skrzypienie drzwi, oraz szmer
podnieconych głosów podniosłem szmaragdowe tęczówki na chłopaka
który wszedł do środka. Naprawdę... i to był hałas o niego?
Zwykły mężczyzna, jednak miał w sobie taką aurę że ludzie
niemal od razu się od niego odsuwali. Aurę zgrozy? Śledziłem jego
ruchy. Jego gesty, mimikę i jednak nie mogłem zaprzeczyć iż nie
jest przystojny. Spuściłem wzrok gdy się przedstawił i usiadł...
centralnie obok mnie. No to koniec słuchania muzyki i pisania tekstu
na kartce. A był to taki fajny, mały, ciemny kącik w którym
mogłem sobie spokojnie sam siedzieć i obserwować innych a ten
koleś obok siedział teraz tutaj. Westchnąłem cicho pod nosem,
otwartą dłonią przejeżdżając po swojej gęstej czuprynie przez
co teraz zrobił się nieład na mojej głowie. Kolczyki również
zdobiły moją twarz. Uwielbiałem percing, palaczem też byłem i
było mi z tym dobrze. Zwłaszcza teraz. Oparłem swoje plecy o
oparcie niewygodnego krzesła, kierując swoje spojrzenie na nowo,
poznaną osobę. Uniosłem brew ku górze, lecz niemal od razu
odwróciłem wzrok gdy on na mnie spojrzał. Czekałem jedynie na
dzwonek który echem rozniesie się po całym korytarzu a ja będę
mógł spokojnie wyjść na zewnątrz.
[...]
Błoga wolność. Siedząc
na boisku i paląc papierosa, nie od razu zauważyłem jak podeszło
do mnie trzech mężczyzn którzy najwyraźniej nie byli zadowolenie
z mojej obecności. Ponownie mój wzrok się na czymś skupił a
usta powoli wydmuchiwały szarawy dym który unosił się wokół
mnie. Gdy potężna postać, stanęła przede mną. Zaciągając się,
dmuchnąłem w jego stronę uśmiechając się szyderczo.
- W czymś mogę pomóc?
- ty jesteś Jiro... prawda.
- Nawet jeśli to co?
Wyrzuciłem zgaszony
niedopałek do kosza, cały czas obserwując masywną postać. To nie
będzie miłe. Z pewnością nie. Wiedziałem kim jest, wiedziałem
też ze jego braciszek również się we mnie zakochał. Jakie to
ckliwe nie? Braciszek chroniący godność swego młodszego
braciszka. I po co dałem mu dupy? By potem mi ją sprać? Gdy
dostałem w twarz z kącików ust niemal od razu poleciała strużka
krwi, płynąca po moim nadgarstku a ja kurwa nie mogłem nic zrobić
będąc w pobliżu tej zasranej szkoły. Świetnie. Wpierdol dostanę
i dostałem. Spokojnie uderzyli mnie w brzuch, przez co musiałem upaść na kolana a zaraz potem stopa jednego z goryli dotknęła
mojej szczęki. Upadłem, leząc na wilgotnej glebie. Jeszcze kilka
kopnięć, w brzuch, twarz oraz nogi i słyszenie ich śmiechu. Oh
tak... zapamiętam to sobie. Zapamiętam te twarze i kto wie, czy
jeszcze się spotkamy. Mężczyzna w zielonej bluzie, podszedł do
mnie dotykając skraj mojej koszulki by następnie ciągnąć nią
mógł bez problemu przybliżyć moją twarz do jego.
- Nie zbliżaj się do
niego...
- To trzymaj go najlepiej na
smyczy. Bo piesek może ci się zerwać.
Ponownie dostałem z pięści
twarz a ich postacie zniknęły zza murami szkoły. Podparłem się
łokciami, wypluwając krew której czułem słony smak na ustach a
potem z trudnością wstałem. O nie, na pewno nie wrócę do szkoły.
Ponownie usiadłem na ławce, sięgając po kolejnego papierosa.
Dzień Pełen wrażeń... Co?
Autor: Nana.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz